Bierzemy się za siebie! Zaczynamy od 5 porcji warzyw i owoców dziennie

0

Od lat specjaliści od żywienia wbijają nam do głów, że powinniśmy jeść 5 porcji warzyw i owoców dziennie. Super, tylko jak to zrobić w praktyce, gdy po domu biegają dwa cukrowe potwory za nic mające zbilansowaną dietę?

Kilka dni temu ogłosiłam alert – planuję wziąć się za menu naszej rodziny i trochę je „uzdrowić”, bo ostatnimi czasy dzieci zbyt często domagają się słodyczy, a na widok wielu warzyw wykrzywiają buzie – choć jeszcze niedawno je pożerały. Oto mój niecny plan ;-)

Planuję menu z wyprzedzeniem
Nie jestem w tym mistrzynią, ale doskonale wiem, że dużo łatwiej wieść życie matki dwójki małych dzieci, gdy ma się zaplanowane menu na kilka dni do przodu, dlatego postaram się wprowadzić to w nawyk. Wcześniejsze ustalanie posiłków ma jeszcze jedną zaletę – kiedy w koszyku ląduje tylko to, co zapisane na liście, a nie „przydasie” („a, wrzucę to, przyda się”), można sporo zaoszczędzić i przestać marnować jedzenie. Listę zakupów postaram się komponować pamiętając o tym, że rekomendowane przez specjalistów 5 porcji warzyw i owoców to w sumie około 400 gram dziennie – najlepiej, by były to trzy porcje warzyw i dwie owoców.

Chrupiemy od rana 
I bynajmniej nie chodzi o chipsy ;-) Jeżeli podstawą śniadaniowego menu będą kanapki, obowiązkowo wrzucę na nie kawałek papryki, ogórka czy szczypioru. Jedną z porcji śniadaniowych może być też szklanka świeżo wyciskanego soku/koktajl owocowy lub owoc. Jedno średniej wielkości jabłko, lub porcja soku jabłkowego (200 ml) zapewnia 220 mg potasu oraz od 50 do 100 mg polifenoli, z kolei szklanka soku pomarańczowego to aż ok. 50 – 60% dziennego zapotrzebowania na witaminę C- tłumaczy prof. Krystyny Gutkowskiej ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.


Warzywa do każdego posiłku i jako przekąska
Pora się z nimi zaprzyjaźnić i włączyć do KAŻDEGO posiłku, co nie wydaje się skomplikowane. O śniadaniu już mówiliśmy, obiad – wiadomo – surówka i/lub zupa, pozostaje kolacja. Tu – przyznaję – z warzywami bywa różnie, więc czas to naprawić. Dla opornych (czyt. – moich dzieci) pozostaje opcja ukryta ;-) Czyli warzywa w formie soku np. z buraków, selera i jabłek (pycha!), albo sprzedane jako super smaczna przekąska – pokrojone w słupki, surowe, pieczone lub grillowane z dodatkiem sosu jogurtowego. Jeszcze większą perfidią można się wykazać, serwując…brownie z fasoli lub ciasto szpinakowe, na które niebawem wrzucę przepisy. Słodycze smakują wyśmienicie i nawet największemu niejadkowi nie przejdzie przez myśl, że właśnie zajada się znienawidzonymi warzywami!

G09Q4XCDXE

Więcej wolności w kuchni
Dziedzic, który niegdyś był dzieckiem jedzącym wszystko, stał się ostatnimi czasy dość wybredny. Zupę raczy zjeść dopiero, jak jest mega głodny, na ogórka kiszonego spojrzy łaskawym okiem raz na miesiąc, buraczki – do tej pory najukochańsze – mogłyby dla niego nie istnieć. Jest jednak jedna rzecz, która do smakowania bardzo go zachęca – a tą rzeczą jest wspólne robienie zakupów i szykowanie posiłków. Jak już natrudzi się biedak, i sam wybierze najdorodniejsze okazy w warzywniaku, a potem pokroi cukinię czy paprykę, chętniej wtedy nakłada je na talerz. Nie będę ściemniać – nie wszystko je, ale przynajmniej jest otwarty na próbowanie, dlatego od dziś daję mu jeszcze większą autonomię w kuchni.

Btw – wiecie, że każdy – i dorosły, i dziecko, musi kilku, a czasem nawet kilkunastokrotnie (7-15) spróbować nowej rzeczy by zaakceptować jej smak? No to próbujemy! Na zdrowie!

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.