4 powody, dla których warto nosić dziecko w chuście

0

Gdy Dziedzic był mały nie miałam pojęcia, jak fantastyczne może być noszenie. Mieliśmy co prawda pożyczoną chustę, ale pomarańczowo-brązowe pasy nieszczególnie mi się podobały, więc sięgałam po nie sporadycznie. Błąd! Ile straciliśmy dowiedziałam się dopiero, gdy na świat przyszła siostra Dziedzica. Ją nosiłam długo i często. Co zyskałyśmy? Zobaczcie! Oto cztery najważniejsze powody, dla których warto, moim zdaniem, nosić dziecko w chuście.

Po pierwsze – wygoda

Długo się wahałam czy zacząć od bliskości, którą tak zachwalają wszystkie chustomamy, czy od wygody. Stawiam na wygodę, bo to często pierwszy powód, dla którego decydujemy się na korzystanie z chusty (szczególnie gdy w domu mamy jeszcze plączącego się pod nogami starszaka, a noworodek z gatunku nieodkładalnych). Przywiązany maluch czujący bliskość mamy najczęściej śpi spokojnie, a my zyskujemy dwie wolne ręce, by poukładać klocki albo rzucać piłkę ze starszymi dziećmi. Wole ręce przydają się też do gotowania obiadu czy innych tego typu nudnych zajęć, które – niestety – same się nie zrobią. A jeść coś trzeba, no i koszulkę czystą co kilka dni też wypadałoby założyć ;-)

Tula to jeden z najbardziej znanych producentów nosideł ergonomicznych (są polecane, gdy dziecko już siedzi), ale i piękne chusty znajdziecie w ofercie producenta; zdjęcie powyżej i główne to właśnie chusty od nich

Po drugie – bliskość

Jest i bliskość! W tym zestawieniu nie mogło jej zabraknąć. Oczywiście nie nosząc w ten sposób dziecka także ją zbudujecie, ale to przywiązanie – i w przenośni, i dosłownie – jakie daje chusta ma w sobie jakąś magię i moc. Bez obaw – częste noszenie dziecka nie spowoduje, że stanie się ono „rozpieszczone” czy „wygodnickie”, jak próbują sugerować nieproszeni udzielacze dobrych rad. Jest dokładnie odwrotnie – wynoszone dziecko najczęściej dużo szybciej przecina pępowinę i idzie eksplorować świat – pewne, że ramiona rodziców (i chusty) dadzą im schronienie zawsze wtedy, gdy będą tego potrzebować.

ZOBACZCIE KONIECZNIE: Chustoświrki – żyją, by nosić (i kupować!)

Siostra Dziedzica, mimo że noszona bardzo często, gdy już pewnie zaczęła chodzić, zupełnie nie chciała być noszona. Wyrosła z tego szybciej, niż bym sobie tego życzyła :-)

tysiące kolorów, różne składy, długości – chust na rynku jest tak wiele, że zdecydowanie każdy znajdzie coś dla siebie; na zdjęciu chusta  SensiMo Azulejo Vellamo

Po trzecie – ergonomia

Może i niezbyt fortunnie to nazwałam, ale już tłumaczę, w czym rzecz. Otóż chusta, z oczywistych względów, jest dużo poręczniejsza niż wózek. I wszędzie można ją ze sobą zabrać. Do sklepu z ciasnymi alejkami, na plażę, na dziesiąte piętro. Chusta bywa też zbawieniem, gdy dziecko zaczyna chodzić i nawet nie chce spojrzeć na wózek, ale jednak po dwudziestu krokach się męczy i chce „na rączki”.

Chusta, w  przeciwieństwie do wózka, jest też wielofunkcyjna! Zwykle to spory kawałek materiału. może więc służyć np. jako koc piknikowy a nawet…hamak albo huśtawka! Wiecie, co jest najlepsze? Że takie bujadła wytrzymają nawet, gdy walnie się na nie dorosła osoba :-)

Po czwarte – łagodzi Weltschmerz

Czyli wszelkie problemy tego świata, które miewają niemowlęta – bolący brzuszek, problemy z zaśnięciem, lęk separacyjny. Chustowanie to czasem jedyny sposób na ukojenie malucha. Lepszy niż suszarka i omdlałe ze zmęczenia ręce.

 

 

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.