Data publikacji:

NIGDY nie mówmy tak do naszych córek!

Autor: Justyna Mazur

Przedszkole, wsiadamy do windy, w środku jest już Natalka - koleżanka Dziedzica z grupy. Dziedzic krzyczy - chcę wcisnąć guzik! Natalka na to: "Ja też!". Wtedy do akcji wkracza babcia dziewczynki, która bez cienia zażenowania mówi: "Kochanie, daj chłopcu wcisnąć, jest wyższy i mądrzejszy, Tobie się nie uda"...

Strasznie mnie te słowa poruszyły i długo nie dawały spokoju - do dziś, jak o nich pomyślę, jest mi szkoda Natalki i czuję wściekłość, że nie zareagowałam, nie sprostowałam tej głupoty, nie szepnęłam jej do ucha: "Jesteś mądra, wspaniała i jedyna w swoim rodzaju". Pamiętam, że tego samego dnia chciałam napisać o sytuacji na blogu, ale uznałam, że to jednostkowy problem związany z wiekiem babci, jej mentalnością i dorastaniem w czasach, gdy dzieci, ryby i kobiety głosu nie miały. Dziś dotarło do mnie, jak bardzo się myliłam - nie, to wcale nie kwestia wieku opiekuna i jego doświadczeń. Mnóstwo "Natalek" jest wokół nas, a skrzydła podcinają im wcale nie wiekowe babcie, a matki.

ZOO, w środku płatny park linowy dla dzieci od 3. roku życia. Dziedzic śmiga na tyrolce (długo się wahał, robił kilka podejść aż wreszcie się przełamał i ziuuuuuuu...poleciał, szczęśliwy), ja siedzę na dole i się mu przyglądam. Nagle przychodzą oni. Dziewczynka, na oko 5.-6. letnia, prosi rodziców, by pozwolili jej pokonać tor przeszkód. Jej mama odpowiada: "Chyba żartujesz! Zobacz jak tam wysoko! Na pewno będziesz się bała!". Dziewczynka nalega: "Proszę, dam radę!". Matka: "Nie dasz! Mnie tam nie będzie! Nie pomogę Ci! Jeżeli tam wejdziesz, to będziesz SAMA! Sama! Rozumiesz?". Dziewczynka: "Chcę spróbować!". Matka (przez zęby): "Tylko spróbuj mi choć pisnąć na górze! Tylko spróbuj mi płakać! Chodź, idziemy! Ale pamiętaj - zero płaczów i jęków!"

"Nie dasz rady", "jesteś za mała", "to dla starszych dzieci", "za rok przyjdziemy, może wtedy będziesz odważniejsza", "popatrz, ona jest większa, a płacze i chce zejść, to co dopiero ty" słyszałam jeszcze parokrotnie,  z ust różnych osób. Wiecie, co było znamienne? Że WSZYSTKIE te słowa kierowane były do dziewczynek. A co mówili rodzice do chłopców? "Dawaj, poradzisz sobie!", "Zobacz jak wysoko! Chcesz spróbować?", "Ale fantastyczny tor przeszkód! Na pewno ci się spodoba".

Wróciłam do domu, piszę do was i aż się gotuję w środku.

Jak mamy wychować piękne, pewne siebie kobiety, gdy od wciąż powtarzamy im, że są gorsze, słabsze i bardziej bojaźliwe od innych?

Jak mamy wychować człowieka potrafiącego dokonać wyboru, skoro wciąż decydujemy za niego i nie pozwalamy próbować nowych rzeczy?

Jak mamy nauczyć, że porażka to normalna rzecz, kiedy staramy się za wszelką cenę ochronić przed nią dziecko?