Metoda BLW – z czym to się je? (FILM)

0

Dziedzic był karmiony raczej konwencjonalnie – papka ze słoja i hooop do buzi (“leci samolocik, otwieramy hangar”). Z czasem, oczywiście, coraz więcej jadł sam, ale na samym początku dostawał zmielone jedzenie wprost do swojej paszczy. Z N. było zupełnie inaczej.

O metodzie BLW (z ang. Baby Led Weaning, po polsku – Bobas Lubi Wybór) oczywiście słyszałam za czasów małego Dziedzica. Więcej – byłam jej wielką fanką. Dlaczego jej nie stosowałam? Pytanie za sto punktów! Albo nawet za milion, bo odpowiedzi nie znam…Z kolei gdy nadszedł czas rozszerzania diety N., BLW przyszło nam zupełnie naturalnie. A co chodzi w tej metodzie? Zobaczcie filmik z uroczym Stasiem w roli głównej i wszystko stanie się jasne.

W BLW od samego początku stawiamy na samodzielność dziecka – ono samo wybiera co i ile zje. Nie karmimy, nie śpiewamy, nie tańczymy podczas posiłków – jeżeli malec ma ochotę i potrafi włożyć do buzi – je. Jeżeli nie ma ochoty, albo marchewka lub inny chleb mija się z celem, czyli otworem gębowym – nie je. Kasze dziecko dostaje pokrojone w kostkę, podobnie jest z owocami i warzywami. Zupy – w postaci kremów – trafiają do kubków ze słomkami.

BLW ma mnóstwo zalet

  • dziecko ćwiczy małą motorykę i koordynację ręka-oko
  • samo decyduje ile i co ma zjeść
  • poznaje mnóstwo smaków i zapachów, faktur – BLW to wielki poligon dla zmysłów
  • uczy się odkrztuszania
  • jest z dnia na dzień coraz bardziej samodzielne w kwestii jedzenia
  • wspomaga rozwój mowy (żucie i gryzienie)
  • dzięki metodzie można jeść posiłki wspólnie, a nie – jak w tradycyjnym modelu – najpierw dziecko, później opiekun
  • posiłek jest jeden dla całej rodziny – nie ma oddzielnego gotowania dla dziecka;
  • większą uwagę przykłada się do składników i jakości gotowania
  • nie trzeba kurczowo trzymać się schematów żywienia i kolejności wprowadzania pokarmów


…i kilka wad

  • pomidory we włosach, ser w nosie, makaron w uszach etc.
  • pomidory na podłodze, ser wtarty w krzesełko, makaron na ścianie etc.
  • olbrzymi bałagan to jedno, drugie – marnowanie jedzenia; spora część służy na początku do zabawy – katapultowania, rozgniatania, miętolenia w paszczy i wypluwania; dobrze mieć dom wyposażony we wszystko jedzącego psa
  • krztuszenie się (na początku). To normalny etap – dziecko uczy się przeżuwać i połykać. Dla osób o słabych nerwach może to być nie do przeskoczenia

Metoda zrobiła się ostatnio niezwykle modna. Warto ją wypróbować, ale nic na siłę. Jeżeli nie poczujesz bluesa, bierz bez najmniejszych skrupułów łyżeczkę w dłoń i heja! Ostatecznie chodzi o to, by wszyscy byli szczęśliwi – także – a może przede wszystkim – mama!

Udostępnij

Zostaw komentarz