Bociany i kapusta już były. Jak uczciwie gadać z dziećmi o seksie?

0

Mam w tej kwestii jasno określony pogląd: rozmawiać trzeba, odkąd w ogóle zaczyna się rozmawiać. Bo niby dlaczego seks ma być tematem trudniejszym od pozostałych? TEKST: Katarzyna Berg

Pamiętam tę chwilę, gdy moja mama – chcąc naprawdę dobrze – zarezerwowała dzień, godzinę i miejsce rozmowy, uznając z jakichś przyczyn, że oto nadszedł moment, w którym z córką trzeba porozmawiać o „tych sprawach”. Uginały mi się kolana już od samej tej niecodziennej organizacji. A już kompletnie poraziły mnie słowa: pochwa, penis, stosunek seksualny, macica…„W życiu, z nikim i nigdy nie będę na ten temat rozmawiać” – powiedziałam po zakończonym przez mamę wykładzie. I prześwietlałam ją swoimi dziecięcymi oczami, doszukując się w jej życiu tych wszystkich okropnie brzmiących wyrazów. „Moja mama i pochwa? Penis? Nigdy”!

Trochę to i śmieszne, i smutne, bo mama chciała jak najlepiej, chciała, by córka była świadoma, a efekt osiągnęła piorunująco nieadekwatny.

„Nowe wychowanie seksualne” już w księgarniach! Książka Agnieszki Stein wiele wam
rozjaśni w „tych” kwestiach

Kiedy i jak o seksie z dziećmi? Radzi psycholog

Sporo przez lata czytałam na ten temat, próbując zrozumieć, dlaczego temat może paraliżować, czy zawsze musi i czy da się z tego jakoś wybrnąć, kiedy już samemu zostanie się rodzicem.

W jednej z rozmów z psychologiem Kazimierzem Ździebło doszliśmy do pewnych wniosków. Postanowiłam je spisać, bo może okażą się pomocne, gdy Wy będziecie podejmować próbę rozmowy z dziećmi o seksie.

Wniosek 1

Stwarzanie specjalnych okoliczności na „te rozmowy”, rezerwowanie czasu, przygotowywanie gruntu
(„w odpowiednim czasie, porozmawiamy o tych sprawach” lub „nadszedł czas, by o tym porozmawiać”) sprawia, że na dzień dobry oznaczamy ten temat gwiazdką „to trudne i skomplikowane”. Czy naprawdę aż tak trudne? Dotyczy każdego z nas i w gruncie rzeczy wiąże się jednak z przyjemną stroną życia, więc po co ten stygmat? Lepiej mówić o seksie od samego początku i trochę jakby przy okazji. Gdy tata kąpał się z synem, ten często pytał: ”dlaczego masz innego siusiaka” ? Tata odpowiadał po prostu: ”bo jestem inny niż Ty, starszy, większy, więc i moje ciało musi być inne. Ty też się będziesz zmieniał”. Młody wchłonął to proste wytłumaczenie jak gąbka, a tata w naturalny sposób użył sformułowań, które mnie swego czasu rozłożyły na łopatki: ”pochwa, wargi sromowe, penis, genitalia itd”.

Wniosek 2

Gdy syn miał 3 lata i szykowaliśmy się do kąpieli, popatrzył na mnie nagą i bez żadnego onieśmielenia, raczej z uczuciem jakby nagle zobaczył UFO, zapytał: „mamuniu, ojejku, czy Ty zgubiłaś siusiaka” ? To był moment, kiedy uznałam, że pora pogadać o różnicach płci. Odpowiedziałam: „nie zgubiłam, bo nigdy go nie miałam, dziewczynki nie mają siusiaków”. Ponieważ był zdziwiony, pytał potem jeszcze kilkakrotnie, obwieścił ów fakt starszakom („wiecie, że mama nigdy nie miała siusiaka!”) pytając rodzeństwo jednocześnie, czy i oni są w tej zdumiewającej dla niego sytuacji na pewno właściwie poinformowani (do siostry: „Ty też nigdy nie miałaś siusiaka? To jak Ty sikasz?”, do brata: „wiesz, że one go naprawdę nigdy nie miały? To znaczy, że Laura z mojej grupy też go nie ma”). Przyznam otwarcie: nie natrudziliśmy się w ogóle, onieśmieleni nie poczuliśmy się ani na chwilę, a cała sytuacja bardziej nas (również starszaków) mocno rozbawiała. A temat załatwiony raz na zawsze. Piersi, które pojawiły się w pewnym momencie u starszej siostry, w ogóle nie wymagał rozmowy, bo dla Młodego stało się oczywiste, że „one są inne niż my”.

Wniosek 3

No ale skąd się biorą dzieci? To pytanie musiało paść. I przyznam się uczciwie, że z odpowiedzią na nie mieliśmy najwięcej problemów. Choć czuję się w temacie płci, seksu, nagości naprawdę otwarta to przyznam, że miałam kłopot jak to sformułować. Wybrnęłam w ten sposób: „dzieci biorą się z miłości. Kiedy rodzice się kochają i tak mocno przytulają, może się zdarzyć, że w brzuchu mamy pojawi się dziecko”. Psycholog, któremu tę sytuację zrelacjonowałam, powiedział, że to sposób niezły, choć prawdopodobnie trudno byłoby się obronić w sytuacji, gdyby Młody podszedł do sprawy bardziej wnikliwie. Kazimierz Ździebło sam proponuje pokazywanie i wspólne czytanie książeczek, które załatwiają za rodziców część tematów. I zdejmują z ich barków  onieśmielenie czy brak umiejętności; wspólne czytanie to w końcu wspólne dociekanie i rodzic w oczach dziecka jest wtedy w tej samej sytuacji co ono.

Wniosek 4

Jak pogodzić „normalność” tego tematu z jego delikatnością? Ktoś przecież mógłby powiedzieć: „skoro mamy o seksie rozmawiać jak o zupie pomidorowej, nie robić z tego żadnej sensacji, to dlaczego nie mogę powiedzieć do dziecka: wczoraj uprawialiśmy z mamą seks”? Psycholog odpowiada na to w ten sposób: „a czy naprawdę chciałbyś się z dzieckiem podzielić tą informacją? Raczej nie. I tu tkwi klucz do zagadki. Otwartość to gotowość, a intymność to wyznaczanie granic. Jeśli ja nie chcę mówić o moim seksie, ponieważ mnie to krępuję, to nie mówię. Ani dziecku ani znajomym. I to samo dotyczy dziecka. Jeśli swoim zachowaniem lub słowem pokazuje, że granice jego intymności zostały przekroczone, jest skrępowane, ucieka, trzeba koniecznie odpuścić.

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.