Mój magiczny sposób na rozwścieczonego dwulatka

0

Macie w domu dwulatka, który właśnie odkrył, że fajnie jest decydować o sobie? I który na każde „nie” reaguje rzutem na podłogę i awanturą? Mam i ja!

Dwulatek to już kumaty gościu. Wie, czego chce (a że zmienia zdanie z prędkością światła to już inna kwestia;-)) i zrobi wszystko, by to dostać. Stąd afery i wielka złość, gdy rodzic ośmieli się jednak pokrzyżować mu plany i np. wyciągnąć po kilkudziesięciu minutach z huśtawki (cóż za podłość!). U nas takie wybuchy gniewu są od pewnego czasu na porządku dziennym. Wiem, że miną, wiem, że są naturalnym etapem rozwoju, wiem też co zrobić, by pomóc swojemu dziecku z uporaniem się z tą falą emocji, która w sekundzie je zalewa i przysłania cały świat/

Sposób jest prosty, ale pomaga nam niemal zawsze. A polega na…nazywaniu uczuć. Serio. Polecam, wypróbujcie!

Przykład z dziś: Wielki festyn rodzinny, Siostra Dziedzica zadowolona wdrapuje się do wozu strażackiego i zakłada wielki hełm. Żyć, nie umierać! Ale kolejka gęstnieje i niestety – pora z wozem się żegnać, bo inni też czekają. Siostra Dziedzica ma oczywiście w nosie innych, więc ociąga się z wyjściem jak tylko może. Kiedy zabieram ją z pojazdu jest tak wściekła, że najchętniej by mi wydrapała oczy. Miota się w moich ramionach i krzyczy. Jakaś kobieta obok rzuca w naszą stronę: „Ojej, ale awanturnica!”. Odpowiadam: „Żadna awanturnica – po prostu bardzo się jej tam podobało i chciała zostać jeszcze”.

ZOBACZ KONIECZNIE: Bunt dwulatka i inne problemy. Pozwólmy się im złościć!

Jej mówię po cichu to samo: „Jesteś wściekła, bo chciałaś jeszcze posiedzieć w wozie strażackim, prawda?”. „Bardzo Ci się podobało w środku i zdenerwowałaś się, kiedy cię stamtąd wzięłam”. „Lubisz duże pojazdy tak jak twój brat”. „Ale fajnie by było pojechać kiedyś takim wozem do żłobka, co?”

Z każdym moim stwierdzeniem Siostra Dziedzica się coraz bardziej uspokaja. Przytakuje, a przy fantazji o podróżowaniu wozem do żłobka zaczyna się śmiać. Po kryzysie ani śladu!

Mi możecie nie wierzyć, ale poczytajcie, co na temat akceptacji uczuć dziecka – także tych najtrudniejszych – mówi Agnieszka Stein, znana psycholog: „Dziecko, które ma, dajmy na to, zaledwie dwa lata, nie umie nazwać swoich uczuć. Nic dziwnego więc, że gdy czuje złość, może uderzyć. Jeśli nie damy mu na to przyzwolenia, z czasem zacznie wyrażać ją w sposób coraz bardziej zakamuflowany i wyrafinowany – zamiast się bić, zacznie robić na złość, a jak będzie starsze, nauczy się snuć intrygi. Niestety, nie wystarczy dziecku powiedzieć, żeby się nie złościło – dzięki temu to uczucie z niego nie wyparuje.

Zresztą ta dziecięca złość to ważny komunikat. Jest po to, żeby dorosły zareagował, pomógł zmienić niekomfortową sytuację, w jakiej dziecko się znalazło. A jeśli on zamiast tego próbuje różnymi metodami to uczucie stłumić, dziecko coraz głośniej protestuje. Bo chce być usłyszane! ” źródło: edziecko.pl


 

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.