Data publikacji:

Czapki z głów! Dziecko - nawet małe - nie musi mieć zawsze nakrytej głowy

Autor: Justyna Mazur

Widzę te egzotyczne duety codziennie - ona (mama) wyletniona, w krótkim rękawie, ono (dziecko) w czapce (zimowej! nie letniej) i pod kocem. Cóż...kiedyś wyglądaliśmy z Dziedzicem tak samo...A później lekarz uświadomił mi, że przegrzewanie to pierwszy, poważny krok do obniżenia odporności i - mimo naporów babć i sąsiadek - rozstaliśmy się z czapką w ciepłe dni na dobre. "Ojojojoj, a nie boisz się, że zawieje mu uszy?" - słyszałam niemal codziennie. Odpowiadałam "nie, nie boję się", choć - szczerze mówiąc - czasem się bałam. Niepotrzebnie. Nie zawiało nigdy.

A bałam się dlatego, że obowiązujący w Polsce kanon opieki i pielęgnacji noworodka ma wpisaną czapkę na sztandarach. Czapka po kąpieli, czapka w chorobie, czapka na letnim, upalnym spacerze (choć dziecko w osłonięte z każdej możliwej strony w gondoli), czapka dla noworodka, czapka dla roczniaka, trzy- i pięciolatka, czapka przy -20 i czapka przy +20. Robiłam dokładnie tak samo - święcie przekonana, że bez okrycia głowy moje dziecko rozchoruje się, a ja zostanę okrzyknięta matką gorszego sortu. Zakrywałam więc biedakowi tę jego seksowną łysinkę, często przykrywałam to jeszcze kapturem, a na pięć warstw ubrań obowiązkowo kocyk (no bo jak to dziecko bez kocyka?). On się pocił i płaczem albo rozpalonymi polikami dawał znać, że mu gorąco, ale wtedy z kolei bałam się (i słusznie!), że jak ściągnę czapę z tej rozgrzanej łepetynki, to dopiero napytam mu biedy, bo błyskawicznie go przewieje.

Proces odchodzenia od czapek - rozumiem je tutaj jako pewien symbol nadopiekuńczość w ubieraniu - był stopniowy i wcale nie łatwy. Musiałam walczyć ze sobą, by odkryć - najpierw jedną, potem drugą stopę, ściągnąć kocyk. Z dnia na dzień szło coraz sprawniej, aż pewnego dnia się odważyłam i sprawdziłam, czy rzeczywiście przy bezwietrznej pogodzie i 10 stopniach na termometrze dziecko przeżyje bez czapki.

Dziś osiągnęłam stan zen - jestem z tych wyrodnych, które pozwalają na hasanie po śniegu bez czapki czy rękawiczek. Ufam w kompetencje dziecka. Ufam, że skoro mówi mi, że mu nie zimno, to rzeczywiście tak jest - nie proszę o założenie czapki tylko dlatego, że mi wieje po uszach. Zresztą, zaobserwowałam, że i Dziedzic, i Siostra Dziedzica, są zdecydowanie bardziej zimnolubni ode mnie - mi już cierpną nogi od mrozu, oni odczuwają dopiero lekki chłodek. Podobnie jest wiosną i latem - ja paraduje w kurtce, oni w krótkich rękawach. I jest fajnie, żyjemy i mamy się dobrze!

No właśnie, Siostra Dziedzica...ona miała pod tym względem dużo lepiej. Od początku - co nie było zbyt trudne, bo urodziła się w upalny sierpień - nie nosiła czapek, nie była okrywana kacami czy becikami. "Co ty robisz??? załóż jej chociaż skarpetki!!!" krzyczała moja babcia, gdy zobaczyła kilkunastodniową prawnuczkę na dworze w body z krótkim rękawem. Tłumaczenia, że jest 35 stopni w cieniu i skarpetki, kocyk czy czapka to ostatnia rzecz, której potrzebuje, nie do końca ją satysfakcjonowały, więc wytoczyłam najcięższe działa - że to ja jestem matką i to ja wiem najlepiej, co dla mojego dziecka dobre. I taką puentą chcę skończyć - jeżeli my, matki, mamy przekonanie, że czapka (kocyk, skarpetki) są dla naszych dzieci dobre (bo to wcześniaki, zmarzluchy, bo świeżo po chorobie) to nie ściągajmy ich nawet, gdy dookoła wszyscy paradują półnago. Nie zakładajmy ich jednak przy pięknej, wiosennej pogodzie tylko dlatego, że TAK TRZEBA. Nie trzeba - powie Wam o tym każdy lekarz.

PS. Za zapalenie ucha odpowiedzialne są bakterie albo wirusy - nie "przewianie".