“Trzeba się dzielić zabawkami”? Guzik prawda!

3

Urodziny Adama. Adam właśnie skończył trzy lata i w prezencie dostał wymarzoną, czerwoną brykę. Na początku słychać westchnienia innych dzieci, chwilę później wokół jubilata zaczyna robić się tłoczno i głośno. “Pokaż mi!”, “Ja też chcę”, “Mogę się pobawić?!”. Każdy chce pojeździć porszakiem albo chociaż go dotknąć. Im bardziej goście napierają, tym bardziej ręce Adama są przyspawane do zabawki. I kiedy staje się jasne, że nikomu nie da nawet spojrzeć na swoją wyścigówę, do akcji wkracza jego mama.

Zaczyna od łagodnej perswazji (“Kochanie, może pokażesz dzieciom zabawkę?”), później próbuje wywołać poczucie winy (“Adaś, to Twoi goście, bardzo im smutno, że nie chcesz się z nimi bawić, podziel się!”), by ostatecznie wytoczyć najcięższe działo – szantaż (“Jak się nie potrafisz bawić, to już nigdy nie zorganizujemy ci urodzin!”) i bezceremonialnie – choć ceremonia do tej pory była zacna – wyszarpać Adamowi zabawkę i dać ją innym dzieciom.

TRZEBA SIĘ DZIELIĆ! rzuca na odchodne do zrozpaczonego 3-latka, który właśnie dostał ważną lekcję – że potrzeby innych są ważniejsze niż jego. Że jak brakuje argumentów, to wystarczy siła. Że “dzielenie się” jest ważniejsze niż prawo własności.

Urodziny marzeń – przyznacie!

Dzielenie się to podstawa dobrej kindersztuby – też kiedyś byłam o tym, podobnie jak mama Adasia, przekonana, bo dokładnie tak zostałam wychowywana. O pożyczaniu zabawek zaczęłam zupełnie inaczej myśleć, gdy trafiłam na publikacje psycholog Agnieszki Stein. A ona o dzieleniu się pisze m.in. tak:

“Czy dorośli się dzielą? Czy, gdy ktoś ich prosi o pieniądze, telefon, samochód, ulubione spodnie, oddają je równie ochoczo, jak tego oczekują od dzieci? (…)  Uznajemy też za naturalne, że kiedy dziecko prosi dorosłego o podzielenie się czymś, dorosły ma prawo odmówić. Mało tego, powszechne jest przekonanie, że spełnianie wszystkich próśb dziecka, dawanie mu wszystkiego, o co poprosi, a nawet prawie wszystkiego, jest dla dziecka krzywdzące. Że powinno się dziecko nauczyć także szanowania cudzej własności i przyjmowania odmowy.

To jak to się ma do tego, że kiedy taki mały człowiek, w wieku około 2 lat odkrywa, że on też może mieć coś swojego i coś posiadać, pierwszy komunikat jaki słyszy brzmi często: „podziel się”?. Jakby dorośli mówili: to niby jest twoje, ale tak naprawdę to nic nie jest twoje, tylko NASZE, albo wspólne”.

Stein dodaje, że aby dziecko potrafiło bez żalu oddać na chwilę swoją rzecz, musi mieć pewność, że ta rzecz należy do niego i to ono – TYLKO ONO! – może decydować o jej losie. Nie nabierze tej pewności, gdy w jego imieniu będziemy dysponować jego zabawkami.  Agnieszka Stein podkreśla też, że nauka dzielenia się jet ważna, ale jednak – gdyby chcieć stopniować – jeszcze ważniejsza jest lekcja pt. “własność rzecz święta”. Czyli – nie zabieramy innym ich rzeczy, gdy nie wyrażą na to zgody, ale i nie musimy oddawać swoich, gdy ktoś o to prosi.

To fundament, na którym można budować pewność siebie i asertywność. Odmawiania też trzeba się nauczyć!

Jest duża szansa, że jeżeli dziś nasze dziecko nauczy się, że nie musi oddawać Krzysiowi wiaderka w piaskownicy – nawet jeżeli Krzyś się złości i chce je mieć, to za dziesięć lat odmówi koledze próbującemu wcisnąć mu dopalacze, a za dwadzieścia – stukniętemu szefowi wymagającymi cudów na wczoraj.

Udostępnij

3 komentarze

  1. Ja nie widzę aby dorośli przez takie zachowanie swoich rodziców jak w artykule bardziej myśleli o innych. Wręcz odwrotnie, jest wyścig szczurów i liczy się tylko jednostka!

  2. Gówniany artykuł. Każdy przypadek jest indywidualny. Sposób tłumaczenia konieczności dzielenia jakiś totalnie irracjonalny. Szkoda tej Pani psycholog.

Zostaw komentarz