Jak drugie dziecko wyleczyło mnie z pokusy bycia idealną matką

2

Zero cukru przynajmniej do piątych urodzin. Bajki? O nie, przecież ogłupiają! No, niech będzie – trzy minuty dziennie, ale tylko po angielsku! Książeczki? Obowiązkowo! Nic tak nie poszerza horyzontów! Dlatego Brzechwa i Tuwim od kołyski, chwilę później Kubuś Puchatek i inne klasyki. Musi być oczytany!

Kiedy wspominam swoje macierzyńskie początki, strasznie mi wesoło. Byłam nieźle obkuta i gdyby ktoś zaprosił mnie wtedy na egzamin pt. „pielęgnacja i wychowanie”, pewnie zdałabym śpiewająco. Czego to ja nie wiedziałam! Szkoda tylko, że dążenie do perfekcji zabierało mi całą radość z bycia mamą. Dlaczego? Bo realizowałam wcześniej wymyślony, misterny plan na siebie i dziecko, który powstał jak byłam w ciąży i o dzieciach nie miałam zielonego pojęcia. Używałam pieluch wielorazowych, bo przecież dla małej dupinki nie ma nic lepszego (co z tego, że klęłam pod nosem, spierając kolejną kupę). Proszek? Nigdy w życiu! Trzeba być eko i używać orzechów albo kul, przymykając oko na niesprane plamy. Rozszerzanie diety? Wyłącznie z poradami ekspertów w ręce. Przecież oni wiedzą lepiej, co powinno jeść moje dziecko. Kąpiel? Codziennie! Musi być rytuał, dzieci tego potrzebują – pisali w mądrych książkach. To nic, że dziecię nienawidzi wody, wkrótce zapewne polubi. Słodycze? Samo zło! Strzeż nas panie od cukru. Bajki? O rany! Przenigdy! Jak można świadomie, od najmłodszych lat, uzależniać od telewizora? No jak, pytam się!?

ZOBACZ KONIECZNIE: Pięć rzeczy, które zaskoczy cię po porodzie

Kurczowo trzymałam się tych wszystkich swoich ustaleń wierząc, że właśnie tak wychowam zdrowego, mądrego człowieka ku chwale ojczyzny. Że to jedynie słuszna droga. Że jak z niej zboczę pozwalając na jednego cukierka, to już koniec, amen, kaput. Nie dopuszczałam myśli, że może być inaczej, niż sobie to sobie obmyśliłam.

gms9338lk0

wyprawka dla niemowlaka? Znajdziesz ją tutaj!

Na tym lista grzechów się nie kończy. Dziś mi za to cholernie wstyd, ale wtedy, gdy obserwowałam innych rodziców i oni mieli inny pomysł na wychowanie, przez głowę w sekundzie przelatywało mi tysiąc ocen (Jak można karmić dziecko syfem z cukierni? Jak można dawać tableta? O rany, ale się wydziera…Ona ewidentnie nad nim nie panuje. U nas nigdy nie będzie takich scen…itp.)…

Zaskakująco łatwo ferować wyroki, gdy ma się spokojnego, często śpiącego i mało płaczącego noworodka. Łatwo oceniać innych, gdy o macierzyństwie nie ma się żadnego pojęcia. Łatwo pouczać i dawać złote rady, nie widząc swoich błędów. Przyznaję – wpadałam w tę pułapkę, podobnie jak wiele młodych matek. Dzisiaj, jako zaprawiony w bojach rodzic dwójki mówię: Poczekajcie, kochane, wszystko przed Wami! Życie weryfikuje wiele spraw. Idealny noworodek rzadko kiedy jest idealnym dwu czy pięciolatkiem! Idealny zjadacz pewnego dnia staje się niejadkiem. Idealny przesypiacz całych nocy zmienia się w nocnego marka. Dziś nie urządza scen i grzecznie idzie za rękę? To o niczym nie świadczy, bo jutro może być wszystko na odwrót. Albo i nie. Może być też tak, że pierwsze dziecko to anioł, a dopiero przy drugim czy trzecim uświadamiamy sobie, co to są prawdziwe trudy rodzicielstwa.

CZYTAJ: „Już nigdy nie będziesz moją mamą!”, czyli o gniewie i złości 4-latka

No właśnie, drugie dziecko. Moje jest rzeczywiście ciut bardziej wymagające. Ale ja już dawno wyleczyłam się z syndromu „matka idealna”. Nie spinam się tak bardzo, a rodzicielskie potknięcia traktuje mniej poważnie. Siostra Dziedzica chodzi od samego początku w pampkach, dostaje od czasu do czasu sklepowego cukierka, a bajki ogląda niemal od urodzenia – razem ze starszym bratem. Książeczki? Nie było na nie czasu, bo trzeba było zajmować się starszakiem – dopiero od niedawna czytamy regularnie, bo się tego domaga. Kąpiele? Zanim porządnie nie usiadła i nie mogłam jej włożyć do wanny razem z Dziedzicem, pluskała się okazjonalnie. Przykładów można by mnożyć, ale jedno jest pewne – drugie rodzicielstwo to zdecydowanie inna, bardziej wesoła bajka! Perfekcjonizm zostawiam dla świeżo upieczonych mam ;-)


Udostępnij

2 komentarze

  1. Akurat nie wiem co złego w pieluchach wielo. Kupę trzeba zaprać, to fakt, ale nie przesadzajmy, że one takie uciążliwe. Jestem w 3 ciąży, młodsza nadal na pieluchach wielo. Najmłodsze tez będzie na wielo. Częściej zmieniam, ale chociaż dziecko nie siedzi w pampku kilka godzin, bo przecież wchłonie…. rozumiem decyzję o używaniu jedno z wygody i nie potępiam. Tylko drażni mnie jak ktoś wrzuca wielo pieluchy do worka eko świrów, bo one naprawdę nie są aż tak problematyczne, jak się niektórym wydaje… :)

    • Justyna Mazur on

      Marynarka, szacun! Ja też całym sercem jestem za wielo, ale polegałam po powrocie do pracy, gdy czas się dramatycznie skurczył. Przez jakiś czas jeszcze udawałam, że mam go tyle samo i te kupy ochoczo spierałam, ale później musiałam z czegoś zrezygnować – i padło właśnie na nie. Z perspektywy czasu oceniam, że zbyt długo udawałam, starając się być matką, jaką wymyśliłam, że będę – i to właśnie chciałam napisać. A pieluchy wielo są super i chwała wszystkim, którzy ich używają! Pozdrawiam!

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.