Fajnie, że chcecie mnie odwiedzić po porodzie, ale…JA NIE CHCĘ! Uszanujcie to!

0

Pierwsze chwile po porodzie dla większości kobiet są wyjątkowo trudne. Istnieją oczywiście szczęściary, które chwilę po wyglądają jak Kate Middleton, ale to chyba tylko przywilej księżniczek. W prawdziwej bajce wygląda to mniej więcej tak: leżysz poturbowana, zmęczona, niewyspana, w wielkich gaciach z jeszcze większą podpaską i z piersiami na wierzchu, a tu…w drzwiach stają goście. No fajnie, tylko że wcale ich nie zapraszałaś! TEKST: Joanna Łukaszewska

Napiszę to w imieniu wielu kobiet, które znam, a którym zabrakło asertywności. Drodzy znajomi, kochana rodzino – tłum na porodówce to ostatnia rzecz, jakiej potrzebujemy! Po pierwsze dlatego, że chcemy odpocząć; dopiero uczymy się siebie nawzajem, to nasze pierwsze wspólne chwile. Dziecko, nieudolnie, sięga po cyca, młoda mama w panice szuka instrukcji obsługi noworodka i choć wcześniej zaliczyła szkołę rodzenia, teraz nie ma pojęcia, jak się nim zająć, w dodatku ledwo żyje po porodzie. Poza tym – least but not least – najczęściej nie leży w szpitalnej sali sama; mama z łóżka obok też pewnie pragnie mieć odrobinę prywatności,  tymczasem musi się zasłaniać przed wścibskimi spojrzeniami wujka Mietka.

ZOBACZ KONIECZNIE: Jesteś w ciąży? Ten patent znacznie ułatwi Ci życie po porodzie!

zobacz, gdzie kupisz ubranka dla noworodka w najlepszych cenach 

Kolejny sprawdzian dla asertywności to chwile tuż po powrocie do domu. Zapamiętajcie – jeśli rodzice nie wyartykułują wyraźnie ochoty na spotkanie, poczekajcie z tym jakiś czas! Niech na spokojnie wszyscy – mama, tata i noworodek – dojdą do siebie. Samo przebywanie poza brzuchem mamy jest dla dziecka wielkim przeżyciem, a co dopiero kolejne ciotki biorące go na ręce. Dla malucha wszystkie nowe głosy, zapachy i twarze to jak dla dorosłego przedawkowanie lunaparku.

CZYTAJ KONIECZNIE: Niech ktoś wreszcie napisze, że początki macierzyństwa to horror!

Na dowód tego, że to nie tylko moja fanaberia, przytaczam prawdziwe historie innych mam. Sabina, mama czteroletnich bliźniaków Marysi i Mariusza przez kilka pierwszych tygodni po porodzie…nie pozwalała dotykać swoich dzieci nikomu poza mężem. – Czułam, że nikt poza nami nie powinien ich brać na ręce, bo są moje i już! Toczyłam wewnętrzną walkę, bo po pierwsze nie byłam w stanie zupełnie samodzielnie się nimi zająć (zwłaszcza kiedy mąż wrócił do pracy), więc inne ręce były nieodzowne. Po drugie: jak tu nie dać babci i dziadkowi…? – przyznaje Sabina. Ale swojego postanowienia się trzymała. – Trwało to jakieś 5-6 tygodni, później z każdym kolejnym dniem było mi coraz łatwiej. Była garstka osób, których odwiedziny mi nie przeszkadzały (najbliżsi jak babcia, mama, siostra, przyjaciele), ale było też kilka takich, które musiałam zaprosić, choć nie miałam w tamtym okresie na to ochoty (np. rodzina męża). Mimo, że mam z nimi bardzo dobrą relację, wówczas traktowałam to w kategoriach „odbębnienia” – dodaje.

pieluszki to jeden z największych wydatków, gdy dziecko jest małe;
kliknij i zobacz, gdzie kupić je najtaniej

Długo przyzwyczajałam się do tego, że przy małych dzieciach nie da się utrzymać porządku: wszędzie walają się pieluchy i dzieciowe gadżety. A ja bardzo chciałam być mamą ogarniętą. Kiedy ktoś mnie odwiedzał,  musiałam chociaż trochę to wszystko uprzątnąć, co generowało niepotrzebne napięcie i gdzieś tam w środku wkurzałam się na nich.

Paulina, która rok temu urodziła Dobrusię nie ruszała się do ludzi przez  pierwsze trzy miesiące. – Mi ten czas mijał głównie pod znakiem walki o karmienie piersią, na którym bardzo mi zależało, ale nie ułożyło się tak, jak zaplanowałam. Byłam zafiksowana tylko na tej kwestii i niewiele więcej mnie obchodziło. Wychodziłam codziennie na spacery, ale towarzysko raczej się nie udzielałam. Przez stany zapalne piersi chodziłam często zgięta w pół z bólu i wyjścia na wystawy i do muzeów, które sobie wcześniej ambitnie planowałam, średnio mnie interesowały. Przez pierwszy miesiąc odwiedzała mnie tylko najbliższa rodzina. Pomagali mi bardzo mąż i moja mama, która robiła to w sposób idealny – była po prostu w pogotowiu i do dyspozycji, ale nie narzucała się w najmniejszym stopniu. I to było najlepsze wsparcie! A jak przychodziła to po to, żeby np. powiesić pranie, żebym ja mogła cieszyć się małą – mówi Paulina.

kliknij i zobacz piękne kocyki i otulacze dla niemowląt

W szpitalu nie chciała żadnych odwiedzin poza mężem. W dużej mierze było to spowodowane problemami z karmieniem – nie potrzebowała „publiczności”. Tam, gdzie rodziła, położne interweniowały, gdy do jednej ze świeżo upieczonych mam wkroczyło z balonami jednocześnie  9 osób. – Wiadomo, początki karmienia są różne, samopoczucie w pierwszych dobach po porodzie też trudno nazwać kwitnącym, dlatego uważam, że wizyty wszystkich koleżanek, kuzynek, ciotek i dziadków powinny odbywać  się  już w domu – dodaje Paulina.

Wracając do apelu: nie chodzi o to, żeby zupełnie tracić kontakt z rodziną malucha. Absolutnie wskazane są szybkie odwiedziny w domu z propozycją zrobienia wcześniej zakupów albo przyniesienia czegoś gotowego do jedzenia – za to na pewno każda świeżo upieczona mama będzie Wam mega wdzięczna :-)

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.