Jaki inhalator dla dzieci? Radzi lekarz – pediatra

0

Dopóki nie miałam dzieci, nie znałam wielu dziwnych słów i pewnie gdyby ktoś mnie wtedy zapytał, co to nebulizator, szłabym w zaparte, że jakiś przyrząd do gry w bule. Dziś o nebulizacji wiem już wszystko. O dziwo, z grą ma ona wiele wspólnego – walka toczy się bowiem o zdrowie, a przeciwnik (w tej sytuacji – rodzic) musi czasem nieźle natrudzić, by osiągnąć sukces. Często pytacie nas, jaki inhalator dla dzieci wybrać? Czym się kierować? Voila! Dzisiaj będzie właśnie o tym! TEKST: Justyna Mazur

O to, jaki inhalator dla dzieci będzie najlepszy, zapytałam Dagmarę Chmurzyńską-Rutkowską, w sieci znaną jako Mama Pediatra. Niektóre odpowiedzi z pewnością Was zaskoczą – ja np. nie miałam pojęcia, że od pewnego wieku maskę powinniśmy zastąpić ustnikiem. Albo że maski nie powinny mieć dziurek po bokach. Ale od początku! Jakie inhalatory są dostępne na rynku?

Inhalatory dla dzieci – opinie

Pneumatyczno-tłokowy inhalator dla dzieci

Skojarzenie z motem pneumatycznym jak najbardziej wskazane – zazwyczaj nebulizatory pneumatyczne są dość głośne i małe dzieci czasem się ich boją. Innym zarzutem, jaki często stawia się tego typu sprzętowi, jest długość inhalacji.

– Problemem, zwłaszcza przy stanach chorobowych przebiegających ze skurczem oskrzeli, może być fakt, że ten typ inhalatora zwykle nieco chłodzi produkowany aerozol, co może ten skurcz dodatkowo nasilać – dodaje doktor Dagmara. Mimo wszystko sprzęt jest najczęściej wykorzystywany w polskich domach ze względu na dobrą cenę.

Medel Family – jeden z najczęściej polecanych inhalatorów pneumatyczno-tłokowych; my też go mieliśmy – mogę polecić z czystym sumieniem! Cena: od 134 zł

Inhalator dla dzieci: Ultradźwiękowy

Mniejszy, bardziej poręczny i cichy, w dodatku szybciej inhaluje. Ale, oprócz wysokiej ceny, ma jedną poważną wadę. – Nie rozpyli każdej substancji, a te które rozpyla to mają stosunkowo duże cząstki. Najbardziej przydatny jest w rehabilitacji układu oddechowego – wyjaśnia Mama Pediatra.

Laica, inhalator ultradźwiękowy podróży, 299 zł

Inhalatory dla dzieci: Siateczkowe

Ostatnia kategoria to inhalatory siateczkowe. Podobnie jak ultradźwiękowe, są mniejsze, bardziej poręczne i cicho pracują, można je też ze sobą wszędzie zabrać. Jak podkreśla doktor Dagmara Chmurzyńska-Rutkowska, wydajnie wytwarzają aerozol i – w przeciwieństwie do pneumatycznych – nie chłodzą leku. Rodzice chwalą je m.in. za poręczność – dziecko, które nie lubi siedzieć podczas inhalacji, może się z nimi przemieszczać. Minusem jest dość czasochłonne czyszczenie, co się pojawia w wielu opiniach rodziców, którzy z niego korzystają.

Intec Twister, inhalator siateczkowy, od  237 zł

Gdy stoicie przed wyborem, jaki inhalator dla dzieci wybrać, musicie wziąć pod uwagę te parametry:

Przepływ – gdy w domu jest maluch poniżej 3 roku życia, nie powinien być większy niż 5,5 litra/minutę – radzi Mama Pediatra. Im starsze dziecko, tym przepływ może być większy (6-8 litrów); u dzieci, które skończyły 12 lat może być nawet 12 litrów/minutę.

Wielkość wytwarzanych cząsteczek określona skrótem MMAD; im mniejsze wytwarzane cząsteczki, tym rozpylane lekarstwo trafia niżej; czyli, jak obrazowo pisze doktor Dagmara – cząstki powyżej 5 mikrometrów leczą schorzenia górnych dróg oddechowych (krtań), a te poniżej 4 mikrometrów leczą dolne drogi oddechowe (więcej ich trafia do oskrzeli i oskrzelików)

Frakcja respirabilna (FR) to parametr powiązany z MMAD; pokazuje, jaki jest odsetek cząsteczek aerozolu mniejszych niż 5 mikrometrów; Najlepiej by FR wynosiło 70-80%.

Wydajność/prędkość nebulizacji (ml/min) to chyba jeden z ważniejszych parametrów, szczególnie gdy dzieciaki nie przepadają za inhalacją; im większa prędkość, tym nebulizacja jest szybsza; szukajcie urządzeń, które mają co najmniej 0,29 – 0,35 ml/min

kliknij i zobacz: inhalatory dla dzieci opinie innych rodziców mogą pomóc w podjęciu ostatecznej decyzji

Na koniec, jak już wiecie, jaki inhalator dla dzieci wybrać, szybkie przypomnienie – bo te zasady musi znać każdy rodzic, zanim zacznie inhalować dzieci!

  • Jak zaznacza Mama Pediatra, dzieci do 3. roku życia inhalujemy za pomocą masek (nie powinny mieć po bokach otworów; jeżeli właśnie taką macie, możecie spróbować zakleić ją plastrem); po 3. roku życia,  gdy inhalujemy dziecko lekami, przechodzimy na ustnik, który maluch powinien szczelnie objąć ustami. W przypadku inhalacji solą fizjologiczną, np. przy dużym katarze, maska jest OK
  • Gdy leczymy chore oskrzela lub płuca i podajemy dziecku sterydy, po każdej inhalacji szorujemy z dzieckiem do łazienki i pilnujemy, by dokładnie wypłukało jamę ustną i wymyło buzię oraz oczy. Nie chce? OK, ale wtedy powinno wypić po inhalacji sporo wody. To szalenie ważne, bo resztki leku mogą po pierwsze podrażniać gardło, a po drugie – niszczyć zęby.
  • W przypadku kuracji mukolitykiem, czyli substancją rozrzedzającą wydzielinę, 10-15 minut po inhalacji dokładnie oklepujemy plecy i klatkę piersiową. Na rynku są nawet dostępne przyrządy, które do tego służą, ale równie dobra, a nawet i lepsza, bo znana dziecku, będzie mamina dłoń złożona w łódkę. Nie chce się oklepywać? To może z chęcią poskacze po łóżku? Wszystkie sposoby na to, by wydzielina odkleiła się od oskrzeli, są dobre!
  • NIE inhalujemy dziecka, które się zanosi od płaczu. Nie inhalujemy dziecka, które śpi. Maska musi szczelnie przylegać do twarzy, by zalecona dawka leku dotarła tam, gdzie ma zadziałać. Podczas nebulizacji dziecko nie powinno też rozmawiać.
  • Inhalator w smoczku? Zapomnijcie! To tylko marketingowy chwyt, skuteczność jest niemal zerowa, bo lekarstwo, zamiast do oskrzeli, trafia do żołądka – mówi Dagmara
Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.