Mówisz do dziecka, ale jak grochem o ścianę? Koniecznie sięgnij po TĘ książkę – naprawdę działa!

0

Zanim zostałam mamą wydawało mi się, że o wychowaniu dzieci wiem wszystko…Pierwsze wątpliwości pojawiły się błyskawicznie, chwilę po porodzie. Gotowe recepty nie przystawały do naszej rzeczywistości, a to co sprawdzało się u innych, niekoniecznie  było dobre dla nas. Później było tylko gorzej – dziecko zaczęło domagać się własnej autonomii, a ja odczytywałam te sygnały jako brak współpracy i krnąbrność. Na szczęście ktoś mądry podarował mi tę książkę mówiąc, że bycie rodzicem to cholernie trudne i odpowiedzialne zadanie i sama intuicja czasem nie wystarcza – trzeba sięgnąć głębiej.

Dziękuję za tę chwilę i za tę publikację, bo otworzyła mi oczy na milion spraw, o których nie miałam pojęcia. Wciąż lubię do niej wracać, bo każda kolejna lektura uzmysławia mi jak wiele jeszcze – jako matka – mam do zrobienia i przepracowania w sobie.

Książka „Jak mówić żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” powstała w latach 80. XX wieku, ale nie obawiajcie się, że to jakaś ramota, przez którą ciężko przebrnąć. Wręcz przeciwnie! Czyta się ją z ogromną przyjemnością, jednym tchem. W czym tkwi siła tej publikacji? W prostocie. To lekko napisany poradnik z mnóstwem praktycznych, z życia wziętych przykładów. Autorki pokazują, jak znacząco poprawić jakość komunikacji między rodzicami, a dziećmi, a sposoby, które proponują rzeczywiście działają, choć, rzecz jasna, nie tak łatwo od razu wcielić je w życie.

Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły, od 22,05 zł

Adele Faber i Elaine Mazlish przekonują, że kluczem do wzajemnego zrozumienia jest empatia i uważne słuchanie. Piszą, jak ważne jest, by nie nadawać dzieciom etykiet, a w codziennych sytuacjach używać języka osobistego. Nie powinniśmy – piszą autorki – zaprzeczać uczuciom dziecka, czy, tym bardziej, ich wyśmiewać (wszystkie stwierdzenia typu: „Nie płacz, nic się nie stało”, „To nie jest powód to płaczu”, „Rozumiem, że się wkurzyłeś, ale tak nie będziemy rozmawiać” to właśnie zaprzeczanie!) Co zamiast? Nazywanie trudnych emocji (Widzę, że bardzo płaczesz, to musiało być bardzo bolesne”, „Ale jesteś wściekły! Aż masz ochotę w coś uderzyć!” itp.).

Nie oceniajcie, nie pouczajcie, nie moralizujcie – wtedy zbudujecie prawdziwe porozumienie z własnymi dziećmi – piszą Faber i Mazlish, a każda rada poparta jest przykładem jak mówić, by było dobrze.

Zamiast ocen: „Jesteś taki nieodpowiedzialny. Zawsze zapominasz zakręcić wodę. Chcesz żebyśmy mieli powódź?”,

opis: „Joanna, woda w wannie za chwilę się przeleje”.

Zamiast oskarżeń: „To obrzydliwe, co ten ogryzek robi na twoim łóżku? Mieszkasz jak świnka!

Informacja: Ogryzki wrzuca się do kosza.

I jeszcze jedna ważna rzecz: Scenki rozrysowane są w dialogi – gdy nie mam czasu przeczytać całej książki szybki rzut oka na rysunki pozwala mi wrócić do pionu. To jedna z najlepszych książek w naszym domu. Bardzo polecam! Jedna z czytelniczek napisała: „Książka nie każe nam być idealnym rodzicem i nie zakazuje okazywania własnych, negatywnych emocji, lecz przestawienie się na ten światopogląd wymaga bardzo wielkich zmian w rodzicu, zanim nastąpią one w ogóle w dziecku. Polecam, warto się zapoznać, bo łatwiej z własnym dzieckiem się porozumieć!”, i ja się z nią w pełni zgadzam.

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.