„Nie nawracajcie mnie! Nie będę karmić piersią, a po porodzie szybko wrócę do pracy”

0

Dziś kolejna historia, tym razem Doroty, która odezwała się do mnie po serii tekstów o początkach macierzyństwa. Na początku chciała się tylko wygadać, ale przekonałam ją, że warto pokazać jej punkt widzenia, bo bardzo się różni od szeroko propagowanego dzisiaj modelu rodzicielstwa. Chcecie posłuchać? Tylko błagam, bez hejtu! Dorota i tak na co dzień musi się z nim mierzyć.

>>ZOBACZCIE WPIS, OD KTÓREGO SIĘ ZACZĘŁO: Niech ktoś wreszcie napisze, że początki
macierzyństwa to horror!
<<<

Ja zupełnie inaczej podeszłam do macierzyństwa – celebrowałam każdy dzień ciąży (szczególnie pierwszej, przy drugiej nie było aż tyle czasu), godzinami rozmyślałam o tym, jaką będę matką, czytałam, analizowałam, porównywałam. Miałam plan niemal doskonały. Niemal, bo po porodzie okazało się, że plany planami, a rzeczywistość rzeczywistością ;-)

CZYTAJ TEŻ: Jak drugie dziecko wyleczyło mnie z pokusy bycia matką idealną

to już ostatnie dni wyprzedaży! Kliknijcie i zobaczcie ubrania i buty dla niemowląt w super niskich cenach

Dorota mówi wprost – nie jaram się swoją ciążą, podchodzę do niej zadaniowo – chodzę na badania, ciut zdrowiej jem, ale żebym oszalała ze szczęścia, to nie… Czekam na to, co będzie, ale pewne decyzje już podjęłam. Na przykład taką, że nie będę karmić piersią. Ale nikomu już o tym nie mówię, bo zaraz zaczyna się nawracanie: jak to nie będziesz?! Przecież to najlepsze, co możesz dać dziecku! I wygodne! Po co masz się tłuc po nocach z butelkami, jak możesz wystawić cyca i spać dalej! Na początku chodziłam w te dyskusje, dzisiaj o karmieniu nie wspominam. Podobnie jak o tym, że kilka tygodni po porodzie chcę wrócić do pracy. Dzisiaj to bardzo niemodne – widzę, że niemal każda matka zostaje z dzieckiem rok albo dłużej. Panuje dzieciokracja, dziewczyny tracą głowę, po wydaniu na świat potomka. Rezygnują z siebie, własnych marzeń, wszystko podporządkowują maluchowi. Ja nie chcę!

Mam świetną pozycję w firmie, pracowałam na nią latami. Chcę szybko wrócić, bo LUBIĘ to, co robię, daje mi to niesamowity power i satysfakcję. Moja mama obiecała, że zostanie z dzieckiem, mam więc pewność, że krzywda mu się nie stanie. To o co tyle krzyku?Oczywiście, biorę pod uwagę, że jeszcze mi się zmieni, że po porodzie zapragnę jednak dłużej posiedzieć w domu. Na dziś jednak jestem przekonana, że szybko zamelduję się w firmie. Pewnie nie od razu na cały etat, ale może na pół?

Nie, nie jestem zimna i wyrachowana, jak sądzą pewnie wszyscy, którzy czytają mój coming out. Jeszcze co prawda nie czuję instynktu macierzyńskiego, ale dziecko planowałam od dłuższego czasu i z pewnością stanie się najważniejsze w moim życiu. Czekam na nie, mam nadzieję, że szybko wytworzy się między nami więź. Ale nie godzę się na takie poświęcanie się w 200 proc. macierzyństwu. Myślę, że dla wszystkich z nas – dziecka, mojego męża i mnie – będzie lepiej, gdy będę się spełniać na dwóch frontach – w domu, i w pracy. Ot, cała filozofia. Jest jeszcze ktoś, kto myśli tak, jak ja? Dajcie znać, poczuję się lepiej, bo teraz cały świat mi wmawia, że skoro tak podchodzę do sprawy, to nie zasługuję na to, by być matką.

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.