„Nie noś, bo przyzwyczaisz!”, czyli o największej bzdurze, jaką usłyszałam, gdy zostałam mamą

0

Nie mam pojęcia, skąd się wzięło przeświadczenie, że często tulone i noszone dzieci nie chcą później używać własnych nóg i w ogóle wyrastają na mięczaków chowających się w ramionach mamy pod byle pretekstem. Równie szkodliwe są stwierdzenia, że dziecko „rządzi”, „terroryzuje”, „wymusza”, gdy domaga się noszenia.

„Nie noś bo przyzwyczaisz! – przyzwyczaisz do bliskości i swoich ciepłych ramion pachnących miłością. Rzeczywiście, skandal! Jak można zrobić to swojemu dziecku??? Uwaga! Jak już przyzwyczaisz, to nie zejdzie z Twoich rąk aż do osiemnastki!!!

Prawda jest zupełnie inna – jest spora szansa, że wytulone i “wynoszone” dziecko zdecydowanie szybciej i odważniej pójdzie eksplorować świat – pewne, że zawsze ma w Tobie oparcie” – tak o noszeniu „na żądanie” pisałam w tekście „7 głupich rad, które prawdopodobnie dostaniesz po porodzie„. Dzisiaj sobie o nim przypomniałam, gdy próbowałam namówić Siostrę Dziedzica do małej przechadzki w nosidle. Jeszcze kilka miesięcy temu to uwielbiała i sama pokazywała palcem na chustę albo nosidło, gdy potrzebowała bliskości. Dziś uciekała, gdzie pieprz rośnie i ciągle powtarzała „sama, sama!”, wyrywając się do chodzenia. To niesprawiedliwe! Przyzwyczajałam do noszenia od pierwszych dni i co?!! I nie przyzwyczaiłam! Damn it!

Pierwszy raz usłyszałam „nie noś, bo się nauczy i będzie tobą rządzić” w…szpitalu! Dziedzic miał dwa dni i dramatycznie potrzebował mojej bliskości, a pani położna sugerowała, że świetny z niego manipulant i albo on, albo ja – ktoś w tej relacji polegnie. Na szczęście instynkt wziął górę i nosiłam, nie słuchając podobnych bzdur, ale gdzieś z tyłu głowy kołatała mi myśl, że może jednak źle robię. Że kręgosłup mi strzeli, a nogi odmówią posłuszeństwa, gdy tak będę nosić i niańczyć na stojąco. Że rozpieszczę i zrobię z syna niesamodzielnego maminego cyca. Wreszcie, że…okażę się słabą matką, która zamiast nauczyć dziecko spokojnego spania i leżenia, podnosi po każdym kwęknięciu. Dziś wydaje mi się zabawne, że w ogóle mogłam tak pomyśleć, ale wtedy wydawało się realną groźbą. „Nie noś, bo przyzwyczaisz” nosi w sobie właśnie taki negatywny komunikat – nikt co prawda nie dopowiada drugiej części, ale w domyśle brzmi ona tak: „A jak przyzwyczaisz, toś trąba i nieudaka z dobrą matką mającą niewiele wspólnego”.

Tymczasem to właśnie noszenie i tulenie jest najlepszym sposobem na ukojenie nerwów niemowlęcia i stabilizacji pracy jego serca, co zbadali naukowcy z Japonii. „Kiedy więc kolejny raz ogarnie was frustracja związana z tym, że dziecko płacze kiedy z nim siadacie lub odkładacie do łóżeczka weźcie głęboki oddech (…) i nie denerwujcie się na malucha. Nie jest rozpieszczony ani roszczeniowy. Taką reakcję ma zapisaną w głęboko w swoim jestestwie, walcząc w ten sposób całym swoim malutkim ciałkiem o przetrwanie” – pisze na blogu Mataja Alicja Kost i warto te słowa zapamiętać.

Tak, wiem, kręgosłupa nie da się kupić nowego, bicepsy też mają swoją ograniczoną nośność. Mi w wielu sytuacjach życie ratowały chusty lub nosidła, które bardzo poprawiają komfort noszenia. A jak było już zupełnie źle, skakałam na piłce gimnastycznej, mocno trzymając dziecko. Zasypiało zazwyczaj w trymiga, a ja miałam czas by zaopiekować się swoimi starymi, zbolałymi kościami.

W chustę można wrzucić już kilkudniowe dziecko! Nosidła będą dobre, gdy malec samodzielnie usiądzie. Po więcej zajrzyj TUTAJ

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.