„Niech ktoś wreszcie napisze, że początki macierzyństwa do horror!”

0

Na Aśkę natknęłam się przypadkiem, w jednym z parków. Wyglądała jak cień dawnej siebie. I szczególnie mnie to nie zaskoczyło – była zaledwie dwa tygodnie po trudnym porodzie. Niemal szeptem do ucha powiedziała mi coś, co też nie zrobiło na mnie wrażenia: „Mam ochotę tym wszystkim pieprznąć! Dlaczego NIKT mnie nie uprzedził, że początki macierzyństwa to horror?”

Ach, jak dobrze ją rozumiałam! Właściwie to miałam wrażenie, że spotkałam samą siebie sprzed 5,5 lat. Aśka chyba to wyczuła, bo zaczęła opowiadać więcej i więcej, aż worek z żalami wysypał się w całości.

„Wiesz, wstyd mi się do tego komukolwiek przyznać, ale czasami mam wrażenie, że decyzja o posiadaniu dziecka była NAJGORSZĄ w moim życiu! NAJGORSZĄ! Płaczę za dawnym życiem, niezależnością, wolnością. Jestem strzępem nerwów! Z jednej strony kocham tego małego ufoludka jak nikogo na świecie, z drugiej – czuję się jak w pułapce!

Kiedy ryczy, nie umiem go uspokoić i często ryczę z nim. Boli mnie całe ciało, a w miejscu czegoś, co kiedyś było całkiem niezłym brzuchem wisi flak. Z cycków kapie, a szwy założone po cięciu krocza rwą tak, że nie mogę siadać. To ma być ten piękny, wyczekiwany stan????? No błagam…

Wiesz, co jest najgorsze? Że NIKT mi o tym nie powiedział. NIKT nie powiedział, że po porodzie kobieta czuje się jak wypruta, szmaciana lala. Że ma taki mętlik w głowie, bieganinę myśli. A przecież przygotowywałam się do roli matki, dużo czytałam, chodziłam do szkoły rodzenia. Ktoś chyba powinien o tym wspomnieć, prawda? Dookoła mnie tylko pastelowe obrazki szczęśliwej rodziny ze słodziutkim  bobasem na rękach i teksty o tym, jak to cudownie być rodzicem.

ZOBACZ KONIECZNIE: Pięć rzeczy, które zaskoczy cię po porodzie

Serio? Cudownie? Przecież to koszmar!

A już najbardziej wkurza mnie to, że nie można publicznie złego słowa o macierzyństwie powiedzieć, bo zaraz cię zjedzą, zakrzyczą, postraszą odebraniem praw rodzicielskich. Wygląda na to, że w 40-milionowej Polsce tylko ja zgłaszam jakieś zażalenia.  Niedawno nieśmiało, pół żartem, pół serio napisałam posta na jednej z rodzicielskich grup, że posiadanie noworodka w domu jest jeszcze gorsze od posiadania mężczyzny. I posypały się komentarze, że nie dorosłam do bycia matką.

No może nie dorosłam. W końcu mam dopiero 39 lat”

Asia mówiła i mówiła, a ja tylko kiwałam głową. Mnie też nikt nie uprzedził. I też miałam o to żal. Dlatego teraz, z pełną odpowiedzialnością piszę – początki macierzyństwa to żaden spacer po umajonej łące. To krew, pot i łzy.

Ale

Tak, jest co najmniej jedno ale!

Ten stan beznadziei całkiem szybko mija. A przy kolejnym dziecku nie ma po nim śladu. Aśka mi nie uwierzyła. I szczególnie mnie to nie zaskoczyło. Ja też nie wierzyłam.

Czy są z nami świeżo upieczone mamy? Jak jest u Was? Macie podobne odczucia? A może jest zupełnie inaczej? Napiszcie proszę komentarz!

 


Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.