„Niech ktoś wreszcie napisze, że początki macierzyństwa to horror!”

13

Na Aśkę natknęłam się przypadkiem, w jednym z parków. Wyglądała jak cień dawnej siebie. I szczególnie mnie to nie zaskoczyło – była zaledwie dwa tygodnie po trudnym porodzie. Niemal szeptem do ucha powiedziała mi coś, co też nie zrobiło na mnie wrażenia: „Mam ochotę tym wszystkim pieprznąć! Dlaczego NIKT mnie nie uprzedził, że początki macierzyństwa to horror?”

Ach, jak dobrze ją rozumiałam! Właściwie to miałam wrażenie, że spotkałam samą siebie sprzed 5,5 lat. Aśka chyba to wyczuła, bo zaczęła opowiadać więcej i więcej, aż worek z żalami wysypał się w całości.

„Wiesz, wstyd mi się do tego komukolwiek przyznać, ale czasami mam wrażenie, że decyzja o posiadaniu dziecka była NAJGORSZĄ w moim życiu! NAJGORSZĄ! Płaczę za dawnym życiem, niezależnością, wolnością. Jestem strzępem nerwów! Z jednej strony kocham tego małego ufoludka jak nikogo na świecie, z drugiej – czuję się jak w pułapce!

Kiedy ryczy, nie umiem go uspokoić i często ryczę z nim. Boli mnie całe ciało, a w miejscu czegoś, co kiedyś było całkiem niezłym brzuchem wisi flak. Z cycków kapie, a szwy założone po cięciu krocza rwą tak, że nie mogę siadać. To ma być ten piękny, wyczekiwany stan????? No błagam…

Wiesz, co jest najgorsze? Że NIKT mi o tym nie powiedział. NIKT nie powiedział, że po porodzie kobieta czuje się jak wypruta, szmaciana lala. Że ma taki mętlik w głowie, bieganinę myśli. A przecież przygotowywałam się do roli matki, dużo czytałam, chodziłam do szkoły rodzenia. Ktoś chyba powinien o tym wspomnieć, prawda? Dookoła mnie tylko pastelowe obrazki szczęśliwej rodziny ze słodziutkim  bobasem na rękach i teksty o tym, jak to cudownie być rodzicem.

ZOBACZ KONIECZNIE: Pięć rzeczy, które zaskoczy cię po porodzie

Serio? Cudownie? Przecież to koszmar!

A już najbardziej wkurza mnie to, że nie można publicznie złego słowa o macierzyństwie powiedzieć, bo zaraz cię zjedzą, zakrzyczą, postraszą odebraniem praw rodzicielskich. Wygląda na to, że w 40-milionowej Polsce tylko ja zgłaszam jakieś zażalenia.  Niedawno nieśmiało, pół żartem, pół serio napisałam posta na jednej z rodzicielskich grup, że posiadanie noworodka w domu jest jeszcze gorsze od posiadania mężczyzny. I posypały się komentarze, że nie dorosłam do bycia matką.

No może nie dorosłam. W końcu mam dopiero 39 lat”

Asia mówiła i mówiła, a ja tylko kiwałam głową. Mnie też nikt nie uprzedził. I też miałam o to żal. Dlatego teraz, z pełną odpowiedzialnością piszę – początki macierzyństwa to żaden spacer po umajonej łące. To krew, pot i łzy.

Ale

Tak, jest co najmniej jedno ale!

Ten stan beznadziei całkiem szybko mija. A przy kolejnym dziecku nie ma po nim śladu. Aśka mi nie uwierzyła. I szczególnie mnie to nie zaskoczyło. Ja też nie wierzyłam.

Czy są z nami świeżo upieczone mamy? Jak jest u Was? Macie podobne odczucia? A może jest zupełnie inaczej? Napiszcie proszę komentarz!

 


Udostępnij

13 komentarzy

  1. Też tak miałam. Żal, że nikt nie powiedział jak będzie ciężko. Nikt o tym nie mówił i nie uczą w szkołach. Żal, że nie uczą w szkołach opieki nad niemowlalami. A szkola rodzenia?! Litosci! Pieniądze wyrzucone w błoto.
    Tylko z drugiej strony ta wiedza nie zmieniłaby decyzji o tym, że chcę mieć dziecko. Było mi bardzo źle, ciężko i stale z byle powodu płakałam. Nie miałam pomocy od nikogo prócz mojego najwspanialszego męża i jest nam ciezko bo wszystko jest dla nas nowe. Uczymy się cały czas. Jestem niewyspana ( wiem, nie ja jedna) ale patrzę na moje czteromiesięczne dziecko i wiem, że bylo warto a jego uśmiech wynagradza mi wszystko. Dziewczyny to minie ale dajcie sobie czas. Pozdrawiam

  2. Jak dobrze było to przeczytać… Teraz wiem przynajmniej, że nie tylko ja przeżyłam szok po porodzie. Myślałam że sam poród będzie najgorszy, a okazało się, najtrudniejsze przychodzi dopiero później… Moja córka jest nietypowym niemowlakiem. Ma dwa miesiące i od początku chodzi spać późno. Ostatnio o 2 w nocy. Czasem przysypia przez większość dnia a czasem śpi tylko godzinę. Niestety często zostaję sama na kilka dni, bo mąż wyjeżdża służbowo i mam problem, żeby zjeść śniadanie czy obiad albo po prostu się wykąpać. Ona nie chce dać mi nawet trzech minut spokoju… Ale powtarzam sobie, że to minie i kiedyś będzie lepiej… I może nawet będę się śmiała z tego co tu napisałam

    • Justyna Mazur on

      Awelina, będzie lepiej! będzie na bank! Teraz w tym tkwisz po uszy i wydaje ci się, że sytuacja nie zmieni się nigdy, ale każdy dzień i tydzień przynosi (nieznaczną, ale zawsze ;-)) poprawę! Trzymaj się i jakby co, śmiało pisz!

  3. Ja mam trzymiesieczne dziecko w domu, które jest moim trzecim i też czuję się podle. Ale tak jak pisze autorka tekstu – to mija. U jednych szybciej a u innych później. Ważne żeby szukać wsparcia gdziekolwiek, choćby koleżanki której można się wyglądać, nawet takiej wirtualnej, bo łatwo można wpaść w depresję.

    • Justyna Mazur on

      Kass, zgadzam się! jak moje dzieci były bardzo małe, często nie chciało mi się nigdzie wychodzić. Czasem jednak, dla higieny psychicznej, się zmuszałam. Ściągałam wyciągniętą, poplamioną koszulkę, wskakiwałam w jakieś ludzkie ciuchy i szłam w świat, do innych matek. I zawsze, ale to zawsze wracałam naładowana pozytywną energią. Po co narzekać w samotności, jak można grupowo! ;-) Trzymam kciuki, by baby blues szybko minął!

  4. Jak bym czytała o sobie sprzed czterech miesięcy… ciągłe niewyspanie, płacz z byle powodu i ta bezradność kiedy dziecko płacze… Teraz jak ktoś mnie pyta jak było, to odpowiadam, że dwa pierwsze miesiące były ciężkie i to bardzo… Gdyby nie mąż, który we wszystkim był ze mną chyba by sie skończyło depresją. Na szczęście ten czas mija, teraz też nie jest lekko, ale ten mały, wiecznie uśmiechnięty człowiek, dla którego jest się kimś najważniejszym wszystko wynagradza;)

  5. Jest 4 rano, mam 2-miesiecznego szkraba na piersi, nie chce odbić, skubana… Ale w życiu nie czułam się bardziej szczęśliwa. Już zapomniałam, jak 2 miesiące temu ryczałam w szpitalu, że kolejnej nocy bez męża sama z dzieckiem nie przeżyję, bo wstawanie do noworodka ze szpitalnego łóżka po cc to była jakaś totalna pomyłka. Brzuch mi wciąż wisi masakrycznie, ale zaczęłam biegać i chwilowo omijam wagę i lustro szerokim łukiem, a w niecie szukam wieeelkiej torby, która zasłoni mi gigantyczny tyłek. Mnie jest łatwiej, bo to moje trzecie szczęście i w porównaniu z pierwszym wczesniakiem i drugim dzieckiem zmarłym w drugiej dobie życia to bułka z masłem, miód na serce, wisienka na torcie i nagroda za to wszystko, co było kiedyś… Wiem, że zawsze może być gorzej, dlatego zaciskam zęby, patrzę na te moje dwa cudy natury i od razu mi lepiej ☺

    • Justyna Mazur on

      Aga, omijanie lustra i zakup wielkiej torby to wspaniała strategia! :-) Ściskam mocno – i Ciebie, i tę wspaniałą Wisienkę Na Torcie!

  6. Co Wy się tak uwzięłyście na to narzekanie.
    Ja nie wiem czy naprawdę niektóre myślą, że wychowanie dziecka to ubieranie różowego dzidziusia w gustowne ubranka i patrzenie jak śpi w łóżeczku? Nie wiedzą, że dziecka nie da się wyłączyć?

    • Tu nie chodzi o narzekanie na macierzyństwo, tylko pokazanie innym ,że początki zawsze są trudne I czasami mamy prawo nie dawać sobie z tym rady. Moje dziecko ma 3tyg i dobrze jest przeczytać, ze później będzie nieco lepiej.

  7. Tak doskonale skads to znam, mam 8 tyg dziecko i na prawdę czasami płacze i się denerwuje Zwłaszcza jak malutka nie chce spać. Moglabym patrzeć na nią godzinami ale jak płacze i nic jej nie pasuje to zastanawiam się jak to jest ze inni są Szczęśliwi a ja mam myśli po co chciałam dziecko. Nikt nie mówił ze będzie aż tak ciężko, wszyscy mówili ze łatwo nie będzie ale nikt nie wspomnial ze to koszmar o którym nikt nie marzy 😭 czasami mam wrażenie ze jestem zła matka i jak ja tak moge myśleć i nie potrafić uspokoić wlasnego Dziecka

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.