O dwulatce, która była sto razy mądrzejsza ode mnie

0

Często w rozmowach z najbliższymi walczę o większą autonomię dla swoich dzieci, o zostawieniu im przestrzeni – także na podejmowanie własnych wyborów. “A co oni tam wiedzą, przecież to tylko dzieci” – słyszę wtedy. To zdanie uruchamia mój wywód o niesamowitych kompetencjach, które ma każdy – począwszy od narodzin. Trzeba tylko chcieć i te kompetencje zauważyć, a później pozwolić na ich rozwijanie…

Jak rozmówca dalej chce słuchać, wyjeżdżam ze swoim guru pedagogicznym – Jesperem Juulem – by wesprzeć się jego autorytetem. To Juul uświadomił mi, że dzieci są dużo mądrzejsze, niż nam, dorosłym, kiedykolwiek się śniło.

“Twierdząc, że dzieci są kompetentne, chcę powiedzieć, że mogą one nauczyć nas tego, co powinniśmy wiedzieć. Dzieci dają nam informację zwrotną, która umożliwia nam odzyskanie utraconych umiejętności i pomaga pozbyć się nieskutecznych, nieczułych i destrukcyjnych wzorców zachowania. Czerpanie wiedzy od własnych dzieci wymaga dużo więcej niż tylko prowadzenia z nimi rozmowy. Musimy zbudować z nimi prawdziwy dialog, którego wielu dorosłych nie potrafi nawiązać nawet z innymi dorosłymi: osobisty dialog oparty na poszanowaniu godności obu stron” – pisze Juul w książce “Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej“.

No dobra, to tylko teoria – powiecie. A praktyka? Jak to wygląda w praktyce? Już opowiadam.

Staram się pamiętać o tym, co mówi Juul. Respektuję odmowę w kwestii jedzenia, nie upieram się na noszenie kurtki czy czapki tylko dlatego, że mi zimno (wychodzę z założenia, że skoro dziecko uparcie ją zrzuca, to albo mu nie wygodnie, albo zbyt ciepło), pilnuję się, by nie mówić sakramentalnego “Tak bo tak!” albo “Tak, bo jestem twoją matką i tak mówię”.  W teorii jestem świetna.

Ale kiedy ostatnio spieszyłam się do pracy, a Siostra Dziedzica grymasiła przy wyjściu z domu, autorytarnie wsunęłam jej pierwsze z brzegu buty na nogi i wzięłam na ręce, ignorując jej prośby o zmianę. Skarżyła się, mówiła, że chce inne – te różowe, z kokardką, ale zabrakło mi wyobraźni,  empatii i czasu, by tę prośbę tę uwzględnić. Poleciałam stereotypem myśląc – “no, prawdziwa z niej kobieta, lubi się stroić” i o sprawie zapomniałam. Przypomniało mi się wieczorem, podczas kąpieli, gdy zobaczyłam wielkiego bąbla na dużym palcu swojej dwulatki. Gdybym jej rano posłuchała i jej uwierzyła, gdybym dała buty o które prosi – luźniejsze i bardziej przewiewne, rana nie byłaby z pewnością tak wielka i tkliwa.

Dzieci są mądre. W kwestiach dotyczących samych siebie – często dużo mądrze niż my. Skorzystajmy z tego – nawet gdy jest za pięć siódma i już powinniśmy odpalać wrotki w drodze do pracy.

 

Udostępnij

Zostaw komentarz