O dziewczynie, która całe swoje życie opowiedziała w sieci (nawet o tym nie wiedząc!)

0

Dziś tekst z cyklu „nu nu nu”, czyli pouczająco-moralizatorski. Nie lubię takich pisać, ale historia, którą zaraz Wam opowiem jest autentyczna i warto się nad nią pochylić. A dotyczy prywatności, a właściwie jej braku, w sieci.

Jest sobie duże miasto w południowo-zachodniej Polsce. W mieście działają kluby mamusiek, jest też duża społeczność internetowa rodziców. W grupie na popularnym portalu społecznościowym kilka tysięcy osób. Posty – wiadomo, jak to w gronie matek – pytanie o pierwsze zęby, skarga na niereformowalną teściową, kłótnie o szczepionki i przyprowadzanie zakatarzonych dzieci do przedszkoli. Obserwuje te fora, niemal nigdy nie uczestniczę w dyskusjach, ale – z racji zawodu – jestem dość uważnym czytelnikiem.

Ostatnio spotkałam jedną z forumowiczek na żywo – zupełnie przypadkiem. Nie uwierzycie – potrafiłam powiedzieć, jak ma imię jej syn, ile ma lat, kiedy wypadł mu pierwszy ząb i do jakiej szkoły chodzi. Wiedziałam, z jaką przykrą przypadłością mierzy się jej mąż – notabene obcokrajowiec – i kiedy ostatni raz był w szpitalu. Pamiętałam, że jakiś miesiąc wcześniej wrócili z egzotycznych wakacji i co z nich przywieźli na sprzedaż.  Nie wspominając o tym, gdzie mieszkają i kiedy wzięli ślub. To wszystko, a pewnie jeszcze więcej – na przestrzeni miesięcy – dziewczyna napisała o swojej rodzinie. Zapamiętałam, bo jest dość charakterystyczna, ale wcale nigdy nie chciałam wiedzieć tych rzeczy. Nie potrzebuję ich. Nie jestem złodziejem, szantażystą albo porywaczem. Gdybym była z pewnością całowałabym ją po rękach – znacznie ułatwiła by mi „pracę”.

Wiecie, co jest najgorsze? Że dziewczyna, nazwijmy ją Ewa, NIE MIAŁA POJĘCIA, że tak wiele informacji o sobie i swojej rodzinie codziennie wysyła po kablu w wirtualny świat. Spotkałam ją po raz pierwszy w życiu na żywo (i pewnie ostatni), a wiedziałam, że jej mąż ma chorą trzustkę, a jej syn Antek niedawno wygrał zawody w parku, bo świetnie biega. Ewa była w szoku, kiedy mówiłam jej, jak dużo wiem o niej i jej najbliższych. Na koniec wydukała tylko: „Hmm, ale przecież ja niemal nic nie piszę  o swojej rodzinie”.

Niemal nic to w sieci nie gnie. Pamiętajcie o tym zanim opiszecie intymny problem córki albo kłopoty z erekcją męża.

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.