Oddajmy place zabaw dzieciom! Nie mówmy, jak mają się bawić, nie uciszajmy

2

Chodziła za nim krok w krok i wciąż upominała albo ostrzegała. Żeby nie hałasował tak bardzo. Żeby nie wchodził tak wysoko, bo zaraz spadnie. Żeby podzielił się z chłopcem zabawką, bo “trzeba się dzielić”, żeby przestał kłamać, bo nikt się nie będzie chciał z nim bawić. A gdzie, do jasnej cholery, ma biedak hałasować, jak nie na placu zabaw? Gdzie wspinać i zdzierać kolana? Gdzie zdobywać kompetencje społeczne, uczyć negocjacji? Kiedy i w jakim towarzystwie puszczać wodze fantazji?

Zabieramy coraz więcej swobody naszym dzieciom – to fakt, który już dawno odnotowali naukowcy. Mój ukochany Jesper Juul, duński terapeuta rodziny i pedagog mówi dosadnie – zawłaszczyliście niemal każdy skrawek dziecięcego świata! W jednej ze swoich książek napisał tak:  „Największą stratą dzieci w ostatnim trzydziestoleciu jest fakt, że nie istnieje dla nich żadna przestrzeń wolna od dorosłych. Nie ma już drzewa na podwórku, gdzie mogłyby przebywać same. Dawniej dzieci kształtowały swoje kompetencje społeczne w zabawie i komunikacji z innym dziećmi. Takiej możliwości już prawie nie mają, bo nawet kiedy są razem, to dookoła stoją dorośli, którzy się do wszystkiego wtrącają. Na dodatek, często są oni tak romantycznie lub idealistycznie usposobieni, że nie tolerują żadnych konfliktów. Niewesoło jest być dzisiaj dzieckiem z tymi dorosłymi, którzy nie odstępują ich na krok. A przy tym zaczyna się w różnych środowiskach pedagogicznych mówić, że dzieci mają wielką potrzebę granic. To po prostu trudne do uwierzenia, bo życie dzieci nigdy nie było bardziej ograniczone niż teraz. Dorośli są przez cały dzień przy nich i je kontrolują” (Jesper Juul, “Przestrzeń dla rodziny“).

Czy ma rację? Jasne! Wystarczy przejść się na pierwszy z brzegu plac zabaw. Ingerujemy w to, jak bawią się nasze dzieci (“po zjeżdżalni się zjeżdża, a nie wspina”),  każemy dzielić się zabawkami, choć wcale nie mają na to ochoty, upominamy, by nie krzyczały czy biegały zbyt szybko, podsłuchujemy ich rozmowy i się w nie wtrącamy, a gdy padnie jakieś niecenzuralne słowo albo sakramentalne ” już cię nie lubię!”, każemy natychmiast przepraszać. Oczywiście – by uprzedzić komentarze – nie mam na myśli sytuacji ekstremalnych, w których dzieci same nie potrafią sobie poradzić i potrzebują pomocy, albo naruszają czyjeś granice – wtedy, rzecz jasna, nasza ingerencja jest nie tylko wskazana, ale i konieczna. W każdym innym przypadku jednak powinniśmy – mówi Juul – dać im wolną rękę i przestać tak inwigilować. Poradzą sobie sami!

Co o tym sądzicie? Zostawcie komentarz tutaj albo na Facebooku!

Udostępnij

2 komentarze

  1. Pełna zgoda! Matki-helikoptery to plaga każdego placu zabaw. Chodzą, upominają publicznie, straszą karami czy natychmiastowym pójściem do domu. Aż przykro się tego słucha. Pozwólmy dzieciom być dziećmi! Pozdrawiam!

Zostaw komentarz