Problem: Moje dziecko jest kozłem ofiarnym

0

 – Stawałam na rzęsach by nigdy nie czuła się ofiarą, a tymczasem moja córka, w każdym środowisku, staje się kozłem ofiarnym! – powiedziała mi ostatnio przyjaciółka. Czy rodzic w ogóle ma jakikolwiek wpływ na to co dzieje się w grupie rówieśniczej? Ma. I to spory! Bo „kozioł ofiarny” w bardzo dużym stopniu daje grupie zielone światło do odrzucenia. I tylko rodzic może nauczyć je… zapalać czerwone. TEKST: Katarzyna Berg

Aniela, córka przyjaciółki jest śliczna, dobrze się uczy, często uśmiecha i w zasadzie nie ma z nią żadnego kłopotu. Poza jednym. Od przedszkola jest odrzucana. W pierwszej grupie, w maluchach, siedziała sama przy obiedzie, bo inne dzieci nie chciały z nią jeść. W podstawówce nigdy nie udało się jej znaleźć koleżanki z ławki. Czasem się buntowała, uznając, że wszyscy są głupi i to ona nie chce się z nimi bawić. Czasem za nimi latała. Dosłownie – opowiada przyjaciółka – grupa dziewczynek biegła po korytarzu, a Aniela za nimi, choć szczerze ich nie znosiła. Bywało, że się obrażała. A wtedy było jeszcze gorzej, bo grupa zarzucała jej wszystko co złe: winę za spóźnienie na w-f, za nazwanie kogoś idiotą, za przekleństwa na szkolnym korytarzu…

Nic nie dawały rozmowy rodziców z Anielą, rodziców z wychowawcą, wychowawcy z klasą.

Przenieśli więc Anielę do innej klasy, bo tam miała „najfajniejszą koleżankę”, co należało odczytywać jako jedyną koleżankę. Po przenosinach była chwila radości, a zaraz potem wszystko wróciło do normy – jej relacje z rówieśnikami stały się dokładnie takie same, jak w poprzedniej klasie. Jakby ktoś zrobił „kopiuj- wklej”.

Doświadczenie Anieli boli każdego, nawet średnio empatycznego rodzica. Co robić w takiej sytuacji? Czy da się jakoś dmuchać na zimne? Jak to się dzieje, że na jednym dziecku skupia się cała zła energia?

Psychologowie mówią, że „kozioł ofiarny” jest w każdej grupie i na każdym etapie życia. I jeśli odpowiednio wcześnie nic się z tym nie zrobi, nie poszuka pomocy, to problem będzie wracać, również w dorosłym życiu. „Kozła ofiarnego” w niewielkiej części wybiera grupa. W największej mierze staje się nim jednak na własne życzenie. Dr Grzegorz Iniewicz, psycholog tłumaczy na swoim blogu, że grupa szuka kozła, by się w jakiś sposób scalić, poczuć jedność. Dlatego wybierają kogoś kto z różnych powodów jest inny: ma inny kolor skóry, jest z niepełnej rodziny, inaczej wygląda.

Dr Grzegorz Iniewicz, psycholog tłumaczy na swoim blogu, że grupa szuka kozła, by się w jakiś sposób scalić, poczuć jedność. Dlatego wybierają kogoś kto z różnych powodów jest inny: ma inny kolor skóry, jest z niepełnej rodziny, inaczej wygląda.

Ciekawe, że kozłem stają się często właśnie bardzo ładne dziewczynki lub bardzo dobre uczennice. Jak Aniela. Bo są zbyt ładne lub zbyt dobre w nauce. Dlaczego nie budzą respektu i zaufania, tylko są przedmiotem odrzucenia? Jednym z powodów może być brak pewności siebie, nieśmiałość, z którymi zmagają się również grzeczne i ładne uczennice. I to jest ta część, która zależy od odrzuconej osoby. Jeśli ona pokaże nawet w najmniejszy sposób swoją niepewność, grupa bardzo szybko to zauważy i wykorzysta  słabość. Zatem „kozioł ofiarny” to zwykle ktoś , kto ma spore deficyty wiary w siebie, nawet jeśli pozornie robi wrażenie kogoś kto świetnie wygląda i świetnie sobie radzi.

W książce, którą polecam wszystkim rodzicom: „Nieśmiałość. Zmień myślenie i odważ się być sobą” Magdaleny Staniek jest bardzo dużo wskazówek jak uczyć dziecko pewności siebie. Oto kilka z nich, po resztę sięgnijcie sami. Zachęcam gorąco, nawet jeśli „kozłem ofiarnym” wasze dziecko, ani wy, nigdy nie byliście.

  •  Zaproponuj dziecku zabawę w dwie opinie: niech poda dwie swoje opinie na temat siebie. Jedną pozytywną, drugą negatywną. Wysłuchaj i przedstaw swoje zdanie w ten sam sposób. Nie bój się negatywnych zdań. Pamiętaj, że pewność siebie, to pewność tego co umiem, ale też tego, czego nie umiem, lub nie znam. Im wcześniej nauczysz swoje dziecko, że nie musi być najlepsze we wszystkim, tym łatwiej będzie mu odmawiać, przyznawać się do błędów i nie podejmować nieodpowiednich wyzwań
  • Zachęcaj do częstego robienia rzeczy nowych. Wyjdźcie ze swojej strefy komfortu. Idźcie w nowe środowisko, podejmujcie nowe wyzwania. To nie musi być od razu nowa grupa, lub nowe zajęcia sportowe. Niech to będzie nowa gra planszowa, która wymaga nowych umiejętności. W ten sposób uczysz dziecko otwarcia na wszystko, co nowe, ale jednocześnie właściwej pokory.
  • Nie podlewaj ziarna perfekcjonizmu, czyli nie oczekuj, że będzie świetne ze wszystkiego, zwłaszcza wtedy jeśli coś przychodzi dziecku z trudem. Lepiej by pielęgnowało to, co umie robić najlepiej i poznawało swoje najmocniejsze strony
  • Pozwalaj, by było niegrzeczne! Grzeczne i uśmiechnięte uczennice mają naprawdę kiepsko. Bo gdy ktoś będzie chciał je stłamsić, one, niestety, w odpowiedzi mogą się uśmiechać. A powinny umieć krzyknąć, odpyskować, słowem walnąć w stół!

Dlatego ja ( może się teraz narażę, trudno) lubię pyskate dzieciaki, które  – jak to mawiała moja mama – „muszą mieć coś do powiedzenia”. Niech mają, zawsze!

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.