Dlaczego nudzi mnie zabawa z moimi dziećmi (I JAK SOBIE Z TYM RADZĘ)

0

Spotkałam ją jakiś czas temu i obserwowałam z rosnącym podziwem. Przez DWIE godziny jeździła z trzylatkiem resorakiem po podłodze udającej amerykański hajłej (od czasu do czasu zjeżdżali na tankowanie w pobliże kartonu udającego dystrybutor), i – co najlepsze – zdawała się przy tym bawić wyśmienicie! Gdy chwilę potem Dziedzic zażądał takiej samej zabawy w domu, umarłam z nudów po jakiś pięciu minutach, a następnie, z nieskrywaną ulgą, oddelegowałam się do robienia obiadu.

Jego widziałam już dawno, ale wciąż mam go przed oczami. Przyszedł, a właściwie przyleciał na wyimaginowanym przedmiocie latającym (to chyba była rakieta), wyciągnął z tejże swojego pilota-syna, a następnie w duecie, przez godzinę, wydając paszczą dźwięki przypominające furczenie starego odkurzacza, wsiadali i wysiadali z pojazdu, odbywając krótkie przebieżki po placu zabaw w celu testowania skafandra.

A ja…A ja zazdroszczę jej i jemu. Bo nienawidzę takich powtarzalnej po stokroć, do znudzenia, codziennie, zabawy. Nienawidzę i już! Choćbym nie wiem, jak się starała, dziesięć okrążeń ciuchcią wokół salonu to mój everest poświęcenia. Podobnie jest z zabawą w chowanego (max po pięć razy każdy), bujaniem na huśtawce (pół godziny i ani minuty dłużej), układaniem wieży z klocków (cztery ogromne wieże plus cztery katastrofy budowlane). Jeżdżenie autami? Tu już nawet nie udaję – postanowiłam nie mieszać się w męskie sprawy i ten zaszczyt zostawiam tacie ;-) Kiedyś miałam z tego powodu wyrzuty sumienia. Jak to – matka i nie lubi bawić się z dzieckiem? Toż to rodzicielski kryminał!

pexels-photo-131777

Lubicie interaktywne zabawki? Tutaj znajdziecie spory wybór i porównacie ceny

Dziś wyluzowałam. Gdy dopadają mnie dzieci, prosząc o wspólną zabawę, to:

  • gdy nie mogę im akurat poświęcić czasu bądź zabawa ma polegać na czymś, na co absolutnie nie mam ochoty – ODMAWIAM (bo mam do tego pełne prawo!)
  • gdy mogę im poświęcić czas, a zabawa polegać na czymś, na co absolutnie nie mam ochoty – PROPONUJĘ coś innego. Coś, co wszystkim – a nie tylko dzieciom – sprawi radość. Wiecie, że niemal zawsze przystają na moją propozycję? I nie, nie mam poczucia, że dzieje się tak dlatego, bo są złaknione mojego towarzystwa. Po prostu sugeruję rzeczy, które uwielbiają. I to mój tajemny sposób. Wilk syty (czytaj: dzieci wybawione), matka cała

 Co więc zazwyczaj robimy?

  • czytamy, czytamy, czytamy – lubię ja, lubią oni;
  • słuchamy wspólnie muzyki i tańczymy. Ostatnim hitem w naszym domu jest „Uciekaj skoro świt” (w interpretacji czterolatka brzmi…hmm…wyjątkowo)
  • rysujemy. Ja mam swoją kolorowankę antystresową (ależ to wciąga!), dzieciaki kartki
  • gramy w planszówki, rozwiązujemy zagadki (np. z serii Czu-czu)
  • bawimy się piaskiem kinetycznym (TUTAJ zobaczycie, dlaczego to fantastyczna zabawa!), ciastoliną (TUTAJ znajdziecie przepis na błyskawiczną, domową masę!), plasteliną
  • wspólnie gotujemy. Dziedzic to uwielbia. Ja też coraz bardziej, choć bywały dramatyczne momenty ;-)
  • wychodzimy na dwór

 A jakie są Wasze patenty? Lubicie bawić się z dziećmi? Co najczęściej wspólnie robicie? Napiszcie koniecznie!

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.