Restauracje z zakazem wstępu dla dzieci. Dobry czy zły pomysł? [SKOMENTUJCIE]

0

Przyjaciółka, którą dumnie nazywam Matką Polką Bohaterką, bo dorobiła się zacnej szósteczki, obwieściła ostatnio, niemal skacząc z radości: „ W końcu będzie!” Już myślałam, że chodziło o kolejnego potomka, ale nie tym razem. Radość Matki wynikała z tego, że niebawem powstanie w jej mieście pierwsza restauracja „child free”, czyli taka, do której z dziećmi nie wpuszczą. Dlaczego zatem matkę to cieszy? Bo, jak mówi, nareszcie będzie miejsce ciche, gdzie nikt nie będzie jej ciągnął do zabawek, a zamiast zdrowej herbaty będzie mogła w spokoju napić się lampki wina.

Szczerze przyznam, że mnie ów pomysł aż tak nie uradował, bo mam jakiś wrodzony, wewnętrzny i najwyraźniej dość mocno zakorzeniony opór wobec wszystkiego, co trąci zbytnim formatowaniem, zamknięciem, by nie powiedzieć – gettem. I dlatego od razu się przyznam, że nie przepadam za knajpami dla dziennikarzy, czy literatów, a i do klubów z kulkami, trampolinami i innymi dziecięcymi odskoczniami nie za bardzo chodzić lubię. Tak mam i już! A gdy chcę do knajpy, gdzie cisza i spokój, to po prostu nie zabieram ze sobą dzieci; Idę wieczorem do jakiejś w knajpki zlokalizowanej w piwnicy (gdzie wózka nie da się znieść! ) i mam gwarancję nie opatrzoną żadnym szyldem, że czego, jak czego, ale tupotu małych nóżek tam nie usłyszę.

ZOBACZ KONIECZNIE: Dzieci? Niech zostaną w domu! Na naszym weselu bawią się tylko dorośli!

Summa summarum: Matka Polka Bohaterka jest bezkrytycznie na tak, ja podchodzę do pomysłu restauracji wolnych od dzieci z dużo większą rezerwą. Pora na głos kogoś, komu takie miejsca mogą wydawać się dedykowane, czyli na głos człowieka, który podjął decyzję, że dzieci mieć nie będzie. Zapytałam Edytę Brodę, autorkę bloga „Bezdzietnik”, czy knajpy „child free” to dobry pomysł, czy raczej marketingowy haczyk.

Kiedyś było społeczne oburzenie, dziś – przyzwolenie

– Myślę, że lokale „child-free” powstają dlatego, że pojawiła się w społeczeństwie taka potrzeba, a przedsiębiorcy to zauważyli. Był czas, że byle wzmianka o miejscu „bez dzieci” wywoływała społeczne oburzenie. W takiej atmosferze ciężko prowadzić biznes, więc i lokali „child-free” nie było. Teraz najwyraźniej to się zmienia. I dobrze! Myślę, że takie lokale są potrzebne. Nie tylko ludziom bezdzietnym, ale także rodzicom, którzy chcą od czasu do czasu odpocząć od dziecięcego świata, czy ludziom starszym, którzy tęsknią za ciszą i którym ciężko odpoczywać w miejscu opanowanym przez rodziny z małymi dziećmi – mówi autorka Bezdzietnika.

Czy nie jest to pewnego rodzaju dyskryminacja? Zdaniem Edyty Brody, nie – raczej specjalizacja. Są restauracje czy ośrodki, które zapraszają rodziny z dziećmi, oferują specjalne kąciki do zabaw, animatorów, baseny z kulkami itp., powinny więc być i takie, które stawiają na klientelę dorosłą. – Bardzo ważne jest, by rodzice z dziećmi mieli gdzie wyjść, a przecież wiemy, że takich miejsc jest mnóstwo. Praktycznie większość lokali stawia w tej chwili na rodziny z dziećmi. Jeżeli tu i ówdzie powstanie lokal tylko dla dorosłych, na pewno nikomu nie stanie się krzywda – tłumaczy blogerka. Co jej najbardziej przeszkadza, gdy w tym samym miejscu są dzieci?

To nie dzieci są problemem, tylko brak reakcji z strony rodziców

– Mnie najbardziej przeszkadza hałas. Ale ludzie skarżą się również na dziecięcą żywiołowość i nieprzewidywalność. Nie życzą sobie być zaczepiani, szturchani czy potrącani przez dzieci. Myślę jednak, że na ogół to nie dzieci są problemem, ale brak reakcji ze strony rodziców. To oni powinni pamiętać, że restauracja czy kawiarnia jest przestrzenią wspólną, gdzie wszyscy mają prawo dobrze się czuć – mówi Edyta.  Co by powiedziała oburzonej knajpami z zakazem wstępu dla dzieci matce – Zapytałabym, czy naprawdę nie miała nigdy ochoty odpocząć od dzieci – swoich i cudzych. A najchętniej pokazałabym na mapie wszystkie miejsca zapraszające mamy z dziećmi. I zapytała – czy naprawdę czuje się dyskryminowana. Choć osobiście uważam, że powinno być więcej lokali autentycznie przystosowanych dla matek z dziećmi. Bo fotelik i kącik z trzema zabawkami na krzyż nie załatwia sprawy. Dziecko się szybko nudzi, a rodzice mają kłopot. Takich typowo „maluchowych” miejsc też brakuje. Ale oprotestowywanie lokali typu „child-free” temu akurat nie zaradzi.

Dziewczyny, jak to jest z Wami? Macie czasem ochotę odpocząć od dzieci? Potrzebujecie miejsc z definicji od nich wolnych, czy nie? Piszcie, komentujcie! Czekamy na Wasze głosy!

>>>>>>KLIKNIJ i zobacz więcej <<<<<<

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.