Data publikacji:

Rozszerzacie dietę? Rozejrzyjcie się za tymi rzeczami!

Autor: Justyna Mazur

Jak Dziedzic nieco odrósł od ziemi i miał spożyć swój pierwszy "dorosły" kęs (czy. zmieloną papkę), drżałam ze strachu o jego zdrowie i życie. Siostra Dziedzica dostała od razu do ręki kawałek kurczaka z hasłem: "Radź sobie, dziecinko" (#drugiedziecko).

N. je z nami od kiedy stabilnie i pewnie zaczęła siedzieć (okolice 7. miesiąca). Zmiksowanym jedzeniem od początku gardziła, podobnie jak gotowymi daniami ze słoika (w przeciwieństwie do brata). Cóż było robić? Dostała kawałek jabłka (kurczak z leadu to tylko tania prowokacja, wybaczcie ;)), później chleba, banana, owsiankę etc. i tak nam poszło. Były momenty, że wstrzymywałam oddech - gdy coś jej utknęło w gardle, ale trwały ułamki sekund - N. dzielnie wszystko odkrztuszała i pałaszowała dalej ze smakiem. Dzisiaj w menu ma takie frykasy jak ogórki kiszone, kapary czy bakłażany, nie wspominając o kawie, za którą - odkąd nieopatrznie dałam jej kiedyś spróbować - dałaby się pokroić.

  • Canpol Babies - magiczne łyżeczki, od 5,30 zł; 
  • SMIKI śliniak z rękawami, od 14,49 zł;
  • Baby Dan DanChair, od 385 zł;
  • Ala'Antkowe BLW Joanna Anger, Anna Piszczek, od 22,36 zł;
  • Doidy Cup, od 23,51 zł;
  • więcej akcesoriów do karmienia znajdziecie TUTAJ

  • Przed przystąpieniem do rozszerzania diety warto rozejrzeć się za kilkoma gadżetami, które usprawnią cały proces. No i co nieco poczytać. Nawet jeżeli nie planujecie metody Baby Led Weaning (choć gorąco polecam!), warto przejrzeć książkę "Ala'Antkowe BLW". Znajdziecie w niej mnóstwo inspirujących przepisów na proste i pyszne dania dla całej rodziny.

    Po drugą z pozycji - "Moje dziecko nie chce jeść" autorstwa Carlosa Gonzaleza, sięgnijcie natychmiast, gdy coś związanego z jedzeniem Waszych dzieci Was zaniepokoi. Carlos ze swadą rozprawia się z wieloma mitami na temat żywienia najmłodszych, a po lekturze jego książki nawet rodzice skrajnych niejadków oddychają z olbrzymią ulgą. Warto!

    Polecam Wam też kubeczek Doidy Cup - dzięki specjalnemu kształtowi o wiele łatwiej z niego pić, choć wylewanie idzie równie sprawie, co ze zwykłej szklanki ;-) N. wychowuje się bez smoczka i butelki - od początku rozszerzania diety dostawała wodę w Doidy i dziś - po pięciu miesiącach tej przygody - picie (samodzielne) idzie jej całkiem sprawnie. Śliniaki i śliniako-fartuszki już szykuję - przydadzą się jesienią i zimą (teraz, gdy za oknem praży słońce, do jedzenia ściągamy zazwyczaj bluzkę, a później prosto z krzesełka do kramienia lądujemy w wannie), a za kilka miesięcy przydadzą się też do malowania farbami. Na oku mam jeszcze kubek-niewysypek. Myślę, że to całkiem sympatyczny gadżet, choć go nie testowaliśmy.

    Garść rad na dobry początek

  • przed rozpoczęciem misji "jedzenie" wypij melisę
  • nie poganiaj, nie wpychaj do dzioba, nie udawaj chorej/smutnej/złej ("no, jeszcze łyżeczka bo się pogniewamy/za zdrowie mamusi/będzie mi przykro)!"
  • wypij kolejną melisę
  • nie zadręczaj się - niektóre dzieci nie lubią jeść i już kiedyś im przejdzie jeżeli wszystkie wyniki są w normie, pozostaje zaakceptować taki stan rzeczy. Mimo wszystko martwisz się? Przeczytaj książkę "Moje dziecko nie chce jeść" (patrz wyżej)
  • nie rezygnuj - to, że dziś dziecię gardzi ziemniakiem, nie znaczy, że wzgardzi nim za tydzień
  • proponuj, zachęcaj, ale NIGDY nie ganiaj po domu z łyżeczką; zapomnij też o bajkach puszczanych do kolacji - to pierwszy krok do zaburzeń odżywiania
  • jedzcie wszyscy razem - wtedy lepiej smakuje!
  • pozwól na samodzielność (wypij melisę). Że niby rękoma się nie je? Pff, właśnie tak jest najlepiej!
  • nastaw się na szkody (i moralne, i fizyczne). Ściany w kuchni już nigdy nie będą takie same!