Rozszerzacie dietę? Rozejrzyjcie się za tymi rzeczami!

0

Jak Dziedzic nieco odrósł od ziemi i miał spożyć swój pierwszy „dorosły” kęs (czy. zmieloną papkę), drżałam ze strachu o jego zdrowie i życie. Siostra Dziedzica dostała od razu do ręki kawałek kurczaka z hasłem: „Radź sobie, dziecinko” (#drugiedziecko).

N. je z nami od kiedy stabilnie i pewnie zaczęła siedzieć (okolice 7. miesiąca). Zmiksowanym jedzeniem od początku gardziła, podobnie jak gotowymi daniami ze słoika (w przeciwieństwie do brata). Cóż było robić? Dostała kawałek jabłka (kurczak z leadu to tylko tania prowokacja, wybaczcie ;)), później chleba, banana, owsiankę etc. i tak nam poszło. Były momenty, że wstrzymywałam oddech – gdy coś jej utknęło w gardle, ale trwały ułamki sekund – N. dzielnie wszystko odkrztuszała i pałaszowała dalej ze smakiem. Dzisiaj w menu ma takie frykasy jak ogórki kiszone, kapary czy bakłażany, nie wspominając o kawie, za którą – odkąd nieopatrznie dałam jej kiedyś spróbować – dałaby się pokroić.

Untitled design (3)


Przed przystąpieniem do rozszerzania diety warto rozejrzeć się za kilkoma gadżetami, które usprawnią cały proces. No i co nieco poczytać. Nawet jeżeli nie planujecie metody Baby Led Weaning (choć gorąco polecam!), warto przejrzeć książkę „Ala’Antkowe BLW”. Znajdziecie w niej mnóstwo inspirujących przepisów na proste i pyszne dania dla całej rodziny.

ice-cream-vs-ali-1416203-1280x1920

Po drugą z pozycji – „Moje dziecko nie chce jeść” autorstwa Carlosa Gonzaleza, sięgnijcie natychmiast, gdy coś związanego z jedzeniem Waszych dzieci Was zaniepokoi. Carlos ze swadą rozprawia się z wieloma mitami na temat żywienia najmłodszych, a po lekturze jego książki nawet rodzice skrajnych niejadków oddychają z olbrzymią ulgą. Warto!

Polecam Wam też kubeczek Doidy Cup – dzięki specjalnemu kształtowi o wiele łatwiej z niego pić, choć wylewanie idzie równie sprawie, co ze zwykłej szklanki ;-) N. wychowuje się bez smoczka i butelki – od początku rozszerzania diety dostawała wodę w Doidy i dziś – po pięciu miesiącach tej przygody – picie (samodzielne) idzie jej całkiem sprawnie. Śliniaki i śliniako-fartuszki już szykuję – przydadzą się jesienią i zimą (teraz, gdy za oknem praży słońce, do jedzenia ściągamy zazwyczaj bluzkę, a później prosto z krzesełka do kramienia lądujemy w wannie), a za kilka miesięcy przydadzą się też do malowania farbami. Na oku mam jeszcze kubek-niewysypek. Myślę, że to całkiem sympatyczny gadżet, choć go nie testowaliśmy.

Garść rad na dobry początek

  • przed rozpoczęciem misji „jedzenie” wypij melisę
  • nie poganiaj, nie wpychaj do dzioba, nie udawaj chorej/smutnej/złej („no, jeszcze łyżeczka bo się pogniewamy/za zdrowie mamusi/będzie mi przykro)!”
  • wypij kolejną melisę
  • nie zadręczaj się – niektóre dzieci nie lubią jeść i już <kiedyś im przejdzie>; jeżeli wszystkie wyniki są w normie, pozostaje zaakceptować taki stan rzeczy. Mimo wszystko martwisz się? Przeczytaj książkę „Moje dziecko nie chce jeść” (patrz wyżej)
  • nie rezygnuj – to, że dziś dziecię gardzi ziemniakiem, nie znaczy, że wzgardzi nim za tydzień
  • proponuj, zachęcaj, ale NIGDY nie ganiaj po domu z łyżeczką; zapomnij też o bajkach puszczanych do kolacji – to pierwszy krok do zaburzeń odżywiania
  • jedzcie wszyscy razem – wtedy lepiej smakuje!
  • pozwól na samodzielność (wypij melisę). Że niby rękoma się nie je? Pff, właśnie tak jest najlepiej!
  • nastaw się na szkody (i moralne, i fizyczne). Ściany w kuchni już nigdy nie będą takie same!


Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.