Rzepy-czepy. Kreatywna zabawka dla małych i dużych (RECENZJA)

0

Zając się w tym roku wyjątkowo spisał! Rzepy, które przyniósł w wielkanocnym koszyczku z prezentami, zdetronizowały najukochańszy do tej pory piasek kinetyczny i niepodzielnie królują u nas w domu od kilku dni. Nie mam wątpliwości – to pewnie nie będzie szczególnie długa miłość, ale i tak miło popatrzeć, jak dzieciaki – i 4,5-latek, i 20-miesięczniak, mają frajdę z zabawy (momentami, uwaga, nawet wspólnej! ha!)

Na anglojęzycznych blogach mają trochę złą prasę – gdy zabawka zadebiutowała na rynku pojawiły się głosy, że jest niebezpieczna dla posiadaczek bujnych czupryn, bo wplątuje się w kosmyki i za nic w świecie nie chce z nich wyjść. Nie mam pojęcia, jak to możliwe, bo nasze rzepy – sprawdziłam to natychmiast po otwarciu pudełka – nieszczególnie polubiły nasze włosy i wcale się do nich nie przyczepiały. Mam wrażenie, że trzeba się nieźle nakombinować, by dokonać takich cudów, choć – jak wiadomo – dziecko potrafi! Dlatego jestem skłonna uwierzyć, że ktoś przez kulki, a raczej ich mozolne wyczesywanie, miał zmarnowane popołudnie, nie wydaje mi się jednak, by był to powszechny problem. W ostateczności – do zabawy – można zapleść warkocz.

Rzepy – w zależności od zestawu – to zbiór kilkudziesięciu lub kilkuset kolorowych, kolczastych piłeczek wielkości małych wiśni. Bawiliście się w dzieciństwie przyklejaniem kulek łopianu (zwanych też dziadami) na plecy towarzyszów zabawy? To już wiecie o co chodzi. Rzepy ze sklepu są jednak dużo przyjemniejsze w dotyku i tak łatwo nie sczepiają się z ubraniami.

i-spin-master-bunchems-kolorowe-rzepy-zestaw-406-el-73308

Rzepy Spin master Bunchens, 400 el.

Z kulek można wyczarować co tylko dusza zapragnie. Węże, sowy, smoki, dinozaury, ptaki, koty, ludziki – ograniczeniem jest w zasadzie tylko wyobraźnia. Do zestawu dołączone są różne akcesoria – kapelusze, oczy, uśmiechy, skrzydła czy nogi, które pomagają stworzyć figurkę. 4,5-latkowi bardzo spodobała się szorstka faktura kulek i fakt, że może je składać nieskończoną ilość razy z przeróżnych konfiguracjach. Gdy znudziło nam się tworzenie dziwnych stworów, robiliśmy literki i cyfry (ah ta nienachalna edukacja domowa ;-)), a gdy zapragnęłam na ten tychmiast kawy, poprosiłam Dziedzica, by poczuł siostrę kolorów. Wczuł się w rolę nauczyciela równie dobrze jak ja chwilę wcześniej – odczepiał po jednej kulce i prosił, by młoda segregowała je kolorami – czerwone do czerwonych, zielone do zielonych itp. Porządkowanie zajęło im dobre dwadzieścia minut, a teraz chętnie do tej zabawy wracają. Co ważne, sprzątanie ogranicza się do zgarnięcia kulek i sklejeniu ich w jedną całość – to niewątpliwa kolejna zaleta zabawki.

Polecamy!

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.