Jak kupić wyprawkę i nie zbankrutować? Mój patent

0

Kiedy? Jak? Dlaczego? Na wakacje oddawałam małego chłopca, a po trzech tygodniach do domu wrócił wyrośnięty byk! Znad morza przywiózł odzywki zupełnie nie licujące z powagą przedszkolaka, przykrótkie spodnie i buty „cisną, ale wytrzymam, mama!”.

Właściwie CAŁĄ garderobę mamy do wymiany – skarpety się skurczyły, spodnie osiągnęły najmodniejszą w tym sezonie długość i zaczynają się przed kostką, a buty są ewidentnie za ciasne, choć Dziedzic przekonuje, że nie jest najgorzej i ciśnie „tylko tlochę”. Najlepsza sytuacja jest na froncie t-shirtów, bo tu rzadko trafiam z rozmiarem i kupuję przydługie – od razu na dwa sezony, ale ze dwa-trzy poplamione egzemplarze też są do wymiany.

A wymianę i zapas na jesień zaczynam już dziś – gdy lato trwa w najlepsze i gdy w sklepach trwają duże wyprzedaże. Rok temu przekonałam się, że to najlepszy sposób, by przy kompletowaniu wyprawki nie splajtować. Owszem – rozmiarówka jest przebrana i trzeba się ciut natrudzić, by znaleźć odpowiednie rzeczy, ale gra jest warta świeczki – w kieszeni zostaje sporo pieniędzy! Czasem szaleję i kupuję też letnie rzeczy na przyszłe wakacje (o rozmiar-dwa za duże), choć, przyznam, system nie zawsze się sprawdza – właśnie odebrałam pakę zamówioną dla Siostry Dziedzica. Okazało się, że 90 proc. rzeczy jest na nią dobrych już dziś, ale tak ładnie w nich wygląda, że szkoda oddawać ;-)

A dla Dziedzica właśnie zamówiłam takie rzeczy. Przed przeceną wyszłoby 320 zł; Po – 177 zł. Warto? Warto!

Wszystkie ubrania ze Smyka; Po więcej kliknijcie TUTAJ – po wybraniu produktu przekieruje Was na stronę sklepu

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.