Zdziwicie się, że tak można! GENIALNY pomysł na podzielenie urlopu rodzicielskiego

0

Od kilku tygodni publikuję Wasze historie – historie o tym, jak próbujecie się odnaleźć w nowej, kosmicznej rzeczywistości, czyli chwilę po narodzinach dziecka. Myślę – i sądząc po licznych komentarzach, nie ja jedyna – że pierwsze dni, tygodnie, miesiące z człowiekiem, do którego zapomniano dołączyć instrukcję obsługi, mogą być koszmarnie trudne. Trudne i monotonne do wyrzygania. Dlatego tak genialny wydał mi się patent Michała i Asi, którzy w nietypowy sposób podzielili urlop rodzicielski. Przeczytajcie koniecznie, bo to pomysł warty skopiowania!

Na początek jeszcze kilka krzepiących statystyk – w Polsce, z roku na rok, rośnie liczba facetów, którzy zostają w domu z dziećmi. I to nie na godzinę, czy dwie, tylko na całe dni i tygodnie – na urlopie ojcowskim (dwa tygodnie), macierzyńskim (6 tygodni; może je przekazać ojcu kobieta) lub rodzielskim (nawet 32 tygodnie).  W tym roku, według szacunków ZUS, z takiej opcji skorzysta nawet 200 tys. panów. Oczywiście przeważająca większość weźmie urlop ojcowski, ale coraz częściej panowie decydują się na kilkumiesięczne porzucenie biura na rzecz piaskownicy.

ZOBACZ KONIECZNIE: Pięć rzeczy, które zaskoczy cię po porodzie

Chcecie sprezentować swoim facetom wartościową książkę? Z całego serca polecam krótką, napisaną bardzo przystępnym językiem pozycję Jespera Juula „Być mężem i ojcem„. Juul to skandynawski guru nowoczesnego, bliskiego podejścia do dzieci  

Jednym z nich był właśnie Michał. – Pracować będę do końca życia, ojcem pierwszy raz jestem tylko raz. Nie wahałem się ani chwili i nie żałuję ani sekundy! – powiedział mi chwilę po zakończeniu siedmiomiesięcznego urlopu rodzicielskiego. Przez ten czas zajmował się synkiem. Ale nie sam.

-Doszukałem się w przepisach fajnej rzeczy – że urlop rodzicielski można dzielić z drugą osobą 50/50. Postanowiliśmy z żoną skorzystać z takiej opcji. Pracodawca początkowo był zdziwiony, ale de facto prawo stało po naszej stronie – nie mógł się nie zgodzić. I tak przez 32 tygodnie, na przemian – jeden tydzień pracowałem ja, a żona była z dzieckiem, drugi – na odwrót – wyjaśnia Michał.

>>>>>>>>Czytaj koniecznie wpis, od którego się zaczęło: Niech ktoś wreszcie napisze, że początki macierzyństwa to horror<<<<<<<<<<

Rozwiązanie wydaje mi się genialne i myślę, że ma – z punktu widzenia rodziny – same plusy. Tata, który zazwyczaj w pierwszych miesiącach nie partycypuje mocno w życiu dziecka, staje się stale obecny, więc mogą zbudować silną, szczerą relację. Mama nie zdąży się zmęczyć i sfrustrować opieką nad dzieckiem, praniem i gotowaniem, bo tydzień mija szybko, a po nim biegnie do pracy i zajmuje głowę czym innym, niż rosnące w bólach zęby czy brak kupy od trzech dni. 

I Michał, i jego żona Asia bardzo sobie chwalą to rozwiązanie, a sądząc po wiecznie zadowolonej mince ich synka Arka, on również! – Ostatnio byliśmy u rodziny. Byli w szoku, że gdy syn potrzebował całusa czy przytulasa, bo np. się przewrócił, nie robiło mu różnicy, czy pójdzie do taty czy do mamy. Jest po prostu w równym stopniu z nami związany – opowiada Asia.

Jak dla mnie bomba! A Wy co sądzicie o takim pomyśle? Czekam na komentarze!

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.