Złość, niechęć do rozstań i inne, trudne zachowania trzylatków. Co robić, jak reagować? (LIST)

0

Złość i bunt trzylatka – temat wraca jak bumerang i pewnie każdy z nas, rodziców, się z nim spotkał. Albo spotka – jak nie teraz, to później, bo w rodzicielstwie nie ma dróg na skróty, a co się odwlecze, to nie uciecze ;-) Czemu akurat teraz o tym piszę? Bo o pomoc poprosiła Pani Grażyna, babcia 3,5-latka.

Pani Grażyna napisała tak: „Witam! Jestem babcią trzy i pół latka. Wnuczek to wspaniały i inteligentny chłopiec, ale często miewa napady płaczu i złości, bardzo spektakularne i nieadekwatne do sytuacji. Ostatnio bardzo dużym problemem są rozstania , nie tylko z mamą w przedszkolu (a chodzi tam już od roku), ale bardzo płacze i przeżywa, gdy tata wychodzi do pracy , albo np. ja chcę wyjść po wizycie. Zdarzył się problem z koszmarem sennym. Pomóżcie co robić, bo problem robi się spory i trudny. Jak reagować, co robić by wizyty u wnuczka nie dominował strach z myślą o ciężkim rozstaniu. Ostatnio widziałam łzy w oczach synowej, gdy wychodziłam – mam wrażenie, że bardzo to przeżywa i załamuje się”.

Bunt trzylatka – jak sobie radzić?

Pani Grażyno, na początek – gratuluję! Pani wnuk to fantastyczny, zdrowy 3,5-latek! Opisywane przez Panią zachowania to norma – tak właśnie postępuje wiele dzieci w tym wieku. Autorzy książki „Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat” tak opisują przeciętnego trzyipółlatka:

„Trudnościom motorycznym i językowym często towarzyszą ogromne kłopoty w stosunkach z innymi ludźmi. Trzyipółlatek wyraża poczucie braku bezpieczeństwa częstym płaczem i zapytywaniem matki: „Kochasz mnie?”albo też pretensją: „Nie kochasz mnie już!”(…) Emocjonalne skrajności, w które popada – w jednej chwili bardzo niezmiały, w drugiej zuchwały do przesady – sprawiają, że jako uczestnik sytuacji społecznych nie wzbudza zaufania”

Chwiejność emocjonalna i lęk separacyjny to zresztą domena nie tylko 3,5-latków – według psychologów, począwszy od urodzenia, średnio co pół roku dzieci wpadają w fazę nierównowagi, która przeplata się z lepszymi momentami. Oczywiście – u jednych dzieci okres nierównowagi będzie spektakularny i da się wszystkim w kość, u innych – trudny do uchwycenia – wszystko zależy od charakteru i osobowości.

Jak może Pani pomóc wnukowi? Nie ma chyba innej lepszej drogi, niż AKCEPTACJA i zrozumienie jego uczuć, towarzyszenie mu w nich – bez oceniania, komentowania, moralizowania. Czyli – gryziemy się w język i zapominamy o wszystkich tekstach, jakie przychodzą nam w trudnych momentach do głowy typu: „nie przesadzaj, nic się nie stało”, „nie płacz, nie ma powodu”, „uspokój się, tak się nie zachowują przedszkolaki” etc.

Co zamiast? W moim domu świetnie sprawdza się w takich momentach NAZYWANIE EMOCJI („jesteś wściekły, bo musimy już iść, a chciałbyś jeszcze zostać”; „jest ci smutno, bo nie lubisz się rozstawać z mamą/babcią”, „zezłościłeś się, bo chciałeś jeszcze oglądać bajkę, a ja wyłączyłam” etc.). Czasem pomaga fantazjowanie („ale byłoby super, gdyby babcia mogła pojawić się u Ciebie zawsze wtedy, gdy tylko o tym pomyślisz”), czasem – zwykła obecność i cierpliwość.

Staram się pamiętać o tym, że w momencie największego kryzysu odwoływanie się do rozsądku czy przekonywanie do własnych racji jest kompletnie bez sensu, a wręcz przynosi odwrotny skutek – dziecko jeszcze bardziej się złości i zamyka w sobie. Na rozmowy przychodzi czas, jak emocje – i moje, i dziecka – opadną.

Pisze Pani, że chłopiec reaguje „spektakularnie i nieadekwatnie do sytuacji” – wyobrażam sobie, jak to może wyglądać i doskonale wiem, że nie jest łatwo towarzyszyć wtedy dziecku, ale mi w takich momentach pomaga myśl, że ono NIE ROBI tego na złość czy z wyrachowania – po prostu inaczej nie umie. Co tu zresztą dużo gadać – wystarczy rozejrzeć się w koło by zobaczyć, że wielu dorosłych nie posiadło umiejętności cywilizowanego wyrażania złości – naiwnością byłoby więc oczekiwać tego od 3,5-latka.

Złość i żal to naturalne, potrzebne emocje – nie można ganić dziecka, że je przeżywa, bo niczego dobrego w przyszłości to nie przyniesie, warto natomiast pokazywać, jak sobie z takimi trudnymi emocjami radzić.

ZOBACZ KONIECZNIE: „Już nigdy nie będziesz moją mamą”, czyli o gniewie 4-latka 

Bunt trzylatka – kłopoty z rozstaniem

Kłopoty z rozstaniami są oczywiście przejściowe i niebawem przycichną lub całkiem miną – by pojawić się znów za jakiś czas…Przyznam szczerze, że mój pięcioletni syn do dziś nienawidzi rozstawać się ze swoją babcią, a moją mamą – niemal za każdym razem płacze i barykaduje drzwi. Oczywiście, im bardziej jest zmęczony, tym ciężej znosi całą sytuację, staram się więc nie przeciągać pożegnań i wychodzić raczej pięć minut wcześniej niż o pięć minut za późno.

Trudne, nawet bardzo, rozstania w przedszkolu też przerabialiśmy, a właściwie wciąż przerabiamy. W przypadku syna pomogła zmiana osoby odprowadzającej (z mamy na tatę), w przypadku córki takie rozwiązanie nie jest możliwe. Co więc robię? Przed wejściem na salę staram się jej poświęcić tyle czasu, ile potrzebuje (nie jest to rozwiązanie idealne, bo spóźniam się przez to do pracy) – tulimy się, rozmawiamy i po jakimś czasie ona jest zazwyczaj gotowa, by wejść i podejmuje tę decyzję sama, choć zdarzało mi się – niestety – zostawić ją płaczącą. Staram się unikać takich sytuacji, ale jeżeli się przytrafią upewniam się, że chwilę po tej rozpaczy córka się uspokaja – to znak, że choć samo rozstanie jest ponad jej siły tego dnia, w przedszkolu czuje się bezpiecznie i dobrze. Jeżeli podobnie jest z Pani wnukiem – ciężko mu się rozstać rano z mamą, ale po wejściu na salę szybko odzyskuje równowagę – nie martwiłabym się zanadto. To zupełnie normalne i minie.

CZYTAJ TEŻ: Bicie, plucie, dąsy. Jak pomóc przetrwać dziecku okresy buntu?

 

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.