Złość bywa destrukcyjna, ale to prezent, który warto odpakować (WYWIAD)

1

Są dwie wiadomości – jedna dobra, druga zła. Dobra jest taka, że złość, która niszczy naszą więź z dziećmi, i której tak bardzo nie lubimy, można oswoić i ucywilizować. Czyli – wyrażać ją konstruktywnie, bez oskarżających krzyków i pełnych irytacji westchnień. A zła? Zła jest taka, że samo to się nie zrobi. Aby zmienić relację w rodzinie, należy najpierw mocno popracować nad sobą.

Z pomocą może przyjść Nonviolent Communication, czyli Porozumienie bez przemocy. Czym jest NVC? Najkrócej mówią – sposobem komunikacji opartym na szacunku, empatii i zrozumieniu. Zobaczcie, co o złości powiedziała mi Emilia Kulpa-Nowak, jedna z promotorek i nauczycielek NVC w Polsce.

Panowanie nad złością to chyba jedno z największych wyzwań rodzicielstwa. Ma Pani podobne wrażenie? Dlaczego tak się dzieje?

Tak, widzę wyraźnie, że dzieci stają się naszymi największymi nauczycielami, a złość jest tematem, który często ukazuje się nam w pełni. Myślę, że to, czego mamy się na tej lekcji nauczyć, to wcale nie jest panowanie nad swoją złością, unikanie jej, ujarzmianie, ale odczytywanie jej i wyciąganie z niej nauki na tu i teraz. Złość przychodzi do nas bowiem z informacją, z ważną sprawą – jest prezentem, który warto odpakować, by tę informację uzyskać. W środku kryją się nasze ważne potrzeby! Skoro przyszła złość, to znaczy, że one są bardzo niezaspokojone. A my, będąc rodzicami, często zapominamy o naszych potrzebach, stawiając na pierwszym miejscu potrzeby naszych dzieci i czasami już tylko złość może nas z tej postawy wyrwać.

No dobrze. Wiem, że za moim krzykiem stoi, powiedzmy, potrzeba odpoczynku. Ale wciąż nic mi to nie daje. Jak krzyczałam, tak krzyczę, choć nie chcę. Wieczorem kładę się spać z myślą, że w zawodach na najgorszą matkę świata wygrałabym w przedbiegach.
No tak, a Ty byś chciała być tą najlepszą matką, tak?

Jasne. Myślę, że każda z nas by chciała.
I właśnie ten sposób myślenia ściąga na nas kłopoty! Chcemy być najlepszymi matkami, wypruwamy sobie żyły, rywalizujemy, stajemy w zawodach… To bez sensu – to właśnie prowadzi nas niezawodnie do złości! W NVC (skrót od Nonviolent communiacation, czyli porozumienia bez przemocy), które jest nie tylko moim narzędziem pracy, ale też daje mi dużo w życiu, mówimy, że porównywanie, ocenianie, sprawdzanie, jest językiem szakala, czyli nie sprzyja nam, naszemu dobrostanowi, dobremu samopoczuciu, a przede wszystkim – naszym relacjom (i to zarówno z sobą samym, jak i z innymi ludźmi). Jeśli chcę być lepszą matką niż moja przyjaciółka to jak się jej będę mogła wyżalić, gdy mi nie wychodzi? Jak będę mogła ją wesprzeć, gdy będzie podpierać się nosem, jak się naradzić w wątpliwościach? NVC podpowiada, by patrzeć na siebie i na innych przez pryzmat faktów…

Czyli jak?
Opisując, to co się dzieje, a nie oceniając. Opis to „Jaś nie chce się ubrać”, a ocena: „on mi znowu specjalnie robi na złość!”. NVC  namawia też, by dostrzec, że nasze relacje, nasze życie jest dynamiczne i w każdej chwili możemy mieć do czynienia z czymś innym. Na przykład – dziś miałam cudowną, głęboką rozmowę z synem, rozumieliśmy się, mówiliśmy o ważnych rzeczach, ale po szkole już tylko na mnie burczał. Jeśli widzę jego i siebie dynamicznie, to mogę przyjąć jedno i drugie. Ale jeżeli po porannej rozmowie nadam sobie miano najlepszej matki, a jemu – cudownego syna, to po szkole będę bardziej skłonna załamać się lub wpaść w złość, niż gdybym przyjęła, że czasami jest tak, a innym razem – inaczej i teraz właśnie mam do czynienia z tym „inaczej”.

źródło: NVClab.pl

Czyli po pierwsze – nie oceniać, tylko opisywać, a po drugie – pamiętać o tym, że relacje są zmienne.  Tylko jak te zasady zastosować w praktyce, skoro całe życie robiliśmy inaczej?
Znowu to powiem – możemy uczyć się od naszych dzieci! Dzieci naturalnie używają języka w stylu NVC, nie muszą się tego uczyć. Niestety my je tego oduczamy, ale może pora przestać? Nasze dzieci mówią: „mamo, patrz! ten pan ma kapelusz” (to są czyste fakty!), albo: „mamo, zobacz, masz plamę na bluzce”. Ale nie powiedzą, że jesteś brudną fleją…Dla mnie osobiście ten pierwszy krok był łatwy do opanowania. Oczywiście czasami posługuję się interpretacjami, ale zwykle jestem w pełni świadoma, że właśnie to robię.

Przełóżmy to na konkret. Klasyka gatunku: zbliża się dwudziesta, pora iść spać, ale dzieci mają inny pomysł – właśnie okładają się pięściami, bo jedno drugiemu zabrało zabawkę. Jest pisk, krzyk, na który mam ochotę zareagować też krzykiem. Jak zakładam, z NVC wiele wspólnego nie ma. Co mam zatem robić?
NVC nie zakazuje krzyczeć. To idea zgodnie z którą mamy być żywi i autentyczni, a nie mili i martwi. Możemy krzyczeć o tym, co dla nas ważne, tylko tak, by nie ranić drugiego człowieka, na którym nam zależy. Co robić? Najpierw zastanowić się, co się tak naprawdę dzieje (fakty: jest 20, Janek wziął Kasi klocki, Kasia płacze) i czego JA w tej sytuacji potrzebuję (może spokoju, może sprawczości i wpływu, może odpoczynku albo efektywności?)

źródło: NVClab,pl

Janek wziął Kasi klocki, Kasia płacze, a ja mam ochotę zaraz wybuchnąć, bo liczyłam, że o tej porze już będą dawno spać, a ja popracuję.
I przez nich nie możesz pracować?

Nie mogę. Muszę położyć ich spać, a prze awanturę, która właśnie się rozegrała, wszystko się opóźni. Tak bardzo, że będę już zbyt zmęczona, by cokolwiek zrobić. Jak sobie to uświadamiam, trafia mnie szlag.
Powiedziałabym, że szlag Cię trafia dlatego, że miałaś oczekiwania, jedynie słuszną wersję wieczoru i gdy ona się nie może zrealizować – czujesz złość. Rosenberg mawiał, że złość pokazuje nam, że bardzo czegoś chcemy i że nie będziemy tego mieć. A gdy wejdziemy w energię: to przez nich nie mogę pracować spokojnie, nie mogę odpocząć, bo mi tu jęczą, wówczas zagotujemy się na pewno i nie uda nam się ani zrealizować naszego planu, ani wejść z dziećmi w kontakt – same straty!

Porzucenie tych myśli sprawi, że nie wybuchnę? Wydaje się bardzo proste…w teorii.
Nie zachęcam do porzucania, ale do ich przyjmowania i próby zrozumienia. Te myśli są. Nie warto ich nakręcać i dawać się ponosić, bo łatwo wpaść w czarną dziurę bycia ostatnim, nieważnym, i ogólnie myślenia, że cały świat jest przeciwko nam. Ale udawanie, że nie przyszła nam żadna oskarżająca myśl do głowy też nie jest wskazane: warto złapać te myśli, zobaczyć, posłuchać, o czym ważnym mi mówią. Bo one często mówią nam o naszych potrzebach. Z kolei kontakt z potrzebami daje pole dla empatii dla siebie i dla moich dzieci: mogę je zobaczyć z ich potrzebami i pragnieniami, pogadać z nimi, ustalić coś, co będzie nam odpowiadać. I zrobię to z miejsca kontaktu, relacji, będąc z nimi w porozumieniu i dając się zobaczyć. Chodzi o to, by energię złości zamienić w energię do działania.

Nie zachęcam do porzucania, ale do ich przyjmowania i próby zrozumienia. Te myśli są. Nie warto ich nakręcać i dawać się ponosić, bo łatwo wpaść w czarną dziurę bycia ostatnim, nieważnym, i ogólnie myślenia, że cały świat jest przeciwko nam

Jaki komunikat, w miejsce standardowych, oskarżycielskich „jak zwykle się kłócicie”, „czy nie możecie choć raz…” itp., byłby dobry w tej sytuacji?
Jeśli już wiem, o co mi chodzi – tzn. dałam sobie empatię i wiem, jakie ważne potrzeby dopominają się uwagi, to już nie potrzebuję cudownych komunikatów, które zaczarują moje dzieci. W naszym przykładzie to może być potrzeba odpoczynku, komfortu, porządku, ale też np. przynależności – bo moje koleżanki też pracują wieczorami, albo akceptacji – bo chciałam przygotować ważny projekt i jutro nim „zabłysnąć”. W NVC priorytetem jest kontakt, a więc sprawdzam, co teraz jest ważne dla nich. Czy Kasia chciałaby sama decydować, kto i kiedy bawi się jej klockami? Czy Janek chciałby zaprosić Kasię i mnie do radosnej zabawy? Dzieje się właśnie ważna chwila – niby zwykłe pójście spać, jak co wieczór, ale może właśnie ten moment spotkania i zrozumienia się nawzajem jest ważniejszy niż moje plany zawodowe? Może gdy usłyszę dzieci, to będę chciała, z własnego wyboru, spędzić z nimi radosne 20 minut i potem oni szybko położą się spać, a ja usiądę do komputera? A może przytulimy się i zaśniemy wszyscy razem, a komputer poczeka do jutra?

Jak się zabrać do praktykowania NVC jeżeli wcześniej nigdy nie miałyśmy z nim do czynienia? Jak postawić pierwszy krok, o czym przede wszystkim pamiętać?
Często słyszę to pytanie i jak dotąd mam tylko jedną odpowiedź: inspirowanie się, czytanie książek i artykułów może bardzo nam pomóc, ale to, co jest kluczowe – w moim odczuciu – to pójść na warsztat i poćwiczyć empatię. To podstawowe narzędzie, wokół którego narosło wiele nieporozumień i które warto odczuć, nie zrozumieć, by wiedzieć, o co chodzi. Już niemal w całej Polsce jest dostęp do warsztatów wielu różnych trenerów – można znaleźć coś dla siebie.

Mówi pani, że wokół terminu empatia narosło wiele nieporozumień. Dlaczego?
Czasami mówimy, że empatia to wczuwanie się w inną osobę, a to jest chyba niemożliwe! Empatia w ujęciu Rosenberga jest takim towarzyszeniem komuś (lub sobie), żeby z szacunkiem i akceptacją zauważyć, jakie uniwersalne potrzeby znajdują się za słowami lub czynami tej osoby. Potrzeby są tymi jakościami, które uwspólniają nam świat z innymi ludźmi, są uniwersalne i są motorem napędowym do działania. To np. potrzeba odpoczynku, decydowania o sobie, przynależności, integralności, zrozumienia, piękna i harmonii, zabawy i wiele innych. A więc gdy obdarowuję empatią siebie lub kogoś, to nie tyle czuję to, co on, ale wchodzę w głębsze porozumienie i na tym buduję nasz kontakt. Poszukujemy naprawdę najistotniejszych jakości w naszym życiu.

Czy to wszystko rzeczywiście działa? Czy odkąd poznała pani NVC jest pani lepszą wersją starej siebie?
Nie próbuję być lepszą wersją siebie, nie chcę spełniać wygórowanych standardów z kolorowych gazet. To, czego pragnę, to bliskości i miłości w naszej rodzinie. Porozumienia i poczucia przynależności. I tak – to dostaję. I to czasami tyle, że można byłoby obdarować wiele osób!

Jakie książki poleciłaby pani żółtodziobom?
Na naszej stronie nvclab.pl jest zakładka o NVC – tam można przeczytać o tym, jakie są założenia tego podejścia. Publikujemy także artykuły, m.in na tematy, które często nurtują rodziców – o myciu zębów, potrzebach, wstydzie itd. Na YT są nagrania wykładów Marshalla B. Rosenberga. Jeśli ktoś chce przeczytać książkę, to bardzo lubię „Dogadać się z dzieckiem” Joanny Berendt i Magdaleny Sendor, Polecam także „Szakal i żyrafa w nas” oraz w zasadzie każdą inną – jest ich na polskim rynku coraz więcej.

Żyrafa i szakal w nas, Justine Mol, 26 zł; Dogadać się z dzieckiem, Joanna Berendt, Magdalena Sendor, 

Emilia Kulpa-Nowak to dziennikarka i trenerka, uczestniczka wielu zaawansowanych kursów NVC i absolwentka studiów NVC. Tworzy NVCLab.pl, gdzie prowadzi i organizuje szkolenia

Udostępnij

1 komentarz

  1. Szynobusy już kupione i bardzo dobrze, powinny tylko jeździć częściej. Byłyby drugim środkiem transportu mieście, jeszcze tylko wprowadzić tramwaje i trolejbusy na niektórych odcinkach miasta i byłoby ok 😉

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.