Data publikacji:

Chustoświrki. Żyją, by nosić (i kupować!)

Autor: Justyna Mazur

Drobne kłamstewka, tajne zakupy, wydawanie ostatniego grosza na nową "szmatę". Witajcie w świecie chustoświrek!

Widziałam w życiu wiele uzależnień, ale to zdecydowanie jest najsympatyczniejsze. No i, co istotne, stosunkowo szybko się kończy, bo ostatecznie przychodzi ten straszny moment, że najmłodsze dziecko wyrasta z noszenia i nawet przekupstwem nie da się go do tego namówić. Wtedy chustoświrka przechodzi na emeryturę i wyprzedaje stos, czyli zgromadzone zapasy. A te, uwierzcie mi, bywają gigantyczne. Aśka, jedna z moich bohaterek, chust ma niemal...50.

ZOBACZ KONIECZNIE: 4 powody, dla których warto nosić dziecko w chuście

- Najtańsze za 150-200 zł, najdroższe - za 2 tys. Trochę się tego uzbierało. Ciężko było mi się rozstać z ulubionymi, a że nosiłam po kolei troje dzieci, stos rósł i rósł. Tak, zdarzało się kupować w tajemnicy przed mężem. Albo mówić, że nowa chusta przyszła tylko na wymianę i transakcja była bezgotówkowa - śmieje się Asia dodając, że nigdy nie posądzałaby siebie o duszę kolekcjonera. A jednak.

W zajrzyj TUTAJ

Chustoświrką stała się przez przypadek. Gdy urodziła pierwsze dziecko koleżanka poleciła jej chustę. Aśka nie do końca była przekonana - 10 lat temu nie było to aż tak popularne. Ale gdy jej nieodkładalne dziecko usnęło jak anioł chwilę po zamotaniu, była pewna, że chusta pozostanie z nimi na dłużej. - Jak patrzę na zdjęcia i pierwsze motania, aż łapię się za głowę. Chusta niedociągnięta, duże luzy...ale mina Gniewka zawsze taka sama - pełna błogość i luzik - mówi Joanna.

Motać nauczyła się na kursie. Początkowo używała tylko najprostszego wiązania, tzw. kieszonki, ale apetyt rósł w miarę jedzenia. Gdy Gniewko z małego bobasa stał się wyrośniętym roczniakiem, zaczęła wrzucać go na plecy. - Przy drugim dziecku - Dobrusi, zrobiłam to z pół roku wcześniej. Już miałam wprawę, a noszenie z tyłu było zdecydowanie lepsze dla mojego kręgosłupa - wyjaśnia Asia. "Chustoświrstwo" przyszło właśnie przy córce.

TUTAJ

- Poznałam laski takie jak ja - maksymalnie wkręcone w noszenie. Chust jest na rynku mnóstwo - z różnym składem, w różnej kolorystyce, o różnej długości, kółkowe, normalne. Moim hobby stało się ich posiadanie. Jedni lubią mieć nowe buty, inni - chusty - wyjaśnia Aśka pospiesznie dodając apropos' butów, że przez te 8 lat "świrstwa" nową parę kupiła może ze trzy razy. Każda złotówka przeznaczana była na chusty albo nosidła. Urodziny, święta, imieniny - tu też dla wszystkich było oczywiste, czego sobie zażyczy. Stos rósł i rósł. Tak jak dzieci.

Największy  numer wywinął mi trzeci - Iwo. Nastawiałam się na dłuuuugie noszenie, bo czwartego dziecka już nie planujemy. Będąc w ciąży dokupiłam do stosu różne cudeńka. Tymczasem Iwo od urodzenia kochał noszenie, jak pozostała dwójka, ale dość szybko, ku mojej rozpaczy, z niego zrezygnował. Teraz ma 2,5 roku i zdecydowanie częściej wybiera własne nogi. Łudzę się, że nastąpi sensacyjny zwrot akcji, ale jego dziki temperament raczej nie napawa mnie optymistycznie. Chyba naprawdę czas na emeryturę - mówi Asia, lat 38.

Najlepsze jest to, że gdy sprzeda wszystkie swoje szmaty, wystarczy na porządną wycieczkę. Jak to na emeryturze!