Data publikacji:

Nadzieja za paczkę cukierków. Wchodzisz w to?

Autor: Justyna Mazur

To była scena jak z filmu - Dziedzic jechał na blok operacyjny, a my szliśmy obok, trzymając go za ręce i zapewniając, że wszystko będzie dobrze. Kiedy drzwi się za nim zatrzasnęły, runęłam w ramiona męża i przez długie minuty szlochałam, nie potrafiąc się uspokoić. Tak strasznie się o niego bałam!

Tak strasznie się bałam o swojego małego synka, który został sam, bez nas, w wielkiej, sterylnie czystej, białej sali. Synka, któremu za chwilę miano podłączyć kabelki i cały osprzęt medyczny. Synka, którego kocham nad życie i bez którego nie wyobrażam sobie tego świata. Ten strach nosiłam w sobie na długo przed i na długo po, choć...to był tylko rutynowy zabieg wycięcia trzeciego migdała. Trwał godzinę, a po niespełna trzech mogłam już z Dziedzicem lżejszym o "bociana w gardle" (tak mówił o przeszkadzającym mu migdale) rozmawiać. Nazajutrz wyszliśmy do domu i pobiegliśmy na plac zabaw, a po tygodniu Dziedzic brykał już po przedszkolnych korytarzach. Po szpitalnej przygodzie został jedynie siniec w zgięciu łokcia i dreny w uszach, których niebawem się pozbędziemy. Od tego czasu nie opuszcza mnie jedna myśl.

A co by było, gdyśmy mieli mniej szczęścia?

Gdyby nie chodziło o głupi trzeci migdał, tylko dwukilogramowego guza w brzuchu?

Gdyby operacja trwała nie godzinę, a pięć i była dziesiątą w jego czteroletnim życiu?

Gdyby pobyt w szpitalu trwał nie dwa dni, a dwa lata?

Gdyby lekarz powiedział mi: "Pożegnajcie się, bo zostało Wam mało czasu?"

...

Oni często to słyszą. Oni odprowadzają dzieci na blok operacyjny i nie mają pewności, czy jeszcze z nimi pogadają. Oni ze strachem zasypiają i z nim się budzą. Oni nie mogą zrobić nic - mogą tylko mieć nadzieję.

ZOBACZ KONIECZNIE: Znana onkolog z bardzo ważnym apelem do wszystkich rodziców

A co możemy zrobić my, rodzice zdrowych dzieci? My możemy im tę nadzieję podarować, albo tę nadzieję przedłużyć. Dla nas to kilka sekund i kilka złotych. Dla nich - wszystko, cały świat, całe życie.

Ceneo włączyło się po raz kolejny w akcję charytatywną na rzecz Fundacji na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową. Za pośrednictwem portalu, do końca grudnia, można kupować cegiełki. Najtańsza kosztuje zaledwie 5 zł! To tyle co paczka cukierków.

Cały dochód trafi do dzieci podejmujących heroiczną walkę z okrutnym i nieprzewidywalnym przeciwnikiem. A na co dokładnie?

  • na zakup drogich, nierefundowanych leków, finansowanie długofalowych, często eksperymentalnych terapii, wyposażenie kliniki Przylądek Nadziei w specjalistyczny sprzęt medyczny i rehabilitacyjny – na ten cel Fundacja przeznacza rocznie ok 2,5 mln zł.
  • na wyjazdy do renomowanych zagranicznych ośrodków na konsultacje u światowej klasy ekspertów specjalizujących się w leczeniu danego typu nowotworu oraz finansowanie turnusów rehabilitacyjnych – rocznie potrzeba na to kilkaset tysięcy złotych.
  • na rozwój autorskiego i jedynego w Polsce projektu Kliniki Mentalnej, w ramach którego najlepsi onkopsycholodzy otaczają specjalistyczną opieką całe rodziny małych pacjentów, a także zapewniają pomoc socjalną i rzeczową dla dzieci z ubogich środowisk – na te cele w ciągu roku wydawany jest milion złotych.
  • Tak brzmią rzeczowe wyliczenia specjalistów. Chcecie konkretów? Proszę. Cegiełka być może sprawi, że trzyletni, nieuleczalnie chory Nikodem spędzi więcej chwil w ramionach swojej mamy.  Że rodzice 1,5-rocznego Wiktora już nigdy nie usłyszą od lekarzy, że serce ich dziecka za moment przestanie bić. Że pięcioletni Maks w słonecznej Italii zje przepyszną pizzę i trafi na terapię, która da mu szansę na życie bez nowotworu i bez bólu.

    To co - paczka cukierków mniej, a w zamian nadzieja?