Data publikacji:

Wystarczy trochę...fasoli i makaronu, by w spokoju wypić kawę (a nawet dwie!)

Autor: Justyna Mazur

Uwielbiam przeglądać blogi inspirowane pedagogiką Montessori. Zachwycam się wtedy kreatywnością piszących mam, a w duchu zazdroszczę im dzieci, dla których durszlak i sznurek to najlepsze zabawki na świecie. Echę, myślę, moi co najwyżej zarzuciliby to sobie na głowę i udawali zakute łby vel rycerzy wiezionych przez konia.

Mimo to skusiłam się i zaproponowałam im taką właśnie - w duchu Montessori - zabawę. Nie uwierzycie - fasola i makaron zajęły moją szatańską dwójkę na długą chwilę! 19-miesięczna Siostra Dziedzica najpierw próbowała nadziać na spaghetti makaron w kształcie rurek, ale gdy tylko zorientowała się, że wymaga to dużo cierpliwości i uwagi, przerzuciła swoje zainteresowanie na przesypywanie rurek z jednej miski do drugiej. Była wniebowzięta, gdy dałam jej łyżeczkę i pokazałam, by robiła to właśnie w taki sposób. Pół godziny miałam załatwione, bo w tym czasie Dziedzic z przejęciem, łamiąc spaghetti i formując modelinę, robił dwa jeże, a później zrobił mini teatrzyk o przyjaciołach, którzy zgubili się w lesie.

Gdy po trzydziestu minutach makaron zaczął latać po całej kuchni stało się jasne, że coś trzeba zmienić. Wtedy właśnie do akcji wkroczyła fasola i kasza pęczak. Wymieszałam wszystko i poprosiłam Siostrę Dziedzica, by wszystko posegregowała. Kolejne pół godziny wyśmienitej zabawy zapewnione! Dziedzic w tym czasie zrobił proste liczydło z makaronu - kazał mi wbić pięć nitek spaghetti, na pierwszą nabił jedną rurkę, na każdą kolejną - o jedną więcej.

Popijałam tą kawę i nie wierzyłam własnym oczom!