Data publikacji:

Słodycze, a nadpobudliwość u dzieci - fakty i mity

Czy dzieci w Polsce mają nadwagę? Ma ją co czwarte i to rekord w Europie, czego dowiodły badania opublikowane w tym roku. Czy dzieci są nadpobudliwe? Nie spotkałam w ostatnich latach nauczyciela, który miałby w tej kwestii inne zdanie. Czy jest związek między złą dietą, a konkretnie dietą bogatą w cukier, a nadpobudliwością? Wielu psychologów twierdzi, że tak, ale trudno doszukać się badań, które by taki bezpośredni związek wykazywały.

Nauka a słodycze

Czy cukier wciąż krzepi? Przyjrzyjcie się twarzom ludzi w trakcie jedzenia. Czy zupa, lub najpiękniej podana i najzdrowsza surówka wywołują tyle euforii co kawałek tarty z mascarpone i malinami? No pewnie, że nie. Albo zwróćcie uwagę na ludzi, którzy wgapiają się w lodówkę z ciastami, jak im się oczy świecą! O cukrze wystarczy pomyśleć, by robiło nam się dobrze. Myśląc w ten sposób, cukier krzepi zdecydowanie. Z drugiej jednak strony wiemy na jego temat coraz więcej i zwykle nie są to już krzepiące informacje.

Bo może uzależniać, bo powoduje otyłość, cukrzycę, no i właśnie, może wywoływać nadpobudliwość u dzieci. W jednym z artykułów, psycholog dziecięcy Justyna Pokrzywka tłumaczy to tak: „ cukier powoduje gwałtowny przypływ energii i wprowadza w stan mocnego i nadmiernego pobudzenia.. Jednak po około godzinie energia zaczyna spadać.

Występuje wtedy stan niedocukrzenia, co powoduje drażliwość i nerwowość. Zwykle pomocne w tym stanie okazują się kolejne porcje słodkości, które rozładowują napięcie, ale niestety kolejny raz przyczyniają się do nadmiernego pobudzenia”. 
Z taką prawidłowością zgadzają się również dietetycy. Jednak trudno doszukać się badań, które jednoznacznie taki związek pokazują. A jedna z analiz amerykańskich naukowców:  Marka Wolraicha, Davida Wilsona i J. Wade White’a, wręcz jej przeczy. Naukowcy przyjrzeli się wszystkim dotychczasowym badaniom na ten temat i wysnuli wniosek, że cukier nie wpływa bezpośrednio na zachowanie, czy procesy poznawcze u dzieci, czyli nie sprawia, że są nadpobudliwe albo niegrzeczne. Tak, czy owak zgody naukowej w tej kwestii raczej nie ma. 

Rodzice a słodycze

Naiwnie wierzyłam w to, że w czasach, kiedy wszyscy naokoło fotografują co jedzą, chwalą się smakowymi doświadczeniami ze świata, czytają etykiety i książki nie tylko z przepisami, ale znaczeniem tych przepisów dla zdrowia, nikt już nie kupuje gotowców, a fast foody odwiedza się wyłącznie w trasie, z wyrzutami sumienia w zestawie. Wierzyłam, że przynajmniej części  świadomych matek udało się  uświadomić nawet własne matki, by te nie zapychały ich dzieci i wnuków tonami słodyczy. Wierzyłam do czasu, aż któregoś dnia, trochę przez przypadek, trafiłam na godzinę do takiego popularnego baru.
Choć była dopiero 10, w barze było tłoczno, ale wolne miejsce na kawę i laptop udało mi się znaleźć. Przez jakieś 30 minut, nie podnosiłam wzroku znad laptopa. Robiło się jednak coraz głośniej, więc gdy w końcu się oderwałam, w barze były już tłumy. Z dziećmi. Pani naprzeciw o 10.30 karmiła dziecko frytkami, chwaląc je za piękne, bo samodzielne popijanie czekoladowym szejkiem. 

Ojciec z boku namawiał syna na ciepłe ciasteczko, a gdy ten przejedzony frytkami, hamburgerem i kręconymi ziemniakami pokręcił przecząco głową, tata rozczarowany podsumował: „ nie to nie, przez tydzień nie będziesz miał okazji by takie zjeść”! Mały z poczucia winy musiał się zgodzić, a dumny tata poszedł kupić słodkości. Rodzina z boku musiała przyjechać z dość daleka, bo wyglądali na bardzo wygłodniałych. Na ich stole były wszystkie możliwe fastfoodowe dania, przegryzki, zagryzki, napoje, szejki i na deser obowiązkowo lody. A gdy się zbierali i mama zapinała małej córce zamek od kurtki, z kieszeni wypadły dwie krówki, których musiały chyba dawno nie wiedzieć, bo obie niesamowicie ucieszyły się na ich widok, rozpakowały i zjadły natychmiast. 
Wróciłam do domu i zapytałam Młodego naprędce : „ co dzieci przynoszą z domu na drugie śniadanie”? - „ Nic, bo rodzice dają im kasę, by sobie kupiły w sklepiku”. Co jest w sklepiku szkolnym? No przecież, że nie rukola! Może więc trzeba pytać nie o to ile słodyczy zjadają dzieci, lecz o to, ile wkładają im ich rodzice do ust? 

Słodycze w liczbach

Nawet nie próbowałam przeliczyć na łyżeczki ilości tego cukru, który na moich oczach rodzice wpychali w usta swoich dzieci w popularnym barze. Ale zrobiła to za mnie Sylwia Majcher, dziennikarka, blogerka, autorka niezwykle poczytnej książki „ Zero waste. Gotuję nie marnuję”. Przygotowując jeden ze swoich artykułów, zgromadziła dane, od których nie robi się słodko na duszy. „ Światowa Organizacja Zdrowia dokładnie policzyła, jaka ilość cukru jest bezpieczna dla dzieci. Maluchy nie powinny jeść więcej niż trzech łyżeczek dziennie. Ta granica bywa przekraczana zanim dziecko na dobre rozpocznie dzień, bo dostaje na śniadanie reklamowane przez producenta „zdrowe ciastka”, w których jest zdecydowanie więcej niż dopuszcza norma słodyczy.

Nawet 9 łyżeczek cukru może mieć woda smakowa, tak chętnie podawana najmłodszym, jako obowiązkowe nawodnienie. Doprawiane nim jest też pieczywo, ketchup, pizza, gotowe owsianki, jogurty czy owocowe serki. Lepiej więc dobrze policzyć, ile dawek cukru naprawdę zjada dziecko i wyeliminować jego nadwyżki”. Wynika z tego, że dwie łyżeczki dosypywane do herbaty, to tylko ułamek tego, co dziecko pochłania nieświadomie. 

Słodycze a agresja

Jeśli Światowa Organizacja Zdrowia dopuszcza w diecie dziecka 2-3 łyżeczki cukru dziennie, a z obserwacji własnych i informacji nt. zawartości cukru w produktach można wnioskować, że  dziecko zjada nie 2-3, a 20 łyżeczek cukru, to musi się znaleźć gdzieś bok, którym to wyjdzie. Może okazać się nim nadwaga, może cukrzyca, albo inne kłopoty ze zdrowiem. W kwestii nadpobudliwości, wygląda na to, że nie ma pełnej zgody, czy cukier ją powoduje, choć wahania nastroju po zjedzeniu kilku cukierków widzę nawet u siebie…;)

Pomijając jednak liczby i naukowe eksperymenty, wystarczy rzucić okiem na proporcje: jeśli do 20 łyżeczek cukru, doda się 6 godzin siedzenia na lekcjach i drugie tyle przed komputerem w domu, to ten przepis po prostu … nie może się udać.

Autorka: Katarzyna Berg