Dziecko chce, by płacić mu za sprzątanie! Co Wy na to? [SKOMENTUJCIE]

0

„Chciałbym, byście płacili mi 5 zł za każdorazowe posprzątanie pokoju” – powiedział ostatnio mój uroczy 11-latek. Zamarłam ze ścierą w dłoni, którą właśnie zbierałam kurz z półek. Miałam ochotę tą ścierą delikatnie przetrzepać myśli i pomysły Młodego (żeby nie było wątpliwości: nie uznają kar cielesnych i ich nie stosuję, co nie znaczy, że czasem ręce się nie rwą.) , ale tata Młodego ostudził emocje pytaniem: „a może to nie jest taki głupi pomysł”? TEKST: Katarzyna Berg

No właśnie, jest czy nie jest? We mnie budzi się sprzeciw i od razu odzywają głosy mamy, babci i cioć: ”dom to wspólne miejsce, o które każdy powinien dbać w podobnym zakresie obowiązków”! „dzieci powinny pomagać rodzicom”! „obowiązki w domu to nauka obowiązkowości”! Na koniec wrócił do mnie koronny „argument”, pewnie autorstwa mojej babci: „gówniarzowi się w głowie przewróciło!”. Gdy się jednak uporałam z tymi myśliami, siedliśmy z tatą Młodego do stołu i ruszyliśmy z dyskusją, wypisując argumenty na TAK i argumenty na NIE.

  • Tata: Kwota jest symboliczna, a jednak motywuje go do pracy.
  • Mama: Wysokość kwoty nie ma znaczenia, liczy się poczucie obowiązku.
  • Tata: Nas chowano wg. starej szkoły, która nakazywała oddać bliźniemu całkiem sporo swojego, uznając, że to co Twoje jest mało znaczące i summa summarum wychowała tabuny pełnych kompleksów ludzi.
  • Mama: A co złego jest w bezinteresowności? Dziś każdy myśli wyłącznie o zysku. Jeśli dziś mu zapłacisz, jutro nie poda Ci herbaty za darmo.

  • Tata: Niekoniecznie, jeśli mu wytłumaczysz, że w wielu sytuacjach w życiu, zwłaszcza wśród bliskich, warto być bezinteresownym, że bezinteresowność to dowód dobroci i miłości, a to sprzątanie pokoju potraktujemy wszyscy jako naukę zarabiania i oszczędzania.
  • Mama: Pytanie, czy 11-latek będzie potrafił rozdzielić te dwie sytuacje. On wciąż się uczy, chłonie nasze nawyki jak gąbka. A co gdy będzie starszy, w liceum kolega go poprosi, by wziął część jego roboty, a on będzie oczekiwał zadośćuczynienia?

Monopoly, czyli klasyka gatunku. Idealna na początek przygody z oszczędzaniem i racjonalnym kupowaniem; na zdjęciu edycja reprezentacyjna; od 93 zł

  • Tata: To prawda, jest ryzyko. A gdyby zrobić tak: co drugą sobotę Młody jedzie pomagać w schronisku dla zwierząt, a my co tydzień płacimy mu tego piątala za posprzątanie pokoju?

CO NA TO PSYCHOLOG? KOMENTUJE KAJA SOKOŁA FUNEZ

Temat edukacji finansowej zawsze dobrze wpłynie na dzieci, szczególnie w okresie, kiedy sprawdzają granice, kiedy poznają świat i uczą się sprytu życiowego. Jeśli rodzice się na nią zdecydują, to w jaki sposób zechcą uczyć jej swoje dzieci jest tak naprawdę drugorzędny.  Najważniejsze jest, aby w naszych postanowieniach być konsekwentnym. Dzięki temu będziemy uczyć nie tylko o finansach, ale też o stabilności, konkretności i solidności, czyli wartościach niezwykle ważnych w późniejszym dorosłym życiu. W moim przekonaniu w domu powinniśmy być wszyscy odpowiedzialni za utrzymywanie porządku, nawet jeśli nie w równym stopniu, to w stopniu równym do roli w rodzinie i wieku. 

Nie mnie rozsądzać, jak rodzice powinni edukować dzieci w kwestii finansów, bo to indywidualna kwestia, ale podzielę się pewną obserwacją – być może ku przestrodze. W USA rodzice się bardzo zagalopowali i często można spotkać dzieci, które np….nie chcą jeść, jak się im nie płaci. W Polsce też miałam spotkałam młodego pacjenta, który dostawał pieniądze za różne rzeczy. Kiedy mama zorientowała się, że musi zacząć chodzić z nim do psychologa, płaciła mu i za to – 100 zł było dla psychologa, 100 dla chłopca – za to, że przyszedł na wizytę… Niestety, nieumiejętne podchodząc do finansów, można zamiast edukacji zapewnić dziecku deprawację.
  • Mama: Schronisko jest generalnie super pomysłem, ale uczysz go znów interesowności opartej na zasadzie „coś za coś”.
  • Tata: To może dajmy mu tego piątaka za posprzątanie swojego i naszego pokoju.
  • Mama: No co Ty! Mam poczucie, że go wykorzystuję, bo władzę daje mi fakt, że to ja dysponują pieniądzem! To nauka: kto ma kasę, ten rządzi!
  • Tata: Ale tak jest w życiu!
  • Mama: Nie! W życiu jest też bezinteresowność!

Panorama nowoczesnego miasta stworzona na…komputerze. Znana gra SimCity uczy dzieciaki przedsiębiorczości; od 59 zł

  • Tata: Ale ja go z niej nie zwalniam! Musi robić coś pożytecznego, ale dlaczego ma się nie uczyć zarabiać, oszczędzać, odkładać?
  • Mama: To może lepiej niech zarabia u sąsiadów. Ostatnio byli zachwyceni, gdy wygrabił im wszystkie liście i dali mu dychę, proponując, by wpadał częściej….To rozwiązanie jakoś uspokaja moje matczyne serce..
  • Tata: Okej, pomysł niezły, ale Twojego spokoju nie rozumiem, bo to trochę jest tak, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal….

Ta nasza dyskusja toczyła się jeszcze długo i długo, raz spokojnie i raz nerwowo, oczywiście parę razy każde z nas wstawało i chciało ją kończyć, ale na szczęście obeszło się bez trzaskania drzwiami i jakiś konsensus osiągnęliśmy –  jest nim praca u sąsiada. Ale do końca żadne z nas przekonane nie jest… Stąd prośba do Was – napiszcie proszę, jak to jest w Waszych domach. Ja z kolei proponuję Wam dwie gry i super książkę o edukacji finansowej – „Bank taty” Davida Owena.

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.