“Jesteś rodzicem? Intuicja nie wystarczy!!!” (LIST)

0

Lubię takie zaangażowane listy, choć wiem, że niektórym mogą się wydać zbyt mocne i nachalne. Jestem jednak ciekawa Waszej opinii na temat, który tak poruszył Kamilę. Mejla od niej publikuję – oczywiście za jej zgodą – w całości.

“Czytam Twojego bloga często, ale nigdy nie odważyłam się, by skomentować tekst – ja raczej z tych, którzy tylko podglądają. Ale dziś miarka się przebrała i postanowiłam zabrać głos, wysyłając maila – myślę, że gra jest warta świeczki, bo chodzi o dobro dzieci! Od razu chcę zaznaczyć, że daleko mi do rodzica idealnego – zdarza mi się czasem podnieść głos na moją córkę (choć wiem, że to wcale nie świadczy źle o jej zachowaniu, ale o moim) i nie raz liczyłam w myślach do 100, żeby nie wybuchnąć niepohamowanym gniewem.

Wiem doskonale, że wychowanie dziecka to mega trudne i odpowiedzialne zachowanie – potrzeba morza cierpliwości i dużej siły – zarówno psychicznej, jak i fizycznej. Ale jest jeszcze coś, co w mojej ocenie potrzebne jest, by wychować szczęśliwego, empatycznego człowieka. A tym czymś jest wcale nie tak wychwalana intuicja, ale WIEDZA. Szlag jasny mnie trafia, gdy po raz kolejny czytam na forum albo słyszę na placu zabaw o tym, że dwulatek “jest niegrzeczny, bo wpada w histerię i rzuca się w sklepie na podłogę”, a niemowlę “już tak się wycwaniło, że wymusza wszystko płaczem”. Dwulatek się złości, bo tak już musi być – to objaw wyłącznie tego, że prawidłowo się rozwija! Niemowlę płacze, bo tylko tak potrafi się komunikować – itd. Ludzie! To wcale nie jest tajemna wiedza – wystarczy przeczytać książkę o rozwoju psychicznym dziecka, by dowiedzieć się, dlaczego nasze dzieci tak, a nie inaczej się zachowują!

A jak ktoś ma awersję do knig – co rozumiem, bo sama za nimi nie przepadam – są fora, są odpowiednie grupy – warto czytać i się dowiadywać, bo tylko w ten sposób – oczywiście w moim przekonaniu – będziemy dobrymi rodzicami. Rodzicami wiedzącymi, co siedzi w głowach naszych dzieci i dzięki temu pełniej im towarzyszącymi na drodze życia. Nie wkurzajmy i nie karzmy dzieci za to, że są dziećmi – bardzo Was wszystkich proszę!”

Tyle Kamila. Moje zdanie w tej kwestii zapewne znacie – pod listem podpisuję się obiema rękoma (i nogami!). I piszę to z pełnym przekonaniem –  mam wrażenie, że wyłącznie dzięki dobrym książkom moje macierzyństwo stało się o wiele spokojniejsze i poukładane. Choć, oczywiście, wciąż jest mnóstwo rzeczy do poprawy, a  stos publikacji “do przeczytania na wczoraj” się piętrzy – dobrze, że niebawem wakacje, to może trochę pogonię z zaległościami.

Udostępnij

Zostaw komentarz