„Już nigdy nie będziesz moją mamą”, czyli o złości i gniewie 4-latka

2

Dziedzic wytoczył ciężkie działa. Zdarza mu się splunąć z pogardą w naszą stronę, czasem pragnie wynieść się z domu i mieć nowych rodziców („Już nigdy nie będziesz moją mamą! Poszukam innej pani i ją przyprowadzę do naszego domu!” – powiedział niedawno, ku uciesze swojego taty ;-)), z lubością powtarza „dupa, dupa, dupa”.

Nigdy specjalnie nie dał nam w kość. Jako niemowlę spokojnie czekał, aż dostanie swoją porcję żarła, będąc dwulatkiem nie rzucał się z rozpaczy na podłogę, gdy czegoś nie mógł dostać, nie uciekał, przesadnie nie grymasił, nie przypominam też sobie, by kiedykolwiek płakał dłużej niż kilkanaście minut. Ot, taki spokojny, zrównoważony egzemplarz. Do teraz.

W listopadzie skończy cztery lata i już od jakiegoś czasu obserwuję, jak wielkie zmiany w nim zachodzą – jego emocje są jak jak chorągiewka podczas sztormu, a byle drobnostka, na którą jeszcze pół roku temu nie zwróciłby najmniejszej uwagi, potrafi rozwalić go na łopatki. Obraża się nawet kilka razy dziennie. Na nas, na kompanów zabawy, na siostrę. Powód? W naszych oczach oczywiście błahy, ale on w tym swoim żalu tkwi bardzo długo i często jest dotknięty do żywego.

dziecko

Domaga się ogromnej autonomii. Na placu zabaw najchętniej bawiłby się pod nadzorem starszych kolegów („Idź do domu, oni się mną zajmą! Sam wrócę, nie martw się!”), uwielbia wybierać alternatywne trasy („Ja pójdę tu, a ty tam, spotkamy się na rogu”), a gdy trafi na równie żywiołowego kumpla, uciekają, plują i z okrzykiem „dupa, dupa, dupa” na ustach zwiewają z miejsca rozboju, za nic mając nasze – rodziców – nawoływania.

Dlaczego mnie to nie martwi? Bo wiem, że tak po prostu musi być. Już jakiś czas temu przejrzałam odpowiedni rozdział z książki „Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat” i właściwie tylko czekałam, aż przez Dziedzicową głowę zacznie przetaczać się tajfun. „Czterolatki są bardziej niż dzieci w jakimkolwiek innym wieku nie do opanowania, i to właściwie w każdym rodzaju aktywności (…) Biją, kopią, rzucają kamieniami. Niszczą przedmioty. Uciekają (…) Można odnieść wrażenie, że ogarnął nimi jakiś przemożny demon niesubordynacji. Puszą się, przeklinają, przechwalają, prowokują”. Taaa. To idę zaparzyć melisę.


Udostępnij

2 komentarze

  1. Jakbym czytała o swoim 4,5 latku. Od jakiegoś czasu u nas też panuje taki emocjonalny tajfun choć nie tylko bo nasz syn jest jak torpeda ,nigdy nie brakuje mu energii. Obrażanie się jest normą, czasami synek straszy nas ze jak na coś mu nie pozwolimy to nie zaprosi nas na urodziny ;) sytuacji i zachowań które wywołują wybuchy złości mogłabym wymieniać bez liku. Również staramy się wychowywać synka w duchu rodzicielstwa bliskości ale czasami zostaje to tylko teorią a w praktyce są dni gdy podupadam na duchu i zastanawiam się gdzie popełniłam błąd i że ta metoda zupełnie się nie sprawdza. Fascynacja fekalnymi słowami; ) powoli przechodzi, ale tak jak piszesz niech tylko trafi się kompan… to mamy armagedon.

    • Justyna Mazur on

      Basia, i co Wy zrobicie, jak rzeczywiście tego zaproszenia nie dostaniecie? :D Myślę, że takie kiepskie dni zdarzają się każdemu – ja od jakiegoś czasu, zamiast ich żałować i solennie obiecywać sobie, że już NIGDY PRZENIGDY nie będę nieprzyjemna dla dzieci, staram się po prostu do swoich wybuchów nich nie dopuszczać. Jak? Będąc tu i teraz dla dzieci, skupiając się na nich i spędzając z nimi czas. Uważność czyni cuda – właśnie to odkryłam (żałuję, że tak późno!). Trzymam za Was kciuki i mooocno pozdrawiam!

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.