Data publikacji:

Pięć rzeczy, które zaskoczą Cię po porodzie

Autor: Joanna

Zbliża się termin rozwiązania? Pewnie przeczytałaś mnóstwo poradników i wiesz, czego się spodziewać. Ja też na porodówkę jechałam nieźle obkuta i przekonana, że nic mnie nie zaskoczy (ha, ha, ha). Oto moja lista pięciu największych poporodowych niespodzianek.

1. Przepraszam, którędy na maraton?

Mówili – ćwicz przez całą ciążę, lepiej przygotujesz się do nowej roli. Nikt nie wspomniał o tym, że poród jest dla organizmu tym, co przebiegnięcie maratonu. Gdy pięć godzin po pierwszym porodzie pielęgniarka zapytała, czy dam radę pójść pod prysznic, powiedziałam hardo „jak nie dam, jak dam!”, po czym…osunęłam się z powrotem na łóżko z nogami miękkimi jak galareta. Taaak, maraton to zdecydowanie dobre porównanie.

Ja najwyraźniej pomyliłam bajki, bo poczułam jedynie ogromną ulgę, że już po wszystkim. Miłość od pierwszego wejrzenia przyszła wraz z wejrzeniem drugim, a może nawet i trzecim. Na pewno nie od razu.

2. Miłość od drugiego wejrzenia

3. Ratunku! Czy ta galareta to naprawdę mój brzuch?

Mówili – spokojnie, po porodzie figura wróci do normy. Zapomnieli dodać, że gdy lokator opuszcza brzuch, do brzucha ta informacja dociera ze sporym opóźnieniem. I że zamiast gratulacji, wciąż można usłyszeć sakramentalne: „Który to miesiąc ciąży?" Sterczący, wielki, obolały brzuch wyglądający jak balon, z którego dopiero co uszło powietrze – zdecydowanie inaczej wyobrażałam sobie swoje odbicie. Pocieszał jedynie brak rozstępów, ale radość trwała krótko - dwa dni po porodzie, dziady, wyszły!

CZYTAJ TEŻ: Mój partner nie cieszy się z mojej ciąży

4. Z deszczu pod rynnę

Mówili – po rozwiązaniu wreszcie zapomnisz co to zgaga, nudności i permanentne parcie na pęcherz. Nie doprecyzowali, że w zamian pojawią się bóle brzucha związane z obkurczaniem się macicy (z każdą kolejną ciążą podobno coraz mocniejsze; po moim pierwszym porodzie było na prawdę OK, po drugim - ooooj, bolaloooo), oraz pokąsane, bolące sutki.  Nie ma lekko, matko karmiąca.

5. Czy ktoś mnie widzi?

Mówili – oh, jak pięknie wyglądasz, oh, jaki fantastyczny brzuszek, oh, czy dobrze się czujesz? Do porodu. Po porodzie rozpłynęłam się w nicości i przestałam istnieć, bo od tej pory cała uwaga skierowana była na maluchu. Aż chciałam krzyknąć: Halo! A ja!? Niech mnie ktoś przytuli! W końcu przebiegłam maraton!

A Wy co byście dopisały do tej listy? Czekam na komentarze!