Posłuszeństwo jest przereklamowane! Jak budować współpracę z dzieckiem? (WYWIAD)

0

Boimy się, że „wejdą nam na głowę”, dlatego żądamy posłuszeństwa. Ale posłuszeństwo często nie idzie w parze z innymi celami, które mamy jako rodzice. Jak w tym wszystkim się połapać i zobaczyć, co naprawdę jest ważne? Pytałam o to Gosię Stańczyk – psycholożkę i propagatorkę rodzicielstwa bliskości, a prywatnie – mamę trójki dzieci.

Gosia Stańczyk jest autorką bloga, na którym znajdziecie mnóstwo praktycznych rad dla rodziców; fot. Łukasz Skotnicki

„Dziecko musi być posłuszne!” – mam wrażenie, że to jeden z największych mitów rodzicielstwa. Pani też?

To rzeczywiście jedno z dość powszechnych oczekiwań. Czasem posłuszeństwo dziecka przyjmuje się wręcz za miarę skuteczności rodzicielskich oddziaływań. Rodzice i nauczyciele miewają z tym wiele obaw. Zastanawiają się: „co robię nie tak, że ono nie słucha, robi po swojemu?”. Jest społeczne oczekiwanie, że dzieci będą robiły to, czego dorośli sobie zażyczą. Kiedy jednak pracuję z rodzicami i rozmawiam z nimi o tym, co jest dla nich ważne w relacji z dzieckiem i czego chcą dla niego w życiu, okazuje się, że posłuszeństwo nie idzie wcale w parze z celami rodziców. Słyszę, że chcą, by ich dzieci potrafiły w życiu znaleźć swoją drogę, by potrafiły podejmować decyzje, w których będą uwzględniać siebie i innych, by angażowały się w naukę z wewnętrznej potrzeby i poczucia sensu, by potrafiły wchodzić w satysfakcjonujące relacje z innymi.

Ciężko, by to wszystko potrafiły, gdy od wczesnego dzieciństwa oczekujemy od nich podporządkowania.

Warto mieć świadomość, że jeśli od początku nauczymy dziecko, codziennymi doświadczeniami, że w relacji z kimś silniejszym (takim kimś jest rodzic) należy się bez gadania podporządkować, będzie mu bardzo trudno chronić siebie i postępować w zgodzie ze sobą w wieku nastoletnim i w dorosłości. Będzie mu trudno odmówić, gdy rówieśnicy o ugruntowanej pozycji będą składać propozycje, by zrobić coś, na co nasze dziecko nie ma ochoty. Będzie łatwo brać nadgodziny, podporządkowując się szefowi. Będzie mu trudno zbudować relację partnerską w małżeństwie, opartą na równym szacunku. Do tego wszystkiego potrzeba doświadczeń bycia w relacji, w której jest się widzianym, słyszanym i branym pod uwagę. Tylko wtedy buduje się poczucie mocy i wpływu na własne życie.

Jak wykonać pierwszy krok i porzucić to błędne przekonanie, że dziecko musi zawsze słuchać?

Wielu rodzicom pomaga właśnie uświadomienie sobie, że dziecku to nie służy i że oni sami, jako rodzice, mogą dać sobie prawo, by budować te relacje inaczej i nie stracą przez to ani autorytetu, ani szacunku dziecka. Myślę jednak, że najczęściej szukają innych sposobów, dlatego, że próba podporządkowania sobie drugiego człowieka jest niesłychanie trudna i frustrująca. To po prostu rodzicom nie działa, bo dzieci mają rozwojową potrzebę budowania, podkreślania i ochrony swojej autonomii. Dlatego próby podporządkowania sobie drugiego człowieka kończą się zwykle walką, która dla nikogo nie jest przyjemna. Stąd poszukiwanie innych sposobów na rodzicielstwo.

Ja w rodzicielstwo weszłam z myślą, że „nie dam sobie wejść na głowę”. To chyba bardzo powszechne, bo sami też tak byliśmy wychowywani.

Tak, dlatego nie znamy innych sposobów, a uwzględnienie dziecka i traktowanie poważnie tego, co komunikuje, może wydawać nam się zagrażające. Może się rodzić strach, złość, poczucie winy, bezsilność, pytanie: „Co ze mnie za matka, skoro on tak się nie słucha?”. Rodzicielstwo to rozwój, bez dwóch zdań!

Boimy się nie tylko tego demonizowanego „wejścia na głowę”, ale i ocen innych – tego chyba jeszcze bardziej.

Obawa, że dziecko wejdzie nam na głowę, wiąże się z tym, że mało mamy społecznego zaufania do dzieci, do ich dobrych intencji, do tego, że one chcą współpracować z rodzicami, tylko nie zawsze są to gotowe zrobić w sposób, którego od nich oczekujemy.

Obawa, że dziecko wejdzie nam na głowę, wiąże się z tym, że mało mamy społecznego zaufania do dzieci, do ich dobrych intencji, do tego, że one chcą współpracować z rodzicami, tylko nie zawsze są to gotowe zrobić w sposób, którego od nich oczekujemy. A przecież dzieci zostały stworzone do relacji! Dzieci nie są w stanie przeżyć po narodzinach bez relacji i opieki. Są nastawione na kontakt, od pierwszych chwil wysyłają komunikaty o swoich potrzebach, w ufności, że się nimi zajmiemy. To pozwala zbudować się więzi, która  sprawia, że dzieci są jeszcze bardziej nastawione na współpracę z osobami, z którymi ta więź jest najmocniejsza. Lęk przed oceną bardzo oddala nas od swojej intuicji, utrudnia postępowanie w zgodzie ze sobą samym. Dlatego gdy rodzice uczą się nowych zachowań, nowego sposobu reagowania w relacji z dziećmi, polecam im, by nie zaczynali od najtrudniejszej sytuacji – wtedy na przykład, gdy dziecko położy im się na podłodze w supermarkecie pełnym ludzi. Warto zacząć w domu, w bezpiecznych warunkach, kiedy są zrelaksowani i odważą się podjąć ryzyko zrezygnowania z tego, co dobrze znane.

Gdy rodzice uczą się nowego sposobu reagowania w relacji z dziećmi, polecam im, by nie zaczynali od najtrudniejszej sytuacji – na przykład gdy dziecko położy im się na podłodze w supermarkecie pełnym ludzi. Warto zacząć w domu, w bezpiecznych warunkach

Czyli po pierwsze – zaufać swojej intuicji oraz uwierzyć, że intencje dziecka są zawsze dobre, tylko nie zawsze wyrażone w akceptowalny dla nas sposób?

Emocje są zawsze informacją o tym, co się z dzieckiem dzieje. Ja myślę, że zaufać intuicji to może być za mało, ale w połączeniu z refleksją i pogłębianiu wiedzy o dziecięcym rozwoju, będzie akurat.

Propaguje pani na swoim blogu rodzicielstwo bliskości i uczy, jak współpracować z dziećmi, by nikt nie był poszkodowany. Kompromis jest naprawdę możliwy?

Pokazuję rodzicom, jak mogą robić więcej tego, co służy współpracy i mniej tego, co ich od współpracy z dziećmi oddala. Tylko tu nie zawsze chodzi o kompromis. Jest taki związek frazeologiczny „zgniły kompromis”, który oznacza, że to często rozwiązanie pomiędzy tym, co ja chcę, a tym, czego chce ten drugi i przez to nie służy zaspokojeniu potrzeb żadnego z nas. Współpraca nie jest relacją, w której ja mówię dziecku, co ono ma zrobić, a ono to robi. Współpraca nie jest też targowaniem się o kompromis. Współpraca to relacja, w której są dwie strony. Obie są równie ważne, obie równie mocno się liczą mimo różnego wieku i różnej odpowiedzialności. Bo to na rodzicu spoczywa więcej odpowiedzialności – miedzy inny cała odpowiedzialność za relację z dzieckiem. Współpraca zakłada dobrowolność. Można więc dziecko do współpracy jedynie zaprosić, nie da się go do niej zmusić.

Jak skutecznie budować współpracę z własnym dzieckiem? >>>>>>Kliknij i przeczytaj drugą część wywiadu z Gosią Stańczyk 

Książki polecane przez Gosię: Dziecko z bliska, Agnieszka Stein; Potrzebna cała wioska, Agnieszka Stein, Małgorzata Stańczyk; Twoje kompetentne dziecko, Jesper Juul; Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami, Małgorzata Musiał; Mów, słuchaj, zrozum, Petra Kranz Lindgren; W sercu emocji dziecka, Isabelle Filliozat

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.