Ważny apel przedszkolanek podbija internet. Ty też TO robisz? Bo ja tak…(ZOBACZ)

0

Ponad dwa miliony udostępnień! Jedna niepozorna kartka zrobiła furorę w sieci, choć jej przesłanie podobno wywołało skrajne emocje – od wstydu, po gniew.

Kartę zastała jedna z mam w swoim przedszkolu. Nauczycielki napisały:

„Gdy odbierasz dziecko – WYŁĄCZ TELEFON. Twoje dziecko jest szczęśliwe, widząc cię. Czy ty jesteś szczęśliwy widząc swoje dziecko? Patrzymy codziennie, jak dzieci biegną do mam, by pokazać im swoje prace, a one nie patrzą, bo są skoncentrowane na rozmowie telefonicznej. Słyszymy „mamo, mamo, mamoooo…”, ale dla rodzica jest ważniejszy telefon niż własne dziecko. To przerażające. Wyłączcie telefony!”

Pod postem – 12 tysięcy odpowiedzi z różnych części świata. Nie brakuje oczywiście negatywnych komentarzy od mocno zapracowanych, którzy tłumaczą, że to wszystko po to, by zapewnić dzieciom lepszą przyszłość, a na telefonie wiszą, bo muszą. Ale zdecydowana większość jest w kontrze.

„Mądre słowa! Niech każdy z nas, rodziców, zapamięta”, „Szczera prawda. Nigdy tak o tym nie myślałam, ale z boku rzeczywiście musi to wyglądać fatalnie”, „Przyznaję rację! Dzieci muszą być bardzo zawiedzione. też bym była, gdyby mąż, po przyjściu do domu, pierwsze co zrobił, to wyciągnął telefon i z kimś gadał”- to tylko garstka z lawiny komentarzy, jakie do dziś – choć od publikacji minął rok – pojawiają się pod apelem.

Zrobiłam szybki rachunek sumienia i wyszło mi, że też czasem, a nawet bardzo często, to robię: ciałem jestem już w przedszkolu, ale głowa nadal tkwi w pracy. Przez telefon co prawda nie rozmawiam (zostawiam go w aucie, by nie kusił), ale nie jestem tak skupiona na dzieciach i ich sprawach (w końcu nie widzieliśmy się pół dnia!), jak powinnam.

Zresztą…

Robię to nie tylko wtedy. Robię to też popołudniami, gdy próbują wciągać mnie do zabawy, a ja załatwiam albo analizuję w myślach tysiąc spraw i na ich pytania odpowiadam zbywającym „mhm, tak, zaraz”. Robię to na placu zabaw, w trakcie posiłku, a czasem nawet także podczas zasypiania. Fizycznie jestem, ale psychicznie mnie nie ma, czyli tak, jakby mnie w ogóle nie było. Kiepsko, nie? Bardzo chcę to zmienić i to moje postanowienie na najbliższe tygodnie…

ZOBACZ KONIECZNIE: Słoik na nudę. Zrób, gdy wciąż słyszysz „mamooooo, nudzi mi się!”

I chyba nawet wiem, jak to zrobić, choć jeszcze rok temu, gdyby ktoś mi powiedział o tym sposobie, to bym się tylko drwiąco zaśmiała. Dzisiaj wierzę, że praktykowanie uważności, nawet króciutkie, kilkuminutowe, może zdziałać cuda i sprawić, że wyłączając szalony galop myśli, wracamy na ziemię i jesteśmy tu i teraz – z dziećmi, partnerem, bliskimi.  

Co można zyskać praktykując uważność? Zobaczcie!

PS. Uważności można uczyć nawet dzieci! O tym, jak, dowiecie się z książki „Uważność i spokój żabki” – pierwszej publikacji o świeckiej medytacji dla maluchów. „Prosta, przyjazna i skuteczna metoda zyskała entuzjastyczne opinie setek tysięcy rodziców, dzieci i pedagogów na całym świecie. W Holandii niemal w każdej szkole podstawowej jest przeszkolony nauczyciel, który codziennie prowadzi z uczniami kilkunastominutowe ćwiczenie uważności. W wielu szkołach odbywa się ono jednocześnie dla wszystkich uczniów i w tych właśnie placówkach efekty, w postaci poprawy dobrostanu dzieci, ich zdolności koncentracji i poziomu wzajemnej życzliwości są najbardziej uderzające. Same dzieci przepadają za tymi chwilami wyciszenia i spokoju. Nauczywszy się je wykonywać, same chętnie sięgają po to narzędzie, kiedy ogarniają je trudne emocje. Opanowanie tej sztuki to ogromny kapitał, który procentuje im przez całe życie” – pisze wydawca.

Brzmi nieźle, prawda? Myślę, że warto wypróbować i popraktykować razem z dzieckiem!

Udostępnij

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.