Zamiast narzekać na rodziców, którzy przyprowadzają chore dzieci do przedszkola, zróbcie TO

11

Zaczął się rok szkolny, a w raz z nim lamenty na forach dla mamusiek, że nieodpowiedzialni rodzicie przyprowadzają chore dzieci do żłobków i przedszkoli. I że zdrowe się przez to zarażają. I że świat stoi na głowie, skoro praca jest ważniejsza niż (chore) dziecko. A tak w ogóle, czy katar to już choroba?

Piszę to wszystko z leciutkim przekąsem, bo mnie te dyskusje i święte oburzenie już nudzą. Ile raz można wałkować to samo? Rozumiem jednak rodziców, którzy po raz pierwszy zderzają się z systemem i widzą, jak szczekające, zagilone maluchy są przyprowadzane przez rodziców (“ojej, Krzysiu/Basiu, a co Ty tak kaszlesz?” – słychać w szatni zatroskany głos rodzica, który udaje, że po raz pierwszy słyszy, jak jego dziecko wypluwa płuca), mogą być wkurzeni i zniesmaczeni. Powiadam wam jednak ja – doświadczona matka – nie ma się czym emocjonować. Tak było, jest i będzie – i nie zmieni tego ani tysiąc postów, ani tysiąc artykułów, ani wasze gniewne spojrzenie rzucone w stronę rodzica Krzysia/Basi.

Jest jednak coś (poza przejściem nad głupotą niektórych rodziców do porządku dziennego), co możecie i powinniście zrobić – to praca nad odpornością swoich dzieci. Poniżej znajdziecie mój niedawny wpis na ten temat. Polecam!

Jak dbać o odporność dzieci? Oto nasze metody!

Ja przestałam się martwić i wkurzać na chore dzieci w przedszkolu, gdy kiedyś – profilaktycznie – nie puściłam Dziedzica na zajęcia. W grupie obok szalała szkarlatyna, więc pomyślałam, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Przedszkole odpuściliśmy, ale na ukochane warsztaty muzyczne, po całym dniu siedzenia w domu, pofrunęliśmy na skrzydłach. Mina nam zrzedła, gdy pan prowadzący zajęcia, z lekka pociągając nosem, powiedział beztrosko, że właśnie wraca od lekarza, bo jego syn ma szkarlatynę, tak jak zresztą połowa przedszkola, w którym pracuje (druga połowa miała ospę).

Zrozumiałam wtedy, że można chronić, chuchać i dmuchać, ale to i tak na nic, bo zarazić się można wszędzie – na dodatkowych zajęciach, na ulicy, w tramwaju. Wiecie co jest najlepsze? Odkąd przestałam się tym zadręczać i w małym kaszlnięciu doszukiwać początków zapalenia oskrzeli, dzieci jakby mniej zaczęły chorować. Stoicym rulez!

40-off

Udostępnij

11 komentarzy

  1. Hej. Ja mam wciąż dylemat. Mija córką chodzi do przedszkola i w okresie jesień zima wiosna jest praktycznie bez przerwy pociągająca nosem. Dwa tygodnie kataru trzy dni spokoju. Kaszel suchy, mokry i suchy i tak w koło. Praktycznie gdybym za każdym razem chciała ją zostawiać w domu przedszkole nie miałoby zupełnie sensu bo prawie by tam nie bywała. Konsultowalam się z lekarzami. I o dziwo Ci z dłuższym stażem wręcz patrzą trochę z politowaniem na rozchiteryzowane mamuśki… Dostałam dwa jasne komunikaty ze jak dziecko jest osuchowo czyste, ma przezroczysty katar, nie ma gorączki i jest wulkanem energii to nie ma przeciwwskazań aby chodziło do przedszkola. Jednak te krzywe spojrzenia innych rodziców i Pań..bo młodą usmarana do pasa trochę mnie paraliżuje. U nas jeszcze ani raz katar nie rozwinął się w poważna chorobę ( odpukac). Więc racja niech rodzice zadbają o odporność swoich dzieci a wtedy katar będzie tylko katarem a nie nie wiadomo jakim wrogiem. W końcu taki to wiek że dzieci mają katar i tak było zawsze… Jak to mój ulubiony lekarz mówi… Nie bez przyczyny nazywało się małe dzieci “smarkaczami”.

  2. Przeziębione czy wręcz chore dzieci w przedszkolu swoją drogą. Niestety ja zauważyłam inny problem. Wychodzenie z dziećmi w każdą nawet najbrzydszą pogodę, często gdy leje bądź wieje tak, że dorosłemu ciężko ustać. Niedokładne ubieranie dzieci na spacer (albo za dużo albo za mało), przegrzane albo nadmiernie wietrzone sale. Niezwracanie uwagi czy dziecko jest zgrzane, czy jest mu zimno. Wiele innych przykładów mogłabym podać. Dużo nie trzeba żeby dziecko zachorowało. I uważam , że jest to dużo większy problem niż zarażanie się od innych. Dodam jeszcze, że z tym przejmowaniem się ma Pani świętą rację.

    • Wychodzenie z najbrzydszą pogodę to najprostszy sposób aby… poprawić dzieciom odporność. Chciałabym, żeby nauczycielki w przedszkolu mojego dziecka tak robiły.

    • Przy wyborze żłobka a później przedszkola jednym z głównych moich kryteriów było właśnie to żeby wychodzili na pole w każdą pogodę a nie tylko jak jest ładnie i słonecznie. A jak sale są dobrze wymierzone to też tylko na plus.

      • Justyna Mazur on

        Ja też mam fioła na tym punkcie i codziennie pytam pań, czy byli dzisiaj na dworze :-) Nie zawsze, niestety, się udaje, ale sama staram się spędzać z dziećmi dużo czasu na świeżym powietrzu.

  3. Ja tylko krótki komentarz Oj Basiu/Krzysiu, co Ty tak kaszlesz?. Nie przyprowadzam świadomie chorego dziecka do przedszkola. Ale zdarzyło mi się autentycznie tak mówić i autentycznie słyszeć kaszel po raz pierwszy rano w szatni. Idziemy do przedszkola piechotą a córka zwykle cały czas mówi. Nieraz zaraz po takim marszu na mrozie gdy tyko wejdzie do przegrzanej szatni zaczyna kasłać. Więc nie należy sądzić po pozorach

    • Justyna Mazur on

      Marysiu, miałam oczywiście na myśli tych rodziców, którzy celowo udają zdziwienie, choć kaszel doskonale znają, a gila wycierali sekundę wcześniej ;-)

  4. U nas często bywa,że jak wchodzimy do szatni młody ostro kaszle i widzę te spojrzenia innych matek,które można odczytać tylko w ten sposób o boże on tak kaszle a ona go puszcza do szkoły,ale żadna z nich nawet nie pomyśli ,że może młody ma astmę i taki kaszel u niego to norma szczególnie jak się zmęczy czy jest zmiana temperatury z zimnego na ciepłe,a katar no cóż jest alergikiem i w sezonie jesienno-zimowym będzie się z nim zmagał,więc póki młody nie ma kataru koloru żółtego i kaszlu mega mokrego,gorączki puszczam go do szkoły,a co do odpornosci to każde dziecko ma inne mój syn nie chorował póki nie poszedł do przedszkola i proszę mi uwierzyć nie ograniczaliśmy go wtedy w niczym,biegał po dworze ile mógł ,a w zimie nie było dnia aby nie szalał w śniegu,okres przedszkola był straszny ;tydzień w przedszkolu trzy w domu i tak non stop,pobyty w szpitalu i to zaważyło ,że zabralismy go z przedszkola i choroby się skończyły,ale niestety nadszedł czas obowiązkowej tzw zerówki i choroby wróciły,żadne sposoby zwiększenia mu odporności nie zadziałały jak chorował tak chorował ,a teksty lekarzy typu musi się wychorować doprowadzały mnie do szału,po wycięciu migdałków było trochę lepiej,ale najlepiej jest gdy zaczął brać witaminę D ,nie mówię ,że nie choruje,ale choroby są łagodne i krótkie,więc szczerze polecam witaminę D.

  5. “A tak w ogóle, czy katar to już choroba?” Dla twojego dziecka z pewnością nie skoro tak piszesz. dla mojego dziecka,katar Twojego, jest zapaleniem oskrzeli. Nadreaktywność oskrzeli. Mówi Ci to coś? Pewnie nie, bo Twoje dziecko ma super mega odporność. Ciesz się bo niestety nie wszyscy to szczęście mają. Mimo kilku godzin na świeżym powietrzu ( na wsi nie w miejskich spalinach) , mimo owoców i warzyw z własnego sadu, dziecko choruje i choćbym chciała to ma alergię na mnóstwo rzeczy i żadnych cudów na odporność najzwyczajniej zaaplikowac mu nie mogę. A wychodzenie w deszczu wietrze zimnie to niestety nie wszystko i cudów nie działa jak widać

Zostaw komentarz