3 rzeczy, na które zgodziłam się po porodzie, choć nie powinnam

12

Oddział położniczy. Jak przeżyć na nim pierwszy pobyt i nie zwariować?

Gdy urodziła się siostra Dziedzica miałam w sobie luz i opanowanie, którego bardzo zazdrościły mi koleżanki z sali. One dopiero debiutowały w roli matek i przerażenie miały wypisane na twarzach – zupełnie jak jak trzy lata wcześniej, kiedy mały Dziedzic po raz pierwszy zapłakał, a ja nie miałam pojęcia, jak go podnieść i uspokoić (bo było, rzecz jasna, tak – rozpłakał się dokładnie w momencie, gdy zamknęły się drzwi za babciami i jego ojcem, a w sali zostaliśmy zupełnie sami, we dwójkę – ja i on, przybysz z innej planety). Położne? Zamiast pomagać, tylko utwierdzały w przekonaniu, że nic nie wiem, że z pewnością nie wykarmię swojego dziecka (bo skoro płacze, to głodny, a skoro głodny, to znaczy, że mam mało mleka) i w ogóle – przede mną tylko mrok i ciężkie, nieprzespane noce. Na co się wtedy, zmęczona i skołowana, zgodziłam (bo nie wiedziałam, że można inaczej), choć nie powinnam? Przeczytajcie!

Trzeba zważyć i zmierzyć, potulicie się później!

Dwie godziny – tyle nowonarodzone dziecko powinno przebywać z mamą po porodzie w tzw. kontakcie skóra do skóry. I ten czas to świętość! Tak przynajmniej zakładają standardy opieki okołoporodowej.  W rzeczywistości bywa zupełnie inaczej. Oseskowatego Dziedzica owszem, dostałam sekundę po porodzie, ale nie trwało to więcej niż pół godziny. Po tym czasie położna zabrała go, przerażonego i wrzeszczącego, by na-ten-tychmiast zważyć i zmierzyć (jakby za chwilę miał zmaleć czy drastycznie zgubić kilogramy). Mam zdjęcia z tych pomiarów i do dziś, jak je oglądam, żałuję, że pozwoliłam zabrać biedaka. Siostry Dziedzica nie oddałam – leżała na moim brzuchu, a położna przykładała do niej centymetr i wypełniała papierki. Zadowolona oczywiście nie była, ale zgodziła się na takie rozwiązanie.

adult-1850223_960_720

odzież ciążowa i poporodowa – kliknij i zobacz

Trzeba zbadać, zabieramy! Pobieranie krwi? Proszę wyjść!

Po pierwszym porodzie byłam wykończona i ledwo żywa. Nie miałam siły protestować, gdy zabrali Dziedzica i długo nie oddawali. Rutynowa „obserwacja” przeciągała się i przeciągała, a ja – myśląc, że tak już musi być – czekałam, strasznie tęskniąc za tym małym kosmitą. Nie wiem dlaczego, ale zgadzałam się też, by położne zabierały go na badania i pobranie krwi. Wyjeżdżał w tej śmiesznej brytfance zwanej też mydelniczką i wracał. Sam. Bez matki. Siostra Dziedzica matkę miała mądrzejszą i na żadne badanie nie pojechała sama. Raz położne chciałby się mnie pozbyć, ale się nie zgodziłam. Przy rutynowych badaniach, pobieraniu krwi itp. dziecko ma prawo być non stop z rodzicem.

Która doba po porodzie? Już powinno być mleko!

To moja – i z Waszych opowieści wiem, że nie tylko moja – największa trauma. Karmienie piersią. Przed porodem byłam przekonana, że nie będę podawać mleka modyfikowanego. Że natura wie co robi i z pewnością sobie poradzę. Ale nie do końca tak było – mały Dziedzic wiercił się i kręcił, ciężko było mu chwycić brodawkę, co chwilę kąsał mnie bezzębnymi dziąsłami. Co zrobiły położne? Dały mi flaszkę mleka modyfikowanego mówiąc, że nie można głodzić dziecka. Dwie ściskały mi też brodawki sprawdzając, czy mam „wystarczająco dużo pokarmu”. To bolało i było upokarzające. Wtedy nie miałam pojęcia, że laktacja może ruszyć z lekkim opóźnieniem, że wystarczy być cierpliwym i czekać, aż mleko popłynie wartkim strumieniem. Po drugim porodzie już to wiedziałam. Niestety, wtedy nikt nie proponował mi „testu brodawkowego”. Szkoda. Zabiłabym śmiechem, mszcząc się za wcześniejsze, niefajne doświadczenia.


Udostępnij

12 komentarzy

  1. Justyna Mazur on

    Paulina, to nazwa raczej nieoficjalna ;-) Położne z całej siły ściskają brodawki patrząc, czy wycieknie z nich mleko. Okropny ból, poniżenie i zero profesjonalizmu…

  2. Ja jednak trafiłam super, nie było takich rzeczy! Synuś był ze mną 2 godziny po porodzie, mierzenie, ważenie itp to była chwila (oczywiście po 2 godzinach) i wtedy był z tatą. Żadnych testów brodawkowch tylko profesjonalna pomoc doradcy laktacyjnego. Wszystko bardzo profesjonalnie i dziecko cały czas z mamą. Rodziłam w szpitalu publicznym😊

  3. mnie wszystkie położne poza jedną ściskały suta, nawet ta, która przyszła do mnie do domu :( taki lajf… a i tak bardziej upokarzające było mycie, byłam po CC, spionizowano mnie i koleżankę ciachniętą godzinę wcześniej po kilku godzinach od operacji i pierwszym naszym zadaniem było przejście kilku kroków i umycie się. Nie protestowałyśmy, kiedy położna poszła z każdą z nas pod prysznic i lała na nas wodę, bo założyłyśmy, że widocznie taka procedura, jakbyśmy miały odpłynąć. Dopiero 3 dni później kiedy koleżanka z łóżka obok wyszła do domu i przyjechała następna dziewczyna po CC okazało się, że inne położne nie mają takiej procedury.

  4. Na szczęście trafiłam na fajną położną, która codziennie sprawdzała jak nam idzie,, mleczna droga”. Zawsze służyła radą i pomocą jak pobudzić laktację. Po porodzie od razu dostałam maluszka, podczas Szycia leżał mi na brzuchu :) potem się kangurkowalismy 2 godziny (zleciało mi jak 5 minut). Rodziłam w szpitalu panstwowym, w którym największym minusem był fakt, że do sali gdzie leży kobieta z dzieckiem nikt nie może wejść z zewnątrz nawet mąż. Odwiedziny tylko w pokoju odwiedzin. Także po porodzie mąż tylko pomogl mi z wyciągnięciem najpotrzebniejszych rzeczy z torby i musiał iść, a ja obolała z dużą ilością szwów musiałam radzić sobie sama.

  5. Bardzo rzeczywisty wpis i kompatybilny z moim doświadczeniem. Z tym,że mojego synka miałam może z 15sekund. Później wracał z „zabiegów” ze łzami na oczach niestety nie chciał już jeść,bo przecież dostał flache na uspokojenie… Położna zapytana o to gdzie go zabierają powiedziała,że takie są procedury czy coś w tym rodzaju. Okropne doświadczenia na czas,gdzie jest się bezbronnym i rozhustanym. Też obiecuje sobie,że następnym razem będę mądrzejsza. Nikt inny nie zawalczy o moje prawa,ani nie poda mi ich na tacy. Chyba,że jest się „ważna córeczką”,to wtedy będą skakać we 3 nade mną i się przymilać – jak to miałam okazję oglądać w sali obok…

  6. Polecam szpital Medeor w Łodzi! Super miłe położne, dostałam zopa na czas i bez ściemniania, że nie można bo parcia nie będę czuła albo że na dziecko przeniknie(serio, znam takie przypadki gdzie rzucali takie argumenty a prawda jest taka że nakręcają tylko żeby nie brać, szpital wtedy nie generuje dodatkowych kosztów i nfz się nie czepia),mała była ze przez trzy godz po porodzie, od razu ją dostałam, mierzenie, ważenie chwila, doradca laktacyjny na pokladzie. super!

  7. Malgorzatka on

    Genialny artykuł. Już wiem na co pozwolić A z czym protestować. Będę miała pierwszy poród za około 3 tygodnie .

  8. jeju…miałam to samo! nie mówiąc o tym, że dzidziuś poleżał sobie na moim brzuchu może 5 min „bo szycie”, cały mój czas z dzidziusiem był okraszony jakże trafnymi i niebanalnymi komentarzami położnej, jak np. „nie sztuka urodzić, trzeba jeszcze wychować!”. teraz się z tego śmieję, ale wtedy byłam strasznie rozżalona i załamana, bo nie tak to miało wyglądać. cały mój czas spędzony w szpitalu mogłabym podsumować jednym słowem: UPOKORZENIE…było darcie ryja, ściskanie sutków, wymądrzanie się, krytyka „co to w ogóle za brodawki?! pani ma niewykształcone brodawki!”, niestosowanie się do zaleceń lekarza „proszę siadać!”, – ale lekarz mi zabronił – „a jak pani sobie myśli, że jak wróci w samochodzie do domu?! proszę siadać!” i jedno z moich ulubionych ” Rozumie pani, co doktor mówi?…no…bo ma pani minę, jakby pani nie rozumiała”…a ja jak to głupie ciele na wszystko im pozwalałam. teraz będę mądrzejsza. po tym wszystkim zastanawia mnie tylko jedno. w którym sądzie skazują na bycie położną? i za co?

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.