Dziecko „musi się wypłakać”? Nigdy nie wierzcie w tę bzdurę!

2

Wiecie, jaki obraz mam przed oczami, gdy wspominam pierwsze tygodnie rodzicielstwa? Nie, wcale nie rozczulający widok małych stópek czy wzbierającą falę miłości. Pamiętam chroniczne zmęczenie, rozdrażnienie i chęć powrotu do dawnego życia – życia bez zobowiązań. Pamiętam też przeraźliwy płacz Dziedzica, który świdrował mi w głowie i nie chciał z niej wyjść. Kiedyś, gdy byłam już na granicy, ktoś życzliwy podał mi przepis na rodzicielski sukces: „Zostaw, niech się wypłacze! Nic mu nie będzie, a Ty wreszcie odpoczniesz”.

Życzliwy dodał, że to metoda znana na całym świecie. Że bardzo skuteczna. Że piszą o niej w książkach. Że polecają ją autorytety. Że uczy dziecka samodzielności. Że wystarczy kilka dni i – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – z wrzaskuna robi się cichutki, spokojny bobas, które nie dość, że zasypia sam, to jeszcze pięknie przesypia noce. Brzmi kusząco, prawda?

ZOBACZ KONIECZNIE: „Nie jesteś jedyną mamą, która na pytanie: gdzie jesteś? Mruknęła pod nosem: w d**ie!” Jest nas więcej!

Dziś nie pamiętam, co myślałam, odkładając Dziedzica do łóżeczka i wychodząc z pokoju. Miałam pewnie nadzieję, że metoda, którą tak zachwalał życzliwy, rzeczywiście jest tak fantastyczna, jak o niej mówią. Pamiętam za to, że gdy stałam pod drzwiami, nasłuchując coraz bardziej żałosnego płaczu i patrząc na zegarek (w myśl metody  3-5-7 do wypłakującego się dziecka wchodzimy po upływie odpowiednio – 3, 5 i 7 minut), do akcji wkroczył Tato Dziedzica i natychmiast przerwał tę szopkę.

Powiedział coś w stylu: „On cierpi. Nie możemy go tak zostawiać, nawet kosztem własnego spokoju”, a mi kamień spadł z serca. Metoda „niech się wypłacze” okazała się nie dla nas. Dopiero później – gdy zaczęłam czytać i dowiadywać się o psychice małego dziecka odkryłam, jak ogromny błąd mogliśmy popełnić, słuchając życzliwego.

CZYTAJ TEŻ: „Nie noś, bo przyzwyczaisz!”, czyli o największej bzdurze, jaką usłyszałam, gdy zostałam mamą

Dziecko wcale NIE MUSI się wypłakać; dziecko płacze, bo tylko w ten sposób potrafi na początku komunikować się ze światem

Dlaczego błąd? Bo fałszywe jest główne założenie – że dziecko płacze, bo „chce rządzić”, bo „manipuluje”, bo „wymusza”, „robi na złość”, „jest rozpieszczone”. Guzik prawda! Aby świadomie zaczęło manipulować czy wymuszać, musi minąć kilka dobrych miesięcy, a nawet lat.

Dziecko płacze, bo to jedyny dostępny dla niego sposób komunikacji ze światem

Zrozumienie i akceptacja tego faktu to już ogromny postęp! Nie będę Was oszukiwać – nie spowoduje to nagłego przypływu sił witalnych u zmęczonych rodziców, ale pozwoli spojrzeć na dziecko z  dużo większą empatią i zrozumieniem.

Idźmy dalej – skoro płacz to naturalna potrzeba każdego dziecka, rzecz niezbędna do prawidłowego rozwoju, skrajnie nieracjonalnym wydaje się karanie je za to, prawda? Mówiąc bardziej obrazowo – wściekanie się na płaczące niemowlę, jest równie głupie, jak wściekanie się na półroczne dziecko, że nie potrafi jeszcze chodzić, albo roczne, że nie potrafi posługiwać się nożem i widelcem. Absurd, prawda?

Jakie mogą być konsekwencje pozostawiania dziecka do wypłakania się? Bardzo poważne! 

U dzieci zostawionych samym sobie wzrasta poziom tętna, adrenaliny i ciśnienie krwi. Dziecko zaczyna się pocić, jest coraz bardziej pobudzone (a przecież zostawiamy je, by się wyciszyło i uspokoiło…), a jego mózg wytwarza nadmierne ilości kortyzolu zwanego hormonem stresu. Obrazowo pisze o tym Margot Sunderland w książce Mądrzy rodzice:

Żaden rodzic nigdy by nie pomyślał o pozostawieniu dziecka w pokoju pełnym toksycznych oparów, które mogłyby uszkodzić jego mózg. A mimo to wielu rodziców zostawia dziecko w stanie przedłużającego się cierpienia i nie pociesza go, nie wiedząc o tym, że jego mózg zalewają toksyczne, zagrażające mu hormony stresu. Wcześniejsze pokolenia rodziców pozwalały dziecku płakać, by „ćwiczyło płuca” i nie miały pojęcia, jak bardzo podatny na działanie stresu jest jego mózg. U płaczącego dziecka nadnercza wydzielają hormon stresu zwany kortyzolem. Jeżeli dziecko jest uspokajane i pocieszane, poziom kortyzolu spada, lecz gdy pozwala mu się płakać, wysoki poziom się utrzymuje. Jest to potencjalnie niebezpieczna sytuacja, gdyż ilość kortyzolu może osiągnąć toksyczny poziom i uszkodzić kluczowe struktury oraz systemy rozwijającego się mózgu. Kortyzol jest wolno działającą substancją, której stężenie może utrzymywać się przez wiele godzin, a u osób dotkniętych depresją – nawet wiele tygodni.”

Pamiętajcie o tym, gdy będziecie na skraju zmęczenia, a przypałęta się jakiś życzliwy!

Zasypianie bez płaczu? Te gadżety powinny Wam w tym pomóc! Lampka nocna i projektor w jednym – Fisherprice, od 79,99 zł, Wishbear Miś Szumiący, od 99 zł; otulacz Motherhood,39,99 zł;  kliknij po więcej projektorów i szumiących misiów 

Udostępnij

2 komentarze

  1. Bardzo ciekawy tekst, przeczytaliśmy go razem z mężem, jednym tchem! W 100% podzielam Twoje poglądy i cieszę się, że coraz więcej jest takich świadomych rodziców. Może pokolenie naszych dzieci będzie słyszało już inne „złote” rady? Ja też trochę się rozpisałam na ten temat, a właściwie podobny: o tym, że dziecko ma być „grzeczne” – to słowo to czasem kompletna abstrakcja dla mnie… Jeśli chciałabyś poczytać, będzie mi bardzo miło: https://loveyouvegemuch.wordpress.com/2017/12/11/moje-dziecko-nie-jest-grzeczne/

  2. Justyna Mazur on

    Malwa, dzięki za komentarz i link! Czytałam twój tekst i mam identyczne odczucia! Jak słyszę o niemowlęciu, że jest grzeczne albo nie, to szlag mnie jasny trafia! Zresztą, to samo tyczy się dużych dzieci. Problem ze słowem grzeczna/grzeczny polega ta tym, że po pierwsze to ocena, a po drugie – nie wiadomo do końca, co oznacza (dla każdego trochę co innego; najczęściej dorośli mówiąc „bądź grzeczna/grzeczny!” chcą, by dziecko zachowywało się zgodnie z ich wyobrażeniem, ale nie precyzują, o co im chodzi; a przecież lepiej powiedzieć: „przeszkadza mi, jak biegasz, bo zmywam. usiądź proszę” itp.) Pozdrawiam ciepło, mimo syberyjskich mrozów za oknem! ;-)

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.