Szok i niedowierzanie…Zobaczcie, jak rodzi się w Holandii!

2

Czytałam, czytałam i z każdym kolejnym zdaniem oczy otwierały mi się coraz bardziej. Zobaczcie, na co mogą liczyć kobiety rodzące w Holandii. Żadna tam rodzina królewska – zwykła obywatelka objęta podstawowym ubezpieczeniem. Ciekawe, ile jeszcze wody w Wiśle upłynie, nim my doczekamy się takich standardów…Za list serdecznie dziękuję Oldze.

Olga napisała do nas po lekturze TEGO wpisu, dosłownie kilkadziesiąt godzin po swoim porodzie. Przeczytajcie: „Urodziłam synka w Holandii dwa tygodnie przed terminem w publicznym szpitalu. Mam podstawowe ubezpieczenie, więc podstawową opiekę medyczną.

Wszyscy mówią, że początek porodu każda kobieta rozpozna… Ja nie. U mnie regularne skurcze, w odróżnieniu od Asi, trwały prawie 27 godzin! Zaczęły się w sobotę w nocy. Myślałam, że mi przejdzie, ponieważ ból był znośny, ale po kilku godzinach skurcze stały się częstsze i bardziej intensywne – co 5-7 minut. W Holandii pierwszy kontakt z położną nawiązuje się tylko wtedy, gdy skurcze są częstsze niż co 5 minut. Zmęczona całym dniem z niepewnością zadzwoniłam. Po 20 minutach była już u mnie. Faktycznie, zaczął się poród, ale rozwarcie było na 2 cm, więc zostaliśmy w domu.

sprawdź kosmetyki do pielęgnacji niemowląt w najniższych cenach

Położna była u mnie dwa razy w nocy, nic się nie zmieniło. Po 26 godzinach skurczy rano pojechaliśmy do szpitala. Po konsultacji zdecydowaliśmy się na znieczulenie zewnątrzoponowe. Miałam motywację do rodzenia bez środków przeciwbólowych, ale po 26 godzinach męczarni odpuściłam. Przyjęto mnie do pięknego po pokoju, wprowadzono sprzęt do kontroli skurczy i parametrów maluszka, inkubator, łóżko dla męża. Wszystkie osoby, które weszły do pokoju zawsze się przedstawiły z podaniem nam ręki (salowa, położna a także pani roznosząca posiłki). Każdy tłumaczył, że jest do naszej dyspozycji przez całą jego zmianę. W szpitalu nic się nie zmieniło w rozwarciu, przebito mi wody płodowe(po ich odejściu bóle zwiększyły się dwukrotnie) i po dwóch godzinach kolejnych męczarni przyjechał anestezjolog (niedziela, więc przyjechał z domu) i otrzymałam zastrzyk.

>>>>>>>>Czytaj koniecznie wpis, od którego się zaczęło: Niech ktoś wreszcie napisze, że początki macierzyństwa to horror<<<<<<<<<<

Przy znieczuleniu było przy mnie 5 osób, plus mój mąż. Salowa trzymała mi dłonie i pomagała oddychać, położna pomagała rozluźnić barki. Po zastrzyku nie czułam nic. Dostałam kroplówki na wywołanie rozwarcia i zalecenie, by się przespać. Rozwarcie było właściwe i wszyscy gotowi do podjęcia akcji porodowej, ale jeszcze czekali, bo ja spałam.

sprawdź ubranka dla niemowląt w najniższych cenach

Poród przebiegł pomyślnie. Gdy położne chciały mnie naciąć poprosiłam o kolejną szansę – zgodziły się. Udało się! Po tym Marco już był z nami. Mąż przeciął pępowinę. Synek przez cały czas od momentu porodu był przy mnie. Otrzymałam wszystko co niezbędne do zadbania o siebie i o dziecko w szpitalu. Jedyne co miałam zabrać z domu to ubrania dla siebie i dziecka na wyjście ze szpitala. Pobyt po porodzie w szpitalu był krótki ale intensywny – 20 godzin po wszystkim byliśmy już w domu. Przez ten czas każdy kto przyszedł (kolejna zmiana) przedstawił się i pogratulował nam podając rękę (łącznie z paniami z kuchni). Miałam czasem wrażenie, że Ci ludzie cieszą się bardziej niż my😉 podczas pierwszego karmienia salowa przystawiała Marca do piersi tłumacząc wszystko i cierpliwie zmuszając synka do otwarcia usteczek jak najmocniej, żeby mi bólu nie sprawić. Oczywiście nie spłynęła ani kropla. Później wytłumaczyła jak obsługiwać laktator i oczywiście pocieszała, że pokarm na pewno po kilku dniach się pojawi. Nikt nie ciągnął mnie za sutki. W tym czasie druga pani pokazała mężowi jak przebierać i karmić, także wykonała z nim pierwszą kąpiel. Na drugi dzień jak puściło znieczulenie i mogłam oddać mocz, zostaliśmy wypisani.

Po drodze do samochodu, każda napotkana osoba gratulowała – m.in. pani w recepcji oraz ochrona szpitala. W domu czekała na mnie inna położna. Inn(tak ma na imię) jest do mojej dyspozycji w moim domu przez 50 godzin po porodzie. Przychodzi 6 godzin przez 8 dni. Od rana jak się budzimy to pranie już zrobione, łazienka umyta. I kanapki przygotowane przez Inn. Później nauka laktacji, pomiar parametrów synka, kąpiel i duuuużo wsparcia, bo pokarmu jeszcze nie mam. Sprawdza też, jak mi się goją szwy po porodzie (bo jednak nadszarpnęło mnie od wewnątrz). Co dwa dni odwiedzają mnie położne, które prowadziły ciążę.

Od porodu minęły trzy dni. Zapomniałam o 36 godzinnych skurczach, o braku oddechu, o tym, że nie mogę do tej pory się oprzeć o nic plecami też staram się nie myśleć. Ciało mam spuchnięte po znieczuleniu, no i oczywiście wyglądam okropnie – brzuch mi wystaje i pocę się ciągle. Po domu chodzę w siatkowych szpitalnych majkach bez wstydu, w szpitalu też chodziłam.

zostaniesz mamą? te rzeczy mogą ci się przydać! Shnuggle, Kosz Mojżesza z funkcją kołyski, od 611 zł; Miś Szumiś, od 66 zł; muślinowy kocyk – otulacz, od 49 zł

Do czego zmierzam? Wszystko zależy od otoczenia i wsparcia w jakim się poród odbywa. Nie ma co się dziwić mamom, kiedy po raz pierwszy zderzą się ze szpitalną rzeczywistością, dopada je strach i żal, że nikt im nie powiedział. One nikogo nie obchodzą. Nasz kraj (choć nie wiem jak jest teraz) nie uczy ojców, jak brać aktywnie udział w tak wydarzeniu i jak wspierać przy tym swoje wybranki. W Holandii jesteśmy sami. Nie mamy nikogo. Nasze rodziny są daleko. A mimo to jesteśmy pełni nadziei i energii po tym wszystkim. I mimo ciężkiego porodu, nie możemy się już doczekać aby doświadczyć tego uczucia po raz kolejny.

Pozdrawiam wszystkie mamy i życzę im dużo szczęścia podczas rozwiązania.
Olga, Ioan i Marco

I co powiecie, dziewczyny? Tak to można rodzić nawet kilka razy, nie? :)

PS. Olga co prawda nic nie napisała o jedzeniu w szpitalu, ale zakładam, że było ciut lepsze niż moje – ja po drugim porodzie dostałam pół pasztetu prochowickiego i kromkę suchego chleba. W oczekiwaniu na wolną salę, leżałam 10 godzin na łóżku transportowym (ależ niewygodne to ustrojstwo!) obok pomieszczenia, gdzie lądowały brudy z całego oddziału – m.in. zakrwawione ręczniki i prześcieradła. Za cieniutką ścianą inne dziewczyny rodziły – czułam się, jakbym miała dejavu, bo słychać było każde stęknięcie i krzyk. I to wszystko w dużym, polskim mieście mającym wielkie aspiracje. A jak było u Was? Piszcie koniecznie!

Udostępnij

2 komentarze

  1. a jesli chodzi o jedzenie, to dostaje sie karte dan, mozna wybrac czy chce sie mniejsza porcje czy wieksza, i np na obiad 5 roznych dan, na sniadanie rowniez 5 opcji, podwieczorek i kolacja tak samo :)

Zostaw komentarz

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.