Data publikacji:

Noworodek w domu. Rzeczy, które kupisz, a raczej z nich nie skorzystasz

Pisałam Wam kiedyś, jak zakończyła się moja pierwsza wizyta w sklepie z akcesoriami dla noworodków. Brzuch przysłonił mi rozum, bo wybiegłam stamtąd zapłakana, zdezorientowana i kompletnie pogubiona, nie kupując praktycznie nic - niedrapków nie liczę ;-). W wielkopowierzchniowym markecie było milion rzeczy dedykowanych małym osóbkom - skąd miałam wiedzieć, który będą najlepsze dla mojego dziecka? Wymiękłam już przy pierwszym regale - gdy trzeba było wybrać proszek do prania.

Dziś wydaje mi się to zabawne, ale wtedy do śmiechu mi nie było. Z natury jestem osobą mało zdecydowaną i każdy zakup lubię dobrze przemyśleć - tam, otoczona tymi wszystkimi bujaczkami, podgrzewaczami do butelek, koszy na zużyte pieluchy i laktatorami, straciłam zupełnie grunt pod nogami. W dodatku wszystko było koszmarnie drogie! Body - ok, piękne - ale za 100 zł? Łóżko za 1000? Ratuuuuuuuuunku!

Ostatecznie wszystko kupowałam partiami, a później, jak już Dziedzic był na świecie, żałowałam. Bo wiele rzeczy kompletnie mi się nie przydało, wiele użyłam tylko kilka razy. Przykłady? Proszę bardzo!

  • Butelki do karmienia i mleko mm - ok. 200 zł. Zanim nie zostałam mamą wydawało mi się, że bez butelki, mleka z proszku i smoczka nie można wychować dziecka. Bzdura! Siostra Dziedzica nie zna takich gadżetów w ogóle - nigdy nie miała butli w buzi. Dziedzic dostawał mm przez krótką chwilę - w szpitalu. W domu w ciągu kilku dni przerzuciliśmy się zupełnie na cyca. Stos butelek okazał się zupełnie zbędny, nie mówiąc o gadżetach typu podgrzewacz i sterylizator. PS. Wiem, że czasem są problemy z karmieniem naturalnym, część dziewczyn nie chce, część - nie może karmić piersią. Jeżeli jednak nie wiecie, jak będzie z Wami, "na wszelki wypadek" nie kupujcie całego osprzętu - jest dostępny w każdej aptece i jeżeli rzeczywiście malec będzie musiał być dokarmiany, bez problemu, w każdej chwili dokupicie potrzebne akcesoria.
  • Laktator - ok. 15o zł. Wszystko jak wyżej. W moim przypadku pieniądze okazały się być wyrzucone w błoto. Nie lubię ściągać pokarmu, nie robiłam tego. PS. Podobno dużo lepiej ściąga się ręcznie, bez laktatora, a jedynie za pomocą specjalnego masażu - nie wiem, nie próbowałam, ale w sieci znajdziecie mnóstwo podpowiedzi. Pomocna powinna być też doradczyni laktacyjna albo położona

  • Pościel i rożek - ok. 200 zł. Były piękne, mięciutkie i diablo drogie. Ani jedno, ani drugie dziecko nie pokochało ich jednak tak mocno, jak ja ;-) Dziedzic chyba do 2. urodzin spał pod kocem albo w śpiworze i w nosie miał ręcznie szytą kołderkę. Siostra Dziedzica - urodzona w upalne lato - od samego początku po dziś dzień jest nieprzykrywana i śpi otulona powietrzem

  • Stosy malutkich ubrań - 200 zł; Szczególnie tych w najmniejszym rozmiarze - moje dzieci-giganty nigdy nie miały okazji ich nawet przymierzyć, bo były za małe. Gdy miał urodzić się Dziedzic, jego komoda pękała w szwach. Koleżanka sprzedała mi newsa, że noworodki trzeba przebierać kilka razy dziennie, bo ulewają, więc miałam mnóstwo bodziaków, śpiochów i kaftaników. Tymczasem Dziedzic ulał w swoim całym życiu może ze trzy razy (w tym raz na występach gościnnych - wprost na nową kanapę moich przyjaciół) i ubranek właściwie nie brudził, rósł za to jak szalony, więc przeważająca większość tych pierwszych okazała się zbędna.
  • Miś z bijącym sercem - 150 zł; Jak Dziedzic był malutki, Szumisie jeszcze nie istniały - modne były za to misie z bijącym sercem, które rzekomo uspokajają dzieci. Dziedzica uspokajały wyłącznie nasze ramiona, więc miś szybko wylądował na dnie szafy.
  • Łóżeczko - 300 zł; Spałam z dziećmi długo - bo uważam, że to najlepsza opcja i dla młodej, karmiącej mamy, i dla noworodzia. Dziedzic miał kilka miesięcy, jak został eksmitowany do własnego łoża (przesypiał już wtedy całe noce), Siostra Dziedzica jest na to ciągle niegotowa - jej łóżeczko stoi i się kurzy.
  • Kosmetyki - 200 zł; Wybierałam, czytałam opinie, składy, w łazience stanął cały arsenał mleczek, mydełek, oliwek, szamponów. I co? Mimo to, a może właśnie przez to, Dziedzic przez kilka ładnych miesięcy miał problemy ze skórą i liczne wypryski. Siostra Dziedzica, myta samą wodą i smarowana zwykłym olejem kokosowym lub oliwą z oliwek - zero problemów, a skóra piękna i idealnie nawilżona.

  • Termometr bezdotykowy - 130 zł; Nigdy mu nie ufałam (bo nie zdarzało się, by kilka razy z rzędu pokazał taką samą temperaturę) i zawsze sprawdzałam dodatkowo temperaturę zwykłym, niezawodnym i tanim termometrem. Mam go do dziś; bezdtykowiec wylądował w pokoju dziecinnym i służy jedynie małym lekarzom.
  • Na koniec bardzo ważna uwaga - wielu z Was pewnie nie wyobraża sobie spania z dzieckiem, wielu z Was smoczek, butelka czy laktator uratuje życie i zszargane nerwy - absolutnie nie namawiam, by z ich nie kupować. Namawiam jedynie do tego, by do wyprawki noworodkowej podejść na chłodno - bo wiele gadżetów reklamowanych jako must have po prostu się nie przydaje. Wszystko wychodzi w praniu, czyli już po porodzie - i to wtedy jest najlepszy czas, by dokupić brakujące rzeczy.

    Szkoda, że na pólkach nie stoi też cierpliwość i pogoda ducha - bo to towary deficytowe w domu z noworodkami ;-)

    Powodzenia!

    Tekst: Justyna Mazur