Data publikacji:

5 sekund – gra, która rozrusza każde towarzystwo! [RECENZJA]

Jesienią i zimą planszówki ratują nasz dom przed katastrofą. Leje za oknem? Wybieramy Grzybobranie. Wiatr urywa uszy? Wyganiamy Potwory do Szafy. Jest nuuudno? 5 sekund wystarczy, by świetnie się bawić i przegonić smutki. Ta ostatnia gra jest wyjątkowa z jeszcze jednego powodu.
Ale zanim o nim, napiszę Wam kilka słów o idei 5 sekund. Gra powstała po to, by testować nasz refleks i działanie pod presją czasu. I robi to w wyjątkowo bezwzględny sposób. Zasady są proste – w pięć sekund należy odpowiedzieć na wylosowane wcześniej pytanie – po to, by po 11 poprawnych odpowiedziach trafić na metę i wygrać.

5 sekund. Niby dużo, ale mało

Pytania – z reguły – nie są trudne (np. wymień dwa przybory do rysowania albo wymień 3 marki samochodów), ale gdy czas odmierza śmieszna, wysoka, przeźroczysta klepsydra, a upływ każdej sekundy i słychać, i widać, ciężko się skupić, zebrać myśli i podać (a właściwie wykrzyczeć, bo często na krzyczeniu się kończy), dobre odpowiedzi. Z tego właśnie względu rozgrywki bywają bardzo wesołe – pal licho z dzieckiem, ale dorosły nie potrafiący wymienić trzech smaków budyniu („yyyyyyyyyyyyy, no ten, ten”) to widok doprawy zabawny i rozbrajający każdą minę.
W zestawie znajdziecie jedną klepsydrę, która po odwróceniu wydaje śmieszny dźwięk (wszystko po to, by utrudnić odpowiadającemu skupienie się), planszę i pionki oraz kilkadziesiąt dwustronnych kart z pytaniami. Te po żółtej stronie są nieco łatwiejsze (trzeba wymienić tylko dwie rzeczy), te po żółtej – trudniejsze (trzeba wymienić trzy rzeczy). Są też karty pomocnicze – gdy po usłyszeniu pytania gracz stwierdzi, że nie zna na nie odpowiedzi, albo potrzebuje więcej czasu, może krzyknąć „zmiana” albo „czas”. Nie zawsze jednak…zdąża, bo w tej grze 5 sekund trwa tyle, co mrugnięcie okiem.

Jak pokonać starych (w 5 sekund)

Na początku napisałam, że gra jest wyjątkowa z pewnego bardzo ważnego powodu – oto i on. 5 sekund to chyba pierwsza nasza planszówka, w której 6-latek bez problemu (i bez podkładania się z naszej strony!) z nami wygrywa! Szanse są wyrównane, bo my dorośli, odpowiadamy na pytania z czerwonym paskiem, a on – z żółtym. Czasem, aby jeszcze bardziej skomplikować rozgrywkę, my dorośli wymyślamy dla siebie inne, bardziej podchwytliwe pytania – śmiechu jest co nie miara, a korzysta na tym nasz syn, który zachowuje zimną krew i sunie swoim pionkiem najszybciej z nas wszystkich.

Gra 5 sekund Junior. Od jakiego wieku?

Według twórców gra przeznaczona jest dla dzieci od 6. roku życia, ale myślę, że spokojnie można grać w nią już wcześniej, nawet z początkującymi przedszkolakami. Nasza 3.5-latka potrafi odpowiedzieć na część pytań – czasem mieści nawet w regulaminowych 5 sekundach. Jeżeli więc zmodyfikujecie lekko zasady – dacie najmłodszemu graczowi ciut więcej czasu albo wymyślicie pytania pod niego, 5 sekund może być super rozrywką dla całej rodziny.

Nie chcecie się głowić? To też nie problem –na rynku jest wersja dedykowana 4-latkom:  „Moje pierwsze 5 sekund”, w której trzeba podawać jedną lub dwie odpowiedzi (np. ”Wymień jeden jasny kolor”, „Wymień dwie rzeczy, które można zobaczyć na wsi”, „Wymień dwa kolory flagi Polski”). Jest też wersja podstawowa oznaczona jako 8+, a dla całkiem dorosłych producent ma 5 sekund bez cenzury.

W wersji Junior, którą mamy, pojawiają się bardzo zróżnicowane pytania – do bardzo prostych po takie, z którymi i ja mam problem. Chcecie przykładów? Proszę bardzo!

  • Wymień 3 tytuły bajek z czarodziejskim przedmiotem
  • Wymień 3 zwierzęta, które zapadają w sen zimowy
  • Wymień 3 nazwiska kolegów
  • Wymień 3 rzeczy, których nie można robić w lesie
  • Wymień 3 rzeczy, które lubisz robić w szkole
  • Wymień 2 urządzenia
  • Wymień 2 słowa na listerę „Z”
  • Wymień 2 kolory włosów
  • Wymień 2 zabawki na baterie
  • Wymień 2 latające przedmioty

  • Dlaczego warto grać z dziećmi w planszówki?

    Odpowiedź na tak zadane pytanie wydaje się oczywista – warto grać z dziećmi w planszówki, bo to fajna rozrywka i dobrze, wspólnie spędzony czas. Ale, jak się okazuje, nie tylko. – Proste gry sprawdzą się doskonale w rozwijaniu podstawowych kompetencji dziecka, takich jak zapamiętywanie, kojarzenie par, rozpoznawanie kształtów i kolorów. Warto też pamiętać, że im wcześniej zaczniemy stawiać dziecko w sytuacji gry – w określonym miejscu i czasie (przy stole po obiedzie), w określonych ramach (reguły, przegrani i wygrani, kolejność ruchów), tym szybciej wychowamy sobie równorzędnego partnera – i to nie tylko przy planszy! – tłumaczył mi kiedyś Kuba Polkowski, założyciel serwisu Board Game Girl i organizator konkursu Planszowa Gra Roku, a prywatnie – tata kilkulatki.
    Kuba dodawał, że sytuacja gry, a najczęściej wygranej, pobudza ośrodki nagrody i przyjemności w mózgu – a to z kolei oznacza, że przyzwyczajamy mózg do wysiłku umysłowego, po prostu uczymy się, że rozwijanie naszych zdolności intelektualnych jest przyjemne. – Gry rozwijają kompetencje poznawcze, ruchowe, umiejętności matematyczne, językowe, orientację przestrzenną, logiczne myślenie, odpowiadanie na pytanie, refleks. Są więc nie tylko zabawą, ale też sposobem, by dzieci się uczyły czegoś nowego w fajny sposób – mówił Kuba. I u nas świetnie się to sprawdza, a u Was?

    PS. Mam znajomych, których córka znienawidziła 5 sekund za to, że trudno jej było w tak krótkim czasie sformułować poprawną odpowiedź. Gdy odłożyli klepsydrę na bok, miłość do gry wybuchała na nowo. Być może będzie to podpowiedź dla tych z Was, którzy mają podobnie reagujące dzieci.

    Autorka: Justyna Mazur