Data publikacji:

Mężu, teściowo - właśnie TO jest najtrudniejsze w karmieniu piersią na początku (LIST)

Autor: Justyna Mazur

Tak, też przez to przechodziłam (może nie w tak ekstremalnej formie, ale jednak). Przechodziła przez to moja mama, przechodziły koleżanki i przyjaciółki - mam wrażenie, że to bardzo powszechne zjawisko. Dlatego publikuję list Magdy, która napisała do mnie tak: "Już nie mogę tego znieść! Młodzieniec wyje, jakby go ze skóry obdzierali, a oni - mój mąż ze swoją mamusią - wbijają mi kolejną lakto-szpilę. Na pewno się nie najada twoim pokarmem. Maj mu wreszcie butlę - mówią mi po raz enty tego dnia, a mnie się nóż w kieszeni otwiera".

Moja mama usłyszała od swojego męża, a mojego rodzonego ojca (jak mogłeś, tato!?), że ma "sine mleko", które z pewnością nie jest wystarczająco dobre dla mojego brata. Cóż było zrobić - podała mieszankę. Trzydzieści lat później podobny tekst poleciał w moją stronę w szpitalu, chwilę po porodzie. I to od położnej!!! Osoby, która powinna mnie wspierać w tych pierwszych, nieporadnych próbach, a nie wkładać do głowy, że może się nie udać, bo "mleka mam za mało". Dziś, kiedy o laktacji wiem dużo więcej, złoszczę się na samo wspomnienie i tamte słowa. Na szczęście wspierał mnie Tato Dziedzica i razem przetrwaliśmy najtrudniejsze chwile. Udało się. Karmiłam Dziedzica kilka długich miesięcy.

ZOBACZ KONIECZNIE: Cztery bardzo ważne rzeczy, które musicie wiedzieć o karmieniu piersią

Magda i tysiące innych kobiet, takiego wsparcia nie mają. Tymczasem to ono często decyduje o powodzeniu misji pt. "karmienie naturalne". To od was, drodzy panowie i kochane teściowe/mamy, zależy, czy kobieta, którą - przypomnijmy, bo może to nie dla wszystkich jasne - jest rozchwiana emocjonalnie, zbombardowana hormonami i wymęczona po porodzie - podejmie trud i będzie, mimo pierwszych niepowodzeń, karmić piersią, czy ulegnie i sięgnie po mleko modyfikowane.  Gdy jesteś niewyspany, wkurzony i obolały, każde słowo podważające twój instynkt macierzyński i kompetencje, boli po stokroć!!! Pamiętajcie o tym, gdy po raz kolejny zasugerujecie żonie/synowej/córce że ma "zbyt chude mleko", "zbyt mało mleka", "spalony pokarm" i inne tego rodzaju farmazony.

A teraz list Magdy. Przeczytajcie i podajcie dalej!

"Wymiękam! Siedzę w ciemnej sypialni z dwutygodniowym Borysem i chce mi się ryczeć. Jestem po kolejnym starciu z mężem i jego matką. Sytuacja sprzed chwili:  Młodzieniec wyje, jakby go ze skóry obdzierali, choć chwilę wcześniej wisiał na piersi pół godziny, a oni - mój mąż ze swoją mamusią - wbijają mi kolejną lakto-szpilę. Na pewno się nie najada twoim pokarmem. Maj mu wreszcie butlę - mówią mi po raz enty tego dnia, a mnie się nóż w kieszeni otwiera.

Piszę do Ciebie jedną ręką, a drugą walę post na lokalnej grupie laktacyjnej. Dobrze, że ją poznałam jeszcze przed porodem, bo chyba tylko dzięki wsparciu dziewczyn nie poddałam się. Czaisz? Pocieszają i zagrzewają do walki o naturalne karmienie obce laski, których pewnie nigdy nawet nie zobaczę na oczy, a skrzydła podcinają mi najbliżsi, którzy powinni stać za mną murem. Nigdy tego nie zrozumiem. Boli cholernie. Pozdrawiam z samego dna mlecznej krainy".

Nie mam nic do dodania. No, może poza jednym - panowie i panie, domorośli specjaliści od laktacji - ogarnijcie się wreszcie i pomóżcie - zamiast przeszkadzać! Albo chociaż zamilczcie. Dajcie szansę karmiącej i temu małemu człowiekowi, który najczęściej płacze nie dlatego, że się nie najada, a dlatego, że potrzebuje być ciągle blisko. Jeżeli naprawdę chcecie zatroszczyć się o niego, dajcie komfort i wsparcie jego mamie.

PS. A najlepiej, zamiast pouczać i udzielać dobrych rad, sięgnijcie po jedną z tych książek. Polecam!

Sztuka karmienia piersią - od  12 zł