Data publikacji:

Jak kupić wyprawkę i nie zbankrutować? Mój patent

Autor: Justyna Mazur

Kiedy? Jak? Dlaczego? Na wakacje oddawałam małego chłopca, a po trzech tygodniach do domu wrócił wyrośnięty byk! Znad morza przywiózł odzywki zupełnie nie licujące z powagą przedszkolaka, przykrótkie spodnie i buty "cisną, ale wytrzymam, mama!".

Właściwie CAŁĄ garderobę mamy do wymiany - skarpety się skurczyły, spodnie osiągnęły najmodniejszą w tym sezonie długość i zaczynają się przed kostką, a buty są ewidentnie za ciasne, choć Dziedzic przekonuje, że nie jest najgorzej i ciśnie "tylko tlochę". Najlepsza sytuacja jest na froncie t-shirtów, bo tu rzadko trafiam z rozmiarem i kupuję przydługie - od razu na dwa sezony, ale ze dwa-trzy poplamione egzemplarze też są do wymiany.

A wymianę i zapas na jesień zaczynam już dziś - gdy lato trwa w najlepsze i gdy w sklepach trwają duże wyprzedaże. Rok temu przekonałam się, że to najlepszy sposób, by przy kompletowaniu wyprawki nie splajtować. Owszem - rozmiarówka jest przebrana i trzeba się ciut natrudzić, by znaleźć odpowiednie rzeczy, ale gra jest warta świeczki - w kieszeni zostaje sporo pieniędzy! Czasem szaleję i kupuję też letnie rzeczy na przyszłe wakacje (o rozmiar-dwa za duże), choć, przyznam, system nie zawsze się sprawdza - właśnie odebrałam pakę zamówioną dla Siostry Dziedzica. Okazało się, że 90 proc. rzeczy jest na nią dobrych już dziś, ale tak ładnie w nich wygląda, że szkoda oddawać ;-)

A dla Dziedzica właśnie zamówiłam takie rzeczy. Przed przeceną wyszłoby 320 zł; Po - 177 zł. Warto? Warto!

Wszystkie ubrania ze Smyka; Po więcej kliknijcie TUTAJ - po wybraniu produktu przekieruje Was na stronę sklepu