Data publikacji:

W jakim wieku dziecko może iść samo na zakupy?

Ratunku! Moje dziecko (lat niespełna 6) rwie się do samodzielności, a ja rwę włosy z głowy. Oczywiste jest dla mnie, że muszę mu pozwolić na te pierwsze samotne wyprawy, ale nie mam jeszcze pomysłu, na jak wiele się godzić. No a tak w ogóle, do jasnej cholery, kiedy on tak urósł!? Jeszcze niedawno kurczowo trzymał się mojej spódnicy...

Mamooo, do sklepu chcę iść! SAM!!! Mogę? Proszę!!!! - jęczał, jęczał, aż wyjęczał. Zgodziłam się. Ale było tuż przed 18, więc pobliski kiosk właśnie zamykali. Pozostała wyprawa do dużego supersamu, oddalonego od domu o jakieś dwieście metrów.

"Droga prosta, jedna ulica do przejścia. Weź głęboki wdech, zaufaj i puść. Właśnie po to przeprowadziliśmy się w spokojne miejsce, żeby dzieciaki mogły chodzić same po ulicach" - analizowałam w myślach, ale ostatecznie decyzję zrzuciłam na ojca Dziedzica - a co, niech on się martwi! Ojciec raczej z tych trzęsących portkami, byłam więc przekonana, że będzie odwodził dziecko od tego pomysłu. Przeliczyłam się. Pierwsza samotna wyprawa naszego malutkiego synka właśnie okazywała się faktem.

Co na to prawo?

Kodeks wykroczeń mówi, że opiekun nie może dopuścić do przebywania dziecka poniżej siedmiu lat w "niebezpiecznych okolicznościach". Jakich? Tego już nie precyzuje. Dziecko do lat 7. nie może też samo korzystać z dróg powiatowych, gminnych, wojewódzkich i krajowych - jego opiekun musi mieć co najmniej lat 10. Dziecko jest za to uprawnione do samodzielnych spacerów po tzw. strefie zamieszkania. To obszary oznaczone znakiem, w których piesi mają pierwszeństwo przed samochodami i jest ograniczenie prędkości do 20 km/h

Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia, jak wychodził. Na czole miał wypisane: Patrzcie, ludzie! Jestem wielki! Idę SAM do sklepu!". Z podobną, a nawet jeszcze bardziej kozacką miną wrócił. Ależ był dumny i szczęśliwy!

Tzn., uściślając, prawie sam, bo kazałam Ojcu Dziedzica wsiąść na rower i dyskretnie patrolować okolicę. "Tylko jedź tak, żeby Cię nie widział, bo złamiesz mu serce" - rzuciłam na odchodne. Wrócił zziajany po krótkiej chwili. Spylał ile sił w nogach, by nie zostać namierzonym przez syna:-)

ZOBACZ KONIECZNIE: To była ważna rozmowa. Wytłumaczyłam dziecku, że nie zawsze musi być "grzeczne"

Przed wyjściem, na szybko, przypomniałam Dziedzicowi kilka żelaznych zasad. Po pierwsze - pod żadnym warunkiem nie ufamy obcym i NIGDY z nimi nie idziemy - nawet, gdy ściemniają, że przysłała ich mama. Albo że mają w domu najpyszniejsze cukierni na świecie. Po drugie - bardzo uważnie przechodzimy przez ulicę, zawsze na pasach, nigdy nie przebiegając.

Przez ulicę, jak donosi mąż, nie przebiegł, pędził za to na chodniku. Po przyjściu wysapał tylko: Mamo! Nie spotkałem żadnego złego człowieka! Jutro idę znów!

A jakie są wasze doświadczenia? Puszczacie przedszkolaki same - do sklepu czy na osiedlowy plac zabaw? Nie puszczacie? Dlaczego? Czekam na komentarze!

Tekst: Justyna Mazur