Data publikacji:

Dla takich gadżetów chodzić do szkoły!

Autor: Justyna Mazur

Gdybym miała notes z klockami i linijko-kalkulator, którego nie powstydziłby się MacGyver, na ani jednej lekcji fizyki nie umarłabym z nudów! Wybrałam dla Was kilka fajnych gadżetów, które mogą się przydać w szkole. Wzdychanie ("Ah, za moich czasów to tylko ekierka i zakreślacz w kolorze brudnej zieleni") i psioczenie ("Mają tyle pomocy, a i tak nie chcą się uczyć!") dozwolone, ale w granicach rozsądku.

Nie powiem - trochę zazdroszczę smarkatym, że do mogą na setki różnych sposobów uatrakcyjniać codzienną, szkolną monotonię. Z drugiej strony już teraz drżę na myśl o tej fortunie, którą trzeba będzie wydać, bo "Jaś, Staś i Antosia to mają, więc ja też chcę!". No ale...w edukację dzieci trzeba inwestować i koniec kropka ;-)

1 - Gumka w kształcie ołówka, 6, 22 zł

6 - Zakreślacz w kształcie lakieru do paznokci, 2,70 zł

O notatniku z dołączonymi klockami lego już wspominałam - myślę, że nie tylko na fizyce stałaby się moim największym przyjacielem. Hitowe są też moim zdaniem zakreślacze w kształcie lakieru do paznokci. Gdy chodziłam do szkoły malowanie szponów było zakazane; nawet nie wiecie ile bym dała za to, by dziś przenieść się w czasie, postawić taki niby-lakier na lekcji chemii i patrzeć na przewrót gałek ocznych u szanownej pani Czesławy Kwas (w rzeczywistości miała inaczej na nazwisko, ale ta pieszczotliwa ksywa świetnie do niej pasowała). Salami-notes kładłabym z kolei ma matmie - nic tak bardzo nie wkurzało pana Sławka, jak kanapka jedzona ukradkiem pod ławką ;-)

A Wy, rodzice uczniaków, co byście dorzucili do tej listy? Za jakie gadżety zabijają się dziś uczniowie? Piszcie koniecznie!